Komisja chce nakazać producentom wprowadzenie limitu natężenia dźwięku w produktach sprzedawanych na obszarze UE. Meglena Kuneva z komisji ds. konsumenckich powiedziała mediom, że ludzie nie stosują się do zaleceń lekarzy, którzy przestrzegają przed słuchaniem muzyki zbyt głośno.
Dodała też, że jeśli ktoś chce za 20, czy 30 lat wciąż móc cieszyć się ulubionymi utworami muzycznymi, to powinien zmniejszyć głośność.
Naukowe ciało doradcze KE stwierdziło, że w Europie od 2,5 do 10 milionów ludzi ma problemy ze słuchem, które wynikają z używania przenośnych odtwarzaczy MP3, z natężeniem dźwięku przekraczającycm 89 decybeli, przez ponad godzinę dziennie, przez ponad 5 lat.
Obecnie sprzedawane odtwarzacze mają maksymalne natężenia dźwięku w zakresie od 80 do 115 decybeli, choć niektóre słuchawki zwiększają te wartości o kilka dodatkowych decybeli.
Według Komisji Europejskiej domyślne, maksymalne natężenie dźwięku w odtwarzaczach dostępnych na obszarze UE ma wynosić 80 decybeli. Komisarze nie wykluczają możliwości stosowania specjalnych przełączników, które wyłączałyby blokadę.
- Babciu! Czemu masz takie wielkie uszy?
- Żeby lepiej słyszeć nakazy i zakazy Komisjii Europejskiej.

Zdajesz się nie rozróżniać wolności od samowoli.
Maybach, tak, to tłumaczy wszystko... Wolności nigdy nie było, panowie, poczytajcie 'Zbrodnię i karę', tam jest wolność.
Oczywiście, że tak. Wolność nie istnieje, państwo ma być nadrzędne wobec jednostki. Państwo powstało, by rządzić ludźmi, nie by ich jednoczyć i im służyć. Unia Europejska jest tworem wielkich nadziei i wielkich szans, które na razie się marnuje, ale nadzieje nie zginęły. Poza tym, e-maile i SMS-y czytają Amerykanie, nie UE.
popieram komisje europejska ma racje, to co się dzieje to przegięcie. warczący autobus, kupa ludzi i cały słyszy jak jakiś bachor słucha muzyki... jak straszliwie to musi być głośno
Ale my żyjemy w kraju demokratycznym, a nie pod dyktaturą UE i jest to coś czemu się sprzeciwiam ja, i zdecydowana większość!
I to jest właśnie demokracja, ustrój, w którym możesz tak napisać, ustrój, w którym ta 'większość' rządzi, w którym dwóch matkobójców ma większe prawo głosu niż Gandhi czy papież.
Tak, o Yeti, zielonych ludzikach i jednorożcach hasających po Rynku krakowskim też wiemy.
Co do decyzji KE: to jest potrzebne. Przecież głusi ludzie w wieku dojrzałym nie przydadzą się gospodarce.
Za takie coś powinni karać, już widzę jak się zgadzają na to producenci
w komórkach zazwyczaj juz cos takiego jak ostrzeżenie o głosności już jest :p
Jak komisarze unijni nakażą producentom, to będą oni musieli wstawić omomierze do grajków.
A robiąc np. zupę wiesz czy nie sypiesz za dużo soli i nie boisz się pogorszenia swojego stanu zdrowia?
Może też potrzebujesz unijnej regulacji?
Brzmi jak kolejne zadanie dla Super Komisji! Naszego wieloosbowego superbohatera nieustannie czuwającego nad bezpieczeństwem i spokojnym snem mieszkańców UE. Zwalcza łotrów wciskających nam pożerający za dużo prądu sprzęt, oraz opryszków planujących przejąć władzę nad Unią przez ogłuszenie jej mieszkańców
Bardzo chętnie chciałbym, żeby KE mogla mi w jakiś sposób podpowiedzieć jak dużo soli mogę sypać do zupy, aby mi nie szkodziła i żebym nie miał kłoptu z jakimśtam narządem. Tylko że to niemożliwe
Sól będzie sprzedawana w osobistych, zaplombowanych dozownikach wydzielających dzienną dawkę soli, po wyczerpaniu ich trzeba będzie zdać puste żeby móc kupić nowe.
Wszystko dla naszego dobra, no i powstanie nowy rynek elektronicznych dozowników soli... Jakby ktoś protestował to pokaże mu się dane o ile spadła ilość zawałów...
Jak dla mnie to pozorowanie działań skoro i tak maja być wyłączniki tych 'ograniczeń'.
To czysta kpina!
Skoro KE zostawia furtkę to uważam że KE tak naprawdę ma to szczerze w d..ie i będzie tak jak w Stanach - im więcej chorych i ułomnych tym lepiej. Więcej podatków pójdzie na leczenie niż zapobieganie i w ten sposób ludzie zamiast myśleć o ważniejszych sprawach będą orać na ułomności innych. I to że NFZ czy inny monopol państwowy będzie dopłacał do tego to nie ma znaczenia. Przecie twory a'la NFZ-ty są finansowane z publicznych (czyli naszych) podatków. A za te przenośne darłoryje douszne też płacimy z własnej kieszeni.