Podobnie jak Rapidshare, Megaupload i inne szatańskie narzędzia służące szerzeniu piractwa. Google uległo presji organizacji zrzeszających artystów i zajmujących się ochroną praw autorskich, i ustanowiło "indeks słów zakazanych", które od teraz nie będą wyświetlane w podpowiedziach wyszukiwania. Zwalczanie internetowego piractwa jest oczywiście inicjatywą jak najbardziej słuszną, szkoda jednak, że szkodzi uczciwym osobom.
Wpisując w wyszukiwarkę Google słowa związane z siecią BitTorrent, np. "torrent" lub nazwę popularnego jej klienta – uTorrent, a także nazwy znanych serwisów hostingowych, takich jak Rapidshare i Megaupload, internauta na próżno może czekać uzupełnienia frazy i wyświetlenia wyników wyszukiwania za pomocą usługi Google Instant. Zgodnie ze złożoną w grudniu deklaracją o chęci walki z osobami łamiącymi prawa autorskie do własności intelektualnej, Google stworzyło listę słów powiązanych z piractwem internetowym, które przestały być obsługiwane w wyszukiwarce firmy. Jak na razie jest ona dość krótka, nie wiadomo jednak jak szybko będą dodawane do niej nowe pozycje, ani jak szerokie jest dla firmy pojęcie "piractwo" i jakie wyrazy z nim skojarzone będą cenzurowane w przyszłości. Google nie wydało oficjalnego oświadczenia związanego z uruchomieniem nowego mechanizmu.
W praktyce okazuje się, że system nie rozróżnia materiałów legalnych od tych rozprowadzanych przez piratów. Za pomocą sieci BitTorrent można na przykład pobrać zgodnie z prawem udostępnioną przez twórców muzykę, filmy, programy, czy też obrazy instalacyjne wolnych systemów operacyjnych. Cenzura dotyczy na przykład zapytania "Ubuntu torrent" – tak, jak gdyby najpopularniejsza darmowa desktopowa dystrybucja Linuksa była ponad wszelką wątpliwość niedostępna legalnie w sieci BitTorrent.
Autouzupełnianie i wyświetlanie wyników wyszukiwania na bieżąco jest cały czas możliwe dla następnych części zapytania, oczywiście pod warunkiem, że nie mają one związku z łamaniem praw autorskich.
Jeżeli Google chce być w porządku w stosunku do uczciwych internautów, powinno udoskonalić system, przynajmniej o rozróżnianie najpopularniejszych zapytań związanych z darmowym oprogramowaniem i multimediami. Wtedy nikt nie będzie mógł zarzucić firmie działania na szkodę legalnych inicjatyw, co najwyżej nadmierną kontrolę użytkowników. Z tym akurat należy się po prostu pogodzić wybierając programy i usługi firmy z Mountain View.
Źródła: TorrentFreak, Neowin

http://kszibi.blogspot.com/2011/01/urucham...pod-system.html
cytuję: 'Nie będę się rozpisywał tylko zaprezętóje szybsze uruchamianie systemu po windows'
Potwierdzam ! 100% racji masz
http://kszibi.blogspot.com/2011/01/urucham...pod-system.html
Niech bronią im bardziej będą bronić tym więcej będziemy ściągać z sieci
W ogóle taka pusta strona bez podpowiedzi jest tak dziwna, że aż zachęca do wyszukania, po czym na pierwszym miejscu widzimy to czego te wszystkie bogate koncerny nie chcą, żebyśmy widzieli...
może chodziło po prostu o to że po wpisaniu nazwy filmu lub serialu, zamiast podpowiedzi typu: 'film obsada' 'film recenzja' 'film strona oficjalna' 'film trailer' podpowiedzi były 'zaśmiecone' przez 'film torrent' 'film rapidshare' 'film fileserve' 'film filestube' 'film megauplad' itd
przecież każdy kto przedtem sobie ściągał to i owo z netu, teraz raczej też nie będzie miał problemu.
Fakt że trochę niefortunnie że frazy typu 'JakiśLinux torrent' też są ocenzurowane, no ale ludzie to tylko autouzupełnianie! Zresztą chyba większość ludzi którzy ściągają coś legalnego za pomocą torrenta znajdują linki na oficjalnej stronie tego produktu bo jest to zwykle pewniejszy i bezpieczniejszy sposób.
niektórzy używają takiego wynalazku jak Steam