Kiedy 20-letni Kanadyjczyk wystawił na sprzedaż domenę tsunamirelief.com, niektóre media określiły go mianem "szczura". Zarzucano mu żerowanie na cudzym nieszczęściu i próbę zarobienia niemałej sumki na tragicznym wydarzeniu w Azji. Chłopak oczekiwał za wystawioną na internetowej aukcji domenę 50 tys. dolarów.
Sprzedający oraz jego rodzina tłumaczyli, że aukcja nie miała być tanim chwytem skierowanym na szybki zarobek, a otrzymane za jej sprzedaż pieniądze trafią do potrzebujących. Tak się też stało. Co prawda, domena nie została kupiona za 50 tys. dolarów, ale jedna z firm, oferujących internetowe gry hazardowe, zapłaciła za nią 10 tys. dolarów. Sumę przekazano do jednej z organizacji dobroczynnych w Tajlandii, jednego z krajów dotkniętych skutkami fali tsunami z 26 grudnia zeszłego roku.
Obecnie, pod adresem tsunamirelief.com znaleźć można odniesienia do wielu organizacji uczestniczących w niesieniu pomocy ofiarom z regionu Południowej Azji.
Sprzedający oraz jego rodzina tłumaczyli, że aukcja nie miała być tanim chwytem skierowanym na szybki zarobek, a otrzymane za jej sprzedaż pieniądze trafią do potrzebujących. Tak się też stało. Co prawda, domena nie została kupiona za 50 tys. dolarów, ale jedna z firm, oferujących internetowe gry hazardowe, zapłaciła za nią 10 tys. dolarów. Sumę przekazano do jednej z organizacji dobroczynnych w Tajlandii, jednego z krajów dotkniętych skutkami fali tsunami z 26 grudnia zeszłego roku.
Obecnie, pod adresem tsunamirelief.com znaleźć można odniesienia do wielu organizacji uczestniczących w niesieniu pomocy ofiarom z regionu Południowej Azji.
Źródło: Reuters

Wreszcie jaka dobra inicjatywa, ale oczywiscie w telewizji powiedzą tylko o nowym wirusie który atakuje, a to że chłopak wspomógł ofiary to nie, bo po co