aktualności

Sprawa 9-letniej dziewczynki-„pirata” – komentuje Piotr Gontarczyk

26 listopada 2012, 11:11 Piotr Gontarczyk

Jedna z organizacji rzekomo zajmujących się walką z piractwem, znalazła się w samym środku poważnej kontrowersji. CIAPC, a więc fińska organizacja, która niedawno doprowadziła do zablokowania w Finlandii dostępu do popularnego serwisu "torrentowego" The Pirate Bay, wytropiła domniemanego pirata, któremu zaoferowała możliwość ugody, której podstawą miało być wypłacenie określonej kwoty pieniężnej.

Okazało się, że abonent sieci odmówił zapłacenia, co doprowadziło do eskalacji problemów - do poziomu chyba bezprecendesowego. W odpowiedzi, w bieżącym tygodniu do jednego z fińskich domów "wpadła" policja, z nakazem przeszukania. Wynikiem akcji policjantów było... zarekwirowanie komputera przenośnego Winnie the Pooh Laptop marki Disney, który należy do 9-letniej dziewczynki - córki abonenta, z którym skontaktowała się organizacja CIAPC.

Już niebawem w Stanach Zjednoczonych Ameryki, do obywateli tego kraju będą rozsyłane listy informujące o tym, że powinni zaprzestać udostępniania w internecie treści chronionych prawami autorskimi. Akcja ma mieć cel czysto edukacyjny, ale niektóre, bardziej agresywne firmy (np. wytwórnie muzyczne lub filmowe, wydawnictwa, itd.) oprócz takich działań "pozytywnych" stosuje oczywiście te bardziej agresywne.

Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w Finlandii. Organizacja CIAPC do mężczyzny, który był abonentem sieci, wysłała wiosną list z żądaniem zapłacenia 600 euro za piractwo. W liście poinformowano go, że jego konto zostało powiązane z udostępnianiem w internecie treści chronionych. Przekazano mu, że jeśli nie chce aby sprawy przybrały bardziej poważny wymiar, powinien zapłacić. Przyjmując warunki ugody miał też zachować wszystko w tajemnicy. Mężczyzna postanowił wtedy zignorować żądania organizacji i sprawa przycichła na parę miesięcy. W tym tygodniu jednak wybuchła i to w sposób wyjątkowo nieoczekiwany.

We wtorek, o ósmej rano, przed domem mężczyzny pojawili się policjanci, którzy przedstawili sądowy nakaz przeszukania, w celu odnalezienia dowodu nielegalnego udostępniania treści chronionych prawami autorskimi. Okazało się, że sprawa nie dotyczy jego. Nie oskarżano go prowadzenie "warezowej" strony internetowej, czy chociażby tzw. trackera sieci BitTorrent. Jego wina okazała się mieć... 9 lat, być płci żeńskiej i lubić popularną w Finlandii piosenkarkę Chisu.

9-latka w ubiegłym roku bardzo chciała kupić sobie najnowszy album Chisu, ale nie zdołała uzbierać odpowiedniej kwoty w swojej skarbonce. Zdesperowana dziewczynka zwróciła się po pomoc do wyszukiwarki Google, a poprzez nią trafiła na serwis The Pirate Bay. Ojciec dziewczynki twierdzi, że jego córka żadnego pliku nie pobrała, gdyż odnośnik ponoć nie działał. Ostatecznie zdecydował się kupić jej album Chisu w sklepie.

Tak czy inaczej, dowody na to, że korzystano z The Pirate Bay znaleziono. Odkryto je na złowieszczo wyglądającym narzędziu zbrodni, a konkretnie w notebooku z Kubusiem Puchatkiem, należącym do 9-latki. Notebooka policja zabrała, jako materiał dowodowy. Szybko okazało się, że organizacja CIAPC poważnie traktuje swoją działalność i ścigać chce każdego (domniemanego) pirata, niezależnie od jego wieku. Być może kobiety w ciąży powinny unikać podłączonych do internetu komputerów.

Ojciec nieletniej przestępczyni oczywiście całą sprawą jest mocno wstrząśnięty. Twardo stwierdza, że ani on, ani jego córka nie zrobili niczego złego. Uważa, że skoro dorośli nie zawsze wiedzą, jak korzystać komputera i z internetu, to jak można z góry twierdzić, że 9-letnia dziewczynka lub osoba starsza będą wiedzieć, co robią? Takie stanowisko oczywiście ma dwie strony. Z jednej oczywiście trudno oczekiwać od małego dziecka, że musi mieć świadomość tego, że w tym lub innym momencie może łamać prawo. Z drugiej strony jednak, która zapewne nie będzie łatwa do przyjęcia, takie podejście może być wykorzystywane jako furtka. Wystarczyłoby że rodzic pirackie kopie gier, muzyki, filmów i programów będzie pobierać na komputerze małego dziecka, a potem twierdzić, że to sprawka pociechy.

Niezależnie od tego, którą ze stron tego medalu, przy tej sprawie uznamy za bardziej odpowiednią, to fińska organizacja CIAPC teraz musi zjeść żabę, którą sobie upolowała i "upichciła". Przypadek 9-letniej dziewczynki oczywiście podchwycają grupy związane z "frontem piratów". Same przekazy medialne tej sprawy stawiają CIAPC w złym świetle. Zwłaszcza że chodzi nie tylko o notebooka, ale o notebooka małej dziewczynki. W dodatku z Kubusiem Puchatkiem.

Jest jeszcze jedna strona, która w tej sprawie się pojawia. Skoro 9-letnia dziewczynka, której zabrano komputer, budzi konkretne emocje, to dlaczego nie? Wspomniana wcześniej Chisu oświadczyła, że nie chce aby kogokolwiek ciągano po sądach, bo nie jest to uwaga mediów, której sama oczekuje. Wyraziła nadzieję na to, że sprawa dziewczynki zostanie szybko rozwiązana i przeprasza za całe zajście - mimo, że osobiście nie ma z nim nic wspólnego. Jednocześnie wskazała swoim fankom i fanom odnośnik do serwisu Spotify, gdzie jej muzyka jest dostępna za darmo.

Joonas Mäkinen z fińskiego serwisu The Pirate Bay optymistycznie przyjął stanowisko Chisu, ale jednocześnie wskazuje na to, że twórcy z reguły nie mają żadnego pływu na to, aby cokolwiek w kwestii walki z piractwem się zmieniło. Według niego to smutne, że artyści muzyczni nie zdają sobie sprawy z tego, co w ich imieniu robi organizacja taka, jak fińska CIAPC. Zwraca też uwagę na to, że twórcy muzyczni powinni zdać sobie sprawę z tego, że polowanie na fanów, konfiskowanie sprzętu i zastraszanie, poprzez żądania pieniędzy i wymaganie zachowania tego w tajemnicy, tak naprawdę psuje ich wizerunek.

A co na to CIAPC? Organizacja najwyraźniej nie ma sobie nic do zarzucenia. Pochwaliła się wręcz tym, że sprawa 9-letniej dziewczynki to tylko jedna z wielu akcji, mających na celu zwalczanie piractwa, poprzez "propozycje ugody". CIAPC informuje, że od początku jesieni, w Finlandii uzyskała pieniądze od 28 abonentów sieci, którzy zdecydowali się na ugodę. O tych sprawach nic nie wiadomo. Dlaczego? Dlatego że jednym z warunków ugody jest zaakceptowanie wymogu nie ujawniania informacji na ten temat.

O wiele bardziej interesujacą informacją byłoby jednak ustalenie tego, jakie są realne skutki działalności tego typu organizacji. Te oczywiście uwielbiają walczyć o nowe zapisy prawne, które według nich mają zmniejszać skalę piractwa. Czy aby na pewno? A może po prostu walka z piractwem jest tylko czystym biznesem, a kolejne regulacje prawne są jedynie formami oszczędności, co w efekcie daje przecież zyski? Z piractwem walczy się od paru ładnych dekad. W latach 90-tych ubiegłego wieku, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, prowadzono akcję edukacyjną "Don't copy that floppy" (z ang. nie kopiuj tej dyskietki). Dekadę wcześniej na masową skalę zaczęto stosować technikę Macrovision ACP (Analog Copy Protection), która zabezpieczała analogowe kasy VHS i Betamax przed kopiowaniem. Praktycznie każdy nośnik muzyki, filmów, a także oprogramowania komputerowego doczekał się swoich mechanizmów ochrony przed kopiowaniem. Wiadomo, że gdy do akcji przystępują piraci, to wszelkie zabezpieczenia, wcześniej czy później, poddają się.

Jak walczy się z piractwem? Przede wszystkim mamy zabezpieczanie nośników. Po drugie mamy akcje edukacyjne. Po trzecie mamy lobbowanie na rzecz konkretnych regulacji prawnych. Po czwarte oczywiście działanie odpowiednich służb oraz organizacji pozarządowych. Czy walkę z piractwem potępiam? Absolutnie nie! Wiecznie żywy przykład, z porównaniem pobrania filmu z internetu do kradzieży czegokolwiek w sklepie, uważam za trafne porównanie. Nie stać mnie? Nie kupuję. Proste? Proste. Oczywiście nie dla każdego. Są przecież wśród nas tacy, którzy piractwo potrafią wytłumaczyć poprzez każdą brednię. Nie da się takich ludzi przekonać, że jeśli ktoś coś stworzył i to sprzedaje, to oczekuje pieniędzy za produkt - czymkolwiek by on nie był.

Nie zapominajmy o tym, że w kwestii piractwa problemem nie są tylko sami piraci. Pozwalam sobie stwierdzić wprost, że ta "druga strona" bardzo pieczołowicie piratów hoduje. Tak, tak! Was oczy nie mylą, a mojej głowy nie trafił żaden twardy przedmiot. Przykład? Ależ proszę bardzo. 20 lipca bieżącego roku do polskich kin wszedł film "Prometeusz", wyreżyserowany przez Riddle'a Scotta. Planowałem ten film obejrzeć tak szybko, jak tylko się da. Okazało się, że... nie mogę. Mimo że moim rodzinnym mieście (Słupsk) jest Multikino i "Prometeusz" był w afiszu, to jednak ta sieć (duża przecież) na kilkadziesiąt seansów nie zaoferowała ani jednego (ani jednego!) z widokiem tradycyjnym. Wszystkie seanse były tylko i wyłącznie w 3D. Nie ja jeden nie poszedłem na "Prometeusza" do Multikina. Bo miałem zamiar obejrzeć film, a nie siedzieć w okularach tylko po to, aby jakichś "wrażeń 3D" doznawać przez może paręnaście sekund.

Najwyraźniej mnie, jako konsumenta, trzymającego pieniądze w dłoni, tam nie chciano. Być może dlatego dostępny na stronie internetowej Multikina, widok rezerwacji miejsc na kolejne seanse budził politowanie. Byli ludzie, chcieli obejrzeć film, mieli pieniądze, ale... nikt ich nie chciał! Zgadnijcie, gdzie ci wprost odrzuceni konsumenci zobaczyli tego "Prometeusza"? A wiem, że wśród moich znajomych niemal wszyscy, którzy nie poszli na seans 3D - obejrzeli ten film. Ja akurat miałem to szczęście, że starsza siostra mieszka od lat w Berlinie, a więc przy okazji wizyty, no cóż, seanse "2D" do znalezienia trudne nie były. Czy wytwórnia, producenci, itd. w ogóle przejmują się tym, komu sprzedają licencje na emisję filmów? Tu nie tylko Multikino stanęło pewną częścią ciała do konsumentów. Najwyraźniej na żadnym z wyższych poziomów, nikt nie kontroluje dystrybucji filmów.

Skoro doszliśmy już wyżej, gdzieś w okolice wytwórni filmowych, to może warto uszczypnąć gdzieś indziej? Wspominałem o tym, że "Prometeusz" w Polsce pojawił się 20 lipca? Wspominałem, oczywiście. A wspominałem o tym, że nawet w Niemczech film pojawił się... później? Tak, Niemcy "Prometeusza" mogli zobaczyć dopiero 9 sierpnia. Zanim jednak genetyczni patrioci zaczną śmiać się z "Niemca-zawsze-wroga", niechaj wiedzą, że już 31 maja, a więc blisko dwa miesiące wcześniej niż w Polsce, film ten można było zobaczyć m.in. w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji, Azerbejdżanie, Kazachstanie, a także na Białorusi. To przecież nie jest nawet jakiś straszy przykład. Zdarzają się filmy, które do Polski lub innego kraju, trafiają nawet rok po premierze w jakichś innych. No i co? I co? I pstro! Na całym świecie gadają o jakimś filmie. Włączasz telewizję - widzisz zwiastun tego filmu. Włączasz radio - słyszysz dyskusję na jego temat. Otwierasz gazetę - tu recenzja. Otwierasz Pudelka - aktorka grająca główną rolę przez 2,58 sekundy miała jedną brew ciemniejszą od drugiej!!! I weź tu nie zwariuj - w świecie przede wszystkim kręcącym się wokół internetu, przez który informacja dociera do nas niemal bez przerwy.

W innych krajach film, album muzyczny lub gra komputerowa są już od miesięcy... a Ty siedzisz, siedzisz i czytasz te zachwyty, oglądasz filmiki na "jutjubje" i czekasz. Cierpliwie czekasz. Mhm. Masz pieniądze, chcesz je wydać, wiesz nawet na co! Tylko nikt nie chce ich wziąć. Może za bardzo czepiam się tematyki filmowej, ale wydaje mi się, że jest najlepsza opisania, jako materiał dowodowy, przeciwko tej "drugiej stronie medalu". Co to za frajda zobaczyć film kilka miesięcy po reszcie świata? Wszyscy już wszystko tak obgadali, w sieci i w telewizji było już tyle zwiastunów, że jakby człowiek je w głowie połączył, to by mu pewnie pełnometrażowy seans wyszedł. Innymi słowy - cały film. To albo zniechęci do obejrzenia filmu w kinie (za pieniądze), albo zachęci do obejrzenia, ale... no, "wicie, rozumicie", bez przekonania. No a jak bez przekonania, to bez płacenia, bo wtedy łatwiej sobie samemu (i innym) takie postępowanie wytłumaczyć.

Dlaczego to wszystko stoi na głowie? Oczywiście ostatnia kwestia to ceny. No, dobry argument. Obniżcie ceny, to my przestaniemy "piracić". No fajnie. Przyjmując nawet, że obniżenie cen znacząco ograniczyłoby skalę piractwa, to jednak pozostaje inna sprawa do rozwiązania. Tak, tak. Ta "druga strona medalu". A dlaczego w ich interesie ma być przejście w stan likwidacji? ZAiKS, RIAA, MPAA, CIAPC i wiele, wiele innych organizacji i zrzeszeń, które twierdzą, że działają na rzecz twórców, a przeciwko piractwu. Ich działalność nie jest charytatywna. Pomijając już same wytwórnie i producentów, którzy z dochodów dla twórców zostawiają nierzadko zwykłe ochłapy, to z tych ochłapów część i tak zabiorą te wszystkie "organizacje niezależne" i różnego rodzaju zrzeszenia. No wiecie - walka z piractwem wymaga wielkich nakładów finansowych.

Aaaa. No i dotarliśmy wreszcie, jak po nitce do kłębka, do sedna. Kto za to wszystko płaci? No jak to kto? Uczciwy konsument. Nie zapominajmy o tym, że te wszystkie organizacje nie tylko coś od niego biorą. Jest też coś do dają Naprawdę! Szczerze! Serio! Nie wierzycie? A te wszystkie cudowne zabezpieczenia, to co? Przecież chronią uczciwego konsumenta przed... zaraz, moment... nieuczciwością? Z grą komputerową pirat sobie poradzi. Ba. Będzie mu się pewnie wręcz przyjemniej grało, aniżeli temu uczciwemu konsumentowi.

No ale jak z tego wyjść? Opór wobec ACTA wyraziliśmy, my jako Polacy, dość silny. Tylko co to zmienia, w kwestiach czysto praktycznych? Niewiele albo nic, a jak już coś, to z reguły na niekorzyść. Naszą oczywiście. Chcemy zmiany podejścia do nas - konsumentów? Osobiście znam tylko jeden czynnik, o którym mówi się, że ma wysoką skuteczność w biznesie. Oczywiście, pieniądze. Czy naprawdę musimy kupić tą lub inną grę? Czy musimy tak bardzo koniecznie mieć ten album muzyczny? Czy na pewno nie przeżyjemy, jeśli nie kupimy tej płyty Blu-ray z filmem (a te są porażająco drogie, tak przy okazji)? My, konsumenci, tak. A "oni"?  Tydzień? Może dwa? A może miesiąc? Wnioski pozostawiam Wam.

FelcioZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Felcio2012.11.23, 19:49
-3#1
Dublet :P
Ice Man.Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Ice Man.2012.11.23, 19:55
Dublet... Ale przynajmniej wiadomo, że PCLAB nie kradnie newsów jak zdarza się innym serwisom.
NiezmordowanyZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Niezmordowany2012.11.23, 19:58
-34#3
Smutne, ale po co szukać w Finlandii, skoro u nas 8 listopada wydarzyła się większa tragedia. Cichaczem przepchnięto w sejmie ustawę o dopuszczeniu żywności GMO w Polsce do obrotu.
GalvatronZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Galvatron2012.11.23, 20:04
16#4
Niezmordowany @ 2012.11.23 19:58  Post: 617835
Smutne, ale po co szukać w Finlandii, skoro u nas 8 listopada wydarzyła się większa tragedia. Cichaczem przepchnięto w sejmie ustawę o dopuszczeniu żywności GMO w Polsce do obrotu.

GMO dostępne jest u nas od zawsze, bo zawsze krzyżowano rośliny w celu ich poprawy (np. truskawka jest francuską krzyżówką poziomki z czymś tam). Dzisiaj po prostu mamy do tego lepsze narzędzia.
focusZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
focus2012.11.26, 11:12
Ponieważ materiał przygotowany przez Piotrka obejmuje dużo szerszy temat, postanowiłem go puścić na nowo ze zmienionym tytułem.

Opinie zawarte w tym materiale są jego prywatnymi!
MichicusekZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Michicusek2012.11.26, 11:21
-6#6
Niezmordowany @ 2012.11.23 19:58  Post: 617835
Smutne, ale po co szukać w Finlandii, skoro u nas 8 listopada wydarzyła się większa tragedia. Cichaczem przepchnięto w sejmie ustawę o dopuszczeniu żywności GMO w Polsce do obrotu.


Kuźwa co wy z tym GMO. Wolę 10000x GMO bo dzięki modyfikacji genetycznej warzywa i owoce mogą lepiej znosić niekożystne warunki i nie muszą być przez to stosoane preparaty i sztuczne nawozy, które są duzo bardziej szkodliwe.
SunTzuZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
SunTzu2012.11.26, 11:24
20#7
Pamiętam jak filmy Woodego Allen-a były już na DVD, gdy u nas jeszcze nie było w kinach. To klasyka sama w sobie i tu takie numery są, dopiero film musi zdobyć sławę by był dostępny. Sporo filmów, dobrych filmów nie da się kupić, były w kinach i przepadły w gąszczu tych 'super' produkcji.


Nie wspomnę o Bollywood. Wbrew pozorom co roku są tam przynajmniej 3 filmy, które są na tyle dobre, że nawet te piosenki człowiek chce słuchać. Chyba film musi zdobyć oskara by dało się go kupić....
Do np. do Barfi! nie ma nawet napisów polskich. To jeden z najlepszych filmów ostatnich czasów i ubiega się nawet o Oscara (chyba)

Są też produkcje telewizyjne, amerykańskie/brytyjskie..., które są lepsze od 99% naszej kinematografii. Tego też de facto u nas nie ma i nie da się obejrzeć nawet w TV.

Bo po co dawać coś dobrego... są Trudne Sprawy, Sędzia Maria....

------------------------
Tak, więc naprawdę można zrobić komuś dość ekskluzywny prezent, dobry film, dobra płyta. Bo w sklepach tak jak pisze Piotr, często po prostu nie można kupić.

Takie czasy gdzie wszystko jest dostępne, ale nie jest dostępne często to czego się chce.

Zapomniałeś poruszyć jedną kwestię. Koncerny takie jak Warner Bross, Fox itp... mają w rękach także wiele portali internetowych, udostępniają narzędzia, których chcą zakazać z którymi walczą.

Hipokryzja nie zna granic, bo po prostu na serwerach plików można też zarobić.
AssassinZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Assassin2012.11.26, 11:25
46#8
Ostatnio podarowałem na urodziny kuzynowi w wieku gimnazjalnym Assassin's Creeda 2 w oryginale (bo pamiętałem wcześniej, że mnie prosił o pomoc w ściągnięciu pirata, a ja się takimi rzeczami nie zajmuję). Był szczerze rozczarowany, że nie dostał pirata i przez to musi się zarejestrować oraz być cały czas online, żeby sobie pograć. Historia prawdziwa.
wuzetkowiecZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
wuzetkowiec2012.11.26, 11:33
13#9
Assassin @ 2012.11.26 11:25  Post: 618365
Ostatnio podarowałem na urodziny kuzynowi w wieku gimnazjalnym Assassin's Creeda 2 w oryginale (bo pamiętałem wcześniej, że mnie prosił o pomoc w ściągnięciu pirata, a ja się takimi rzeczami nie zajmuję). Był szczerze rozczarowany, że nie dostał pirata i przez to musi się zarejestrować oraz być cały czas online, żeby sobie pograć. Historia prawdziwa.

Dziwisz się kuzynowi? Mnie już nic nie zdziwi, skoro przy okazji testów np smartfonów lub tabletów, zawsze jest wspominka czy ów sprzęt daje sobie radę z mkv, natomiast o flashu, silverlight itp, testujący i komentujący często ''zapominają''.
TelvasZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Telvas2012.11.26, 11:40
35#10
Ciekawe przemyślenia, ale: naruszenia praw autorskich nie można w żaden sposób przyrównać do kradzieży. Porównanie takie jest z definicji błędne i mylne.

Z punktu widzenia nawet i wydawcy (taa, bo kto by się martwił autorem, to wydawca zgarnia kokosy...) ściągnięcie pirata nie różni się niczym od niekupienia produktu w ogóle. Więcej: zazwyczaj znacznie bardziej się opłaca, żeby niedoszły konsument spiracił, niż miałby w ogóle nie grać/oglądać/słuchać. Z kilku powodów:
a) będzie częścią maszynki marketingowej - chodząca reklama, gadająca ze znajomymi, wypisująca pierdoły na Facebooku, etc.
b) najwięcej dóbr kultury kupują... piraci (czyli po prostu ludzie 'konsumujący' duże ilości gier, filmów, muzyki, etc. - tak kupowanej, jak i ściąganej, bo wiadomo, że nie każdy ma portfel bez dna)
c) [nieoficjalnie] Pirata można na koniec oskarżyć o przestępstwo i zedrzeć z niego kilkaset euro (albo kilkaset tysięcy, jak stawia opór) odszkodowania (czysty zysk, dosłownie za nic), zamiast kilkudziesięciu za grę/film/album.

Po szczegóły odsyłam do raportu sporządzonego na zlecenie rządu Szwajcarii (Google: 'piracy report switzerland' ).
Zaloguj się, by móc komentować
1