Ale o czym w ogóle mowa, jak te przepisy łamią ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Art. 8. 1. Prawo autorskie przysługuje twórcy, o ile ustawa* nie stanowi inaczej.
2. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu
lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu.
3. Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca,
a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.
Art. 9. 1. Współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie. Domniemywa się, że wielkości udziałów są równe.
Każdy ze współtwórców może żądać określenia wielkości udziałów przez sąd, na podstawie wkładów pracy twórczej.
2. Każdy ze współtwórców może wykonywać prawo autorskie do swojej części utworu mającej samodzielne znaczenie,
bez uszczerbku dla praw pozostałych współtwórców.
3. Do wykonywania prawa autorskiego do całości utworu potrzebna jest zgoda wszystkich współtwórców. W przypadku
braku takiej zgody każdy ze współtwórców może żądać rozstrzygnięcia przez sąd, który orzeka uwzględniając interesy
wszystkich współtwórców.
4. Każdy ze współtwórców może dochodzić roszczeń z tytułu naruszenia prawa autorskiego do całości utworu.
Uzyskane świadczenie przypada wszystkim współtwórcom, stosownie do wielkości ich udziałów.
5. Do autorskich praw majątkowych przysługujących współtwórcom stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu
cywilnego o współwłasności w częściach ułamkowych.
* ustawa - czyli chodzi o ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych, nie o żadną inną [Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83]
Co do wszelkiej maści programistów, przynajmniej tych zatrudnianych w Polsce to też jest wyraźnie napisane:
Art. 12. 1. Jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór
w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe
w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.
2. Jeżeli pracodawca, w okresie dwóch lat od daty przyjęcia utworu, nie przystąpi do rozpowszechniania utworu przeznaczonego
w umowie o pracę do rozpowszechnienia, twórca może wyznaczyć pracodawcy na piśmie odpowiedni termin
na rozpowszechnienie utworu z tym skutkiem, że po jego bezskutecznym upływie prawa uzyskane przez pracodawcę wraz
z własnością przedmiotu, na którym utwór utrwalono, powracają do twórcy, chyba że umowa stanowi inaczej. Strony mogą
określić inny termin na przystąpienie do rozpowszechniania utworu.
3. Jeżeli umowa o pracę nie stanowi inaczej, z chwilą przyjęcia utworu pracodawca nabywa własność przedmiotu, na
którym utwór utrwalono.
Jak by ba to nie patrzeć to i tak prawa autorskie nie mogą zostać ot tak przejęte, bo jakiś minister ma takie widzimisie.
W takiej sytuacji w sumie istnieje obawa o bezpieczeństwo danych w obecnych systemach informatycznych, ponieważ w świetle nowych przepisów, zanim zostaną wprowadzone nowe systemy, to te poprzednie mogą nie być już odpowiednio zabezpieczane przed nowymi zagrożeniami, gdyż obecni ich administratorzy (jeżeli są zarządzane przez firmy zewnętrzne) i twórcy mogą nie chcieć ich dalej rozwijać.
Myślę, że prawo własności powinna stać ponad podziałami. Chcą kod źródłowy, niech napiszą to w przetargu.
To idealistyczne myślenie. Przyjdzie nowa władza i ''zapomni'' wpisać to w przetargu. A zmiana ustawy nie jest taka prosta. Jeśli będą ją zmieniać, to już opozycja nagłośni sprawę, że przygotowują grunt pod korupcję.
Lewackie to jest stawianie własnych interesów ponad dobro państwa. Lewacy nie mają pojęcia co to Patriotyzm.
Jak pisałem: wróć do szkoły podstawowej i naucz się podstaw.
Marks, Stalin, Lenin, Bierut byliby z ciebie dumni. Oni również stawiali 'interes państwa' wyżej niż prawo właśności i wolności jednostek.
Wysyłasz innych do szkoły podstawowej, a sam jesteś niedouczony. Komuniści znieśli prawo własności - poza drobiazgami. Nie nazywaj tego dbaniem o interes państwa. Wszystkie demokracje dbają o interes państwa. Czy - dla przykładu - w Niemczech nie można kogoś wywłaszczyć ze względu na dobro państwa?
Ale o czym w ogóle mowa.... twórcy mogą nie chcieć ich dalej rozwijać.
Właśnie, o czym Ty kolego tu nawijasz? Jaki kodeks cywilny? Jakie utwory muzyczne?
Tu chodzi o państwowe przetargi o wartości od kilku do kilkudziesięciu mld zł publicznych pieniędzy i o korupcję przy tych przetargach typu: zamawiający 'zapomniał' przenieść prawa własności na rzecz państwa, zamawiający 'zapomniał' ustalić co z ulepszaniem/poprawkami zamówionego systemu informatycznego itp. itd. Skutkiem tego za podobną pracę trzeba od nowa płacić pełną sumę bo twórca 'zachował' prawa autorskie, lub za poprawkę oprogramowania twórca żąda nowej pełnej kwoty i nikt inny tej poprawki nie zrobi, bo.... prawa autorskie. A zamawiający lub ustalający warunki przetargów często lubią 'zapominać' o ważnych kwestiach szczególnie jeśli przyszły oferent się z zamawiającym 'dogada'. Kiedy będzie prawny nakaz to takie dogadywanie będzie utrudnione.
Jak kupuję auto, buty, kija bądż cokolwiek to jej MOJE ! A jak kupuję program komputerowy to też ma być moja własność a nie żeby mi informatyk mówił co mi wolno a co nie.
Myślę, że prawo własności powinna stać ponad podziałami. Chcą kod źródłowy, niech napiszą to w przetargu.
To idealistyczne myślenie. Przyjdzie nowa władza i ''zapomni'' wpisać to w przetargu. A zmiana ustawy nie jest taka prosta. Jeśli będą ją zmieniać, to już opozycja nagłośni sprawę, że przygotowują grunt pod korupcję.
Liczę, że edukacja będzie coraz lepsza, a świadomość wyborców i mediów dzięki temu będzie coraz większa i zwrócą uwagę na patologię gdy NFZ/ZUS/KRUS/ministerstwa/urzędy zamawiają kluczowe systemy z zamkniętym źródłem w zamkniętym systemem, bez możliwości łatania luk stworzonych specjalnie dla innych krajów.(sarkazm)
Może faktycznie trzeba ustawy, bo dziennikarze to często imbecyle (stopień upośledzenia umysłowego), nie zadawają rzeczowych pytań i gwiazdorzą. Gdy rozmówca kłamie nie mają argumentów, bo nie mają wiedzy.
Politycy też nie lepsi- dziennikarze chcąc być obiektywni puszczają obie strony mówiące sprzeczne rzeczy i pozwalają widzowi ocenić... (to nie jest dziennikarstwo). Czyli dziennikarze świadomie puszczają kłamstwo i to bez nazwania rzeczy po imieniu.
Śmiesznie to wygląda np. gdy 5 lekarzy bada USG i nie znalazło patologii, a potem media obarczają w 100% ich winę. Nawet rezonans ma swoistość i czułość... żadne badanie nie ma 100%. Ale media są jednoznaczne mimo, że każde USG ma dowód w postaci zdjęcia i każdy dziennikarz może sam sobie ocenić- jednak to nie jest takie łatwe.
Może faktycznie, może nawet do konstytucji nawet takie rzeczy wpisywać, bo ta ustawa znikła w mediach, jak wiele innych.
O myku rafalskiej, która przeniosła prawie wszystkie środki z funduszu pracy dla przedsiębiorców na program rodzina+, by zachęcić kobiety w ciąży z nieodrwacalnymi patologiami do tego by rodziły i w zamian dostały rekompensatę.
Ale o czym w ogóle mowa.... twórcy mogą nie chcieć ich dalej rozwijać.
Właśnie, o czym Ty kolego tu nawijasz? Jaki kodeks cywilny? Jakie utwory muzyczne?
Tu chodzi o państwowe przetargi o wartości od kilku do kilkudziesięciu mld zł publicznych pieniędzy i o korupcję przy tych przetargach typu: zamawiający 'zapomniał' przenieść prawa własności na rzecz państwa, zamawiający 'zapomniał' ustalić co z ulepszaniem/poprawkami zamówionego systemu informatycznego itp. itd. Skutkiem tego za podobną pracę trzeba od nowa płacić pełną sumę bo twórca 'zachował' prawa autorskie, lub za poprawkę oprogramowania twórca żąda nowej pełnej kwoty i nikt inny tej poprawki nie zrobi, bo.... prawa autorskie. A zamawiający lub ustalający warunki przetargów często lubią 'zapominać' o ważnych kwestiach szczególnie jeśli przyszły oferent się z zamawiającym 'dogada'. Kiedy będzie prawny nakaz to takie dogadywanie będzie utrudnione.
Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi, ok, super książka, wprowadzimy ją do szkół, najpierw zrobimy przetarg, jak wygrasz, to kupimy ileś tam tysięcy sztuk. Cieszysz się ale po jakimś czasie pani minister mówi coś w rodzaju, wiesz, chcemy ją sobie modyfikować pod zmieniający się program nauczania, więc zabieramy ci prawa autorskie do niej, napiszemy sobie pod to ustawę. No sorry, ale to dla mnie to jest kradzież własności intelektualnej.
Jeżeli chcą mieć prawo do tych programów to niech sobie to zaznaczają w przetargach, a nie pod przykrywką prawa odwalać takie numery. Skoro są tacy prawi i sprawiedliwi, a ich działania miały być transparentne co podkreślali wielokrotnie w kampanii, do tego w wielu miejscach mają już 'Swoich' ludzi, to chyba takie dogadywanie o którym piszesz nie powinno mieć miejsca prawda?
[Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Przecież wy nie potraficie poprawnie przeczytać ustawy. Ustawa obejmuje wyłacznie program obsługujący sądowe systemy informatyczne, zwany w dalszych punktach ustawy dla uproszczenia zapisu 'Programem komputerowym' Wszelkie prawa autorskie specyficznych programów zbudowanych specjalnie dla administracji rządowej powinny należeć do Państwa. Od tego zależy bezpieczeństwo obywateli.
Program do obsługi sądów nie powstał z własnej woli twórcy, ale został zlecony przez organy państwowe i w całości przez nie sfinalizowany.
Siejecie dezinformację na całego.
Jak pisałem: wróć do szkoły podstawowej i naucz się podstaw.
Marks, Stalin, Lenin, Bierut byliby z ciebie dumni. Oni również stawiali 'interes państwa' wyżej niż prawo właśności i wolności jednostek.
Wysyłasz innych do szkoły podstawowej, a sam jesteś niedouczony. Komuniści znieśli prawo własności - poza drobiazgami. Nie nazywaj tego dbaniem o interes państwa.
Następnym razem przeczytaj dokładniej co kto pisał, i sam się przyłóż by tak napisać, by inni byli w stanie zrozumieć co masz na myśli.
Ja nigdzie nic nie pisałem o interesie państwa.
Wszystkie demokracje dbają o interes państwa. Czy - dla przykładu - w Niemczech nie można kogoś wywłaszczyć ze względu na dobro państwa?
Pewnie mogą, tak jak i w Polsce można. Np. można kogoś wywłaszczyć z działki którą posiada, a jest ona niezbędna by zbudować np. austostradę. Ale taka osoba wówczas dostaje odszkodowanie.
Hejtowanie za 3.2.1
Centralizacja służby sądowniczej ma za zadanie zabezpieczenie narzędzi które mogą być krytyczne dla funkcjonowania organów państwowych.
Bierut tak mówił.
[/quote]
Cóż.. czasami i Bierut dobrze mówił. nie wszystko za 'komuny' było złe. Ponadto wyobraź sobie, że jakaś firma robi dla prokuratury aplikację za duże pieniądze, a jakiś programista - fiutek, bez wiedzy firmy robi backdoora, żeby mógł przeglądać/modyfikować zdalnie dane w niej, albo włamać się na komputery w prokuraturze/policji. To nie S/F , takie rzeczy jak backdoory w aplikacjach się zdarzają CZĘSTO!!!
[Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ja założyłem, że stworzenie tej książki nie było finansowane z budżetu, bo chyba niektórzy nie wiedzą że nie wszystkie systemy i oprogramowania są pisane specjalnie dla urządów i sądów od podstaw. Często są to oprogramowania napisane na jakiejś posiadanej przez daną firmę IT podstawie, do której dokłada się konkretną funkcjonalność.
To też tyczy się @Buksior. Tak, owszem faktem jest że zapis dotyczy programu obsługującego systemy sądowe, ale stwarza on zbyt dużą swobodę w określeniu czym jest ten program, lub zespół programów, bo można w niego włączyć wszystko począwszy od systemu operacyjnego i to jest problem.
[Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ja założyłem, że stworzenie tej książki nie było finansowane z budżetu, bo chyba niektórzy nie wiedzą że nie wszystkie systemy i oprogramowania są pisane specjalnie dla urządów i sądów od podstaw. Często są to oprogramowania napisane na jakiejś posiadanej przez daną firmę IT podstawie, do której dokłada się konkretną funkcjonalność.
To też tyczy się @Buksior. Tak, owszem faktem jest że zapis dotyczy programu obsługującego systemy sądowe, ale stwarza on zbyt dużą swobodę w określeniu czym jest ten program, lub zespół programów, bo można w niego włączyć wszystko począwszy od systemu operacyjnego i to jest problem.
Poza tym jak napisałem, czasem wykorzystuje się w danej firmie pewne moduły i schematy w wielu różnych programach i teraz powstaje pytanie, czy jak sąd przejmie wszystkie prawa autorskie do danego programu, to co będzie jak okaże się, że pewne elementy kodu powtarzają się w jakimś innym programie stworzonym przez tą samą firmę? Wtedy wyjdzie na to że oni sami jeszcze będą mogli odpowiadać za kradzież czego co sami kiedyś stworzyli. Takich przegięć może być więcej.
Dlatego ja widzę różnicę między zawłaszczeniem przez ministerstwo praw autorskich, a umożliwieniem ministerstwu na bezpośredni dostęp do kodu źródłowego w celu wykonania własnych modyfikacji, zmian, czy bezpieczeństwa, w ramach podpisanej umowy z dostawcą, czy twórcą oprogramowania.
[Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ale to tylko twoja wyobraznia mowi, ze panstwo, czy tez podatnicy pooniesli pelny koszt powstania tej aplikacji. Tak by bylo, gdyby to robila panstwowa firma. Ale po to robi sie outsourcing i zamawia z zewnatrz, zeby nie trzeba bylo ponosic pelnego kosztu. Taka firma uzyje gotowych frameworkow, schematow, narzedzi, silnikow i bibliotek, ktore wczesniej sama stworzyla albo zakupila i wykorzystuje w wielu roznych aplikacjach. Do tego podajac cene uwzglednia takze pieniadze, ktore w przyszlosci zarobi na supportcie. Jesli potrzebujesz do jakiegos duzego projektu 500 czy wiecej programistow, testerow, architektow, project magareow, OPO i innych pracownikow, to nie da sie ich zatrudnic z dnia na dzien. Nie mozesz tez ich tak zaraz po zakonczonym projekcie zwolnic. A dla wydajnej pracy Ci pracownicy musza miec doswiadczenie, szkolenia i pracowac w zgranych zespolach. To sa koszty, ktorych w cenie takiego zamowienia nie uwzgledniasz, bo przewidujesz, ze dzieki temu co stworzysz bedziesz mial mozliwosc dalszego zarabiania. A po odebraniu praw majatkowych do calej zawartosci to wszystko jest tracone. Nie bez powodu przedmowcy pisali Ci, ze jesli w zamowieniu jest podane, ze zamawiajacy ma otrzymac prawa autorskie, to cene na takie zamowienie daje sie zupelnie inna. Wiec nie pisz, ze podatnicy juz za wszystko zaplacili, bo nie zaplacili. Panstwo otwiera sobie furtke do spacjlanego pomijania tej kwestii w przetargu, aby otrzymac lepsza cene i odbierania praw majatkowych do dziela, kiedy jest to mu wygodone.
Gównoburza.. to już sprawa firm informatycznych starająca się o przetarg a nie nasza.. mi to lata
Aż samo się to nasuwa, że to nie nasz problem, a firm, które mają strategię trzymania klienta jako zakładnika, gdy robią problemy z podpisaniem stosownej umowy na przekazanie praw autorskich, a potem nie przekazują kompletnych kodów, z testami, skryptami i repozytoriami bibliotek.
MichaelloPL @ 2017.07.18 03:31
Przecież wy nie potraficie poprawnie przeczytać ustawy. Ustawa obejmuje wyłacznie program obsługujący sądowe systemy informatyczne, zwany w dalszych punktach ustawy dla uproszczenia zapisu 'Programem komputerowym' Wszelkie prawa autorskie specyficznych programów zbudowanych specjalnie dla administracji rządowej powinny należeć do Państwa. Od tego zależy bezpieczeństwo obywateli.
Program do obsługi sądów nie powstał z własnej woli twórcy, ale został zlecony przez organy państwowe i w całości przez nie sfinalizowany.
Siejecie dezinformację na całego.
Nasz Rząd powinien pójść dalej i zarządzić, że systemy backendowe mają zmigrować w całości, w perspektywie kilku lat na open-source (pa pa Windows), co pociąga za sobą także nieużywanie komercyjnych produktów, jakie się często kustomizuje/konfiguruje/dostosowuje pod konkretne wdrożenie, albo używa jako bibliotekę/framework, bo przekazanie kodów takiego produktu było by dla firmy tworzącej go od często dziesiątek lat, niczym rozdanie wszystkiego i rozebranie się do rosołu.
Oczywiście taka migracja nie zawsze jest możliwa, bez przepisania rozwiązania na nową technologię i mimo iż jest ona nowsza, i teoretycznie lepsza, to nakład prac może być wielokrotnie wyższy, niż w przypadku starego systemu.
2. Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu
lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu.
3. Dopóki twórca nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go producent lub wydawca,
a w razie ich braku – właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.
Art. 9. 1. Współtwórcom przysługuje prawo autorskie wspólnie. Domniemywa się, że wielkości udziałów są równe.
Każdy ze współtwórców może żądać określenia wielkości udziałów przez sąd, na podstawie wkładów pracy twórczej.
2. Każdy ze współtwórców może wykonywać prawo autorskie do swojej części utworu mającej samodzielne znaczenie,
bez uszczerbku dla praw pozostałych współtwórców.
3. Do wykonywania prawa autorskiego do całości utworu potrzebna jest zgoda wszystkich współtwórców. W przypadku
braku takiej zgody każdy ze współtwórców może żądać rozstrzygnięcia przez sąd, który orzeka uwzględniając interesy
wszystkich współtwórców.
4. Każdy ze współtwórców może dochodzić roszczeń z tytułu naruszenia prawa autorskiego do całości utworu.
Uzyskane świadczenie przypada wszystkim współtwórcom, stosownie do wielkości ich udziałów.
5. Do autorskich praw majątkowych przysługujących współtwórcom stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu
cywilnego o współwłasności w częściach ułamkowych.
* ustawa - czyli chodzi o ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych, nie o żadną inną [Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83]
Co do wszelkiej maści programistów, przynajmniej tych zatrudnianych w Polsce to też jest wyraźnie napisane:
w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe
w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.
2. Jeżeli pracodawca, w okresie dwóch lat od daty przyjęcia utworu, nie przystąpi do rozpowszechniania utworu przeznaczonego
w umowie o pracę do rozpowszechnienia, twórca może wyznaczyć pracodawcy na piśmie odpowiedni termin
na rozpowszechnienie utworu z tym skutkiem, że po jego bezskutecznym upływie prawa uzyskane przez pracodawcę wraz
z własnością przedmiotu, na którym utwór utrwalono, powracają do twórcy, chyba że umowa stanowi inaczej. Strony mogą
określić inny termin na przystąpienie do rozpowszechniania utworu.
3. Jeżeli umowa o pracę nie stanowi inaczej, z chwilą przyjęcia utworu pracodawca nabywa własność przedmiotu, na
którym utwór utrwalono.
Jak by ba to nie patrzeć to i tak prawa autorskie nie mogą zostać ot tak przejęte, bo jakiś minister ma takie widzimisie.
W takiej sytuacji w sumie istnieje obawa o bezpieczeństwo danych w obecnych systemach informatycznych, ponieważ w świetle nowych przepisów, zanim zostaną wprowadzone nowe systemy, to te poprzednie mogą nie być już odpowiednio zabezpieczane przed nowymi zagrożeniami, gdyż obecni ich administratorzy (jeżeli są zarządzane przez firmy zewnętrzne) i twórcy mogą nie chcieć ich dalej rozwijać.
Myślę, że prawo własności powinna stać ponad podziałami. Chcą kod źródłowy, niech napiszą to w przetargu.
To idealistyczne myślenie. Przyjdzie nowa władza i ''zapomni'' wpisać to w przetargu. A zmiana ustawy nie jest taka prosta. Jeśli będą ją zmieniać, to już opozycja nagłośni sprawę, że przygotowują grunt pod korupcję.
Lewackie to jest stawianie własnych interesów ponad dobro państwa. Lewacy nie mają pojęcia co to Patriotyzm.
Jak pisałem: wróć do szkoły podstawowej i naucz się podstaw.
Marks, Stalin, Lenin, Bierut byliby z ciebie dumni. Oni również stawiali 'interes państwa' wyżej niż prawo właśności i wolności jednostek.
Wysyłasz innych do szkoły podstawowej, a sam jesteś niedouczony. Komuniści znieśli prawo własności - poza drobiazgami. Nie nazywaj tego dbaniem o interes państwa. Wszystkie demokracje dbają o interes państwa. Czy - dla przykładu - w Niemczech nie można kogoś wywłaszczyć ze względu na dobro państwa?
Właśnie, o czym Ty kolego tu nawijasz? Jaki kodeks cywilny? Jakie utwory muzyczne?
Tu chodzi o państwowe przetargi o wartości od kilku do kilkudziesięciu mld zł publicznych pieniędzy i o korupcję przy tych przetargach typu: zamawiający 'zapomniał' przenieść prawa własności na rzecz państwa, zamawiający 'zapomniał' ustalić co z ulepszaniem/poprawkami zamówionego systemu informatycznego itp. itd. Skutkiem tego za podobną pracę trzeba od nowa płacić pełną sumę bo twórca 'zachował' prawa autorskie, lub za poprawkę oprogramowania twórca żąda nowej pełnej kwoty i nikt inny tej poprawki nie zrobi, bo.... prawa autorskie. A zamawiający lub ustalający warunki przetargów często lubią 'zapominać' o ważnych kwestiach szczególnie jeśli przyszły oferent się z zamawiającym 'dogada'. Kiedy będzie prawny nakaz to takie dogadywanie będzie utrudnione.
Myślę, że prawo własności powinna stać ponad podziałami. Chcą kod źródłowy, niech napiszą to w przetargu.
To idealistyczne myślenie. Przyjdzie nowa władza i ''zapomni'' wpisać to w przetargu. A zmiana ustawy nie jest taka prosta. Jeśli będą ją zmieniać, to już opozycja nagłośni sprawę, że przygotowują grunt pod korupcję.
Liczę, że edukacja będzie coraz lepsza, a świadomość wyborców i mediów dzięki temu będzie coraz większa i zwrócą uwagę na patologię gdy NFZ/ZUS/KRUS/ministerstwa/urzędy zamawiają kluczowe systemy z zamkniętym źródłem w zamkniętym systemem, bez możliwości łatania luk stworzonych specjalnie dla innych krajów.(sarkazm)
Może faktycznie trzeba ustawy, bo dziennikarze to często imbecyle (stopień upośledzenia umysłowego), nie zadawają rzeczowych pytań i gwiazdorzą. Gdy rozmówca kłamie nie mają argumentów, bo nie mają wiedzy.
Politycy też nie lepsi- dziennikarze chcąc być obiektywni puszczają obie strony mówiące sprzeczne rzeczy i pozwalają widzowi ocenić... (to nie jest dziennikarstwo). Czyli dziennikarze świadomie puszczają kłamstwo i to bez nazwania rzeczy po imieniu.
Śmiesznie to wygląda np. gdy 5 lekarzy bada USG i nie znalazło patologii, a potem media obarczają w 100% ich winę. Nawet rezonans ma swoistość i czułość... żadne badanie nie ma 100%. Ale media są jednoznaczne mimo, że każde USG ma dowód w postaci zdjęcia i każdy dziennikarz może sam sobie ocenić- jednak to nie jest takie łatwe.
Może faktycznie, może nawet do konstytucji nawet takie rzeczy wpisywać, bo ta ustawa znikła w mediach, jak wiele innych.
O myku rafalskiej, która przeniosła prawie wszystkie środki z funduszu pracy dla przedsiębiorców na program rodzina+, by zachęcić kobiety w ciąży z nieodrwacalnymi patologiami do tego by rodziły i w zamian dostały rekompensatę.
Właśnie, o czym Ty kolego tu nawijasz? Jaki kodeks cywilny? Jakie utwory muzyczne?
Tu chodzi o państwowe przetargi o wartości od kilku do kilkudziesięciu mld zł publicznych pieniędzy i o korupcję przy tych przetargach typu: zamawiający 'zapomniał' przenieść prawa własności na rzecz państwa, zamawiający 'zapomniał' ustalić co z ulepszaniem/poprawkami zamówionego systemu informatycznego itp. itd. Skutkiem tego za podobną pracę trzeba od nowa płacić pełną sumę bo twórca 'zachował' prawa autorskie, lub za poprawkę oprogramowania twórca żąda nowej pełnej kwoty i nikt inny tej poprawki nie zrobi, bo.... prawa autorskie. A zamawiający lub ustalający warunki przetargów często lubią 'zapominać' o ważnych kwestiach szczególnie jeśli przyszły oferent się z zamawiającym 'dogada'. Kiedy będzie prawny nakaz to takie dogadywanie będzie utrudnione.
Ale wiesz, że ta ustawa mówiąc o utworach ma na myśli nie tylko utwory muzyczne? Utwór w rozumieniu coś co ktoś stworzył i ma do tego prawa autorskie. Ta ustawa dotyczy również książek czy właśnie oprogramowania, ogólnie w sumie szeroko pojętej własności intelektualnej. Nie można ot tak sobie przywłaszczać czyjegoś prawa autorskiego bo to jest chyba kradzież, prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi, ok, super książka, wprowadzimy ją do szkół, najpierw zrobimy przetarg, jak wygrasz, to kupimy ileś tam tysięcy sztuk. Cieszysz się ale po jakimś czasie pani minister mówi coś w rodzaju, wiesz, chcemy ją sobie modyfikować pod zmieniający się program nauczania, więc zabieramy ci prawa autorskie do niej, napiszemy sobie pod to ustawę. No sorry, ale to dla mnie to jest kradzież własności intelektualnej.
Jeżeli chcą mieć prawo do tych programów to niech sobie to zaznaczają w przetargach, a nie pod przykrywką prawa odwalać takie numery. Skoro są tacy prawi i sprawiedliwi, a ich działania miały być transparentne co podkreślali wielokrotnie w kampanii, do tego w wielu miejscach mają już 'Swoich' ludzi, to chyba takie dogadywanie o którym piszesz nie powinno mieć miejsca prawda?
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Program do obsługi sądów nie powstał z własnej woli twórcy, ale został zlecony przez organy państwowe i w całości przez nie sfinalizowany.
Siejecie dezinformację na całego.
Jak pisałem: wróć do szkoły podstawowej i naucz się podstaw.
Marks, Stalin, Lenin, Bierut byliby z ciebie dumni. Oni również stawiali 'interes państwa' wyżej niż prawo właśności i wolności jednostek.
Wysyłasz innych do szkoły podstawowej, a sam jesteś niedouczony. Komuniści znieśli prawo własności - poza drobiazgami. Nie nazywaj tego dbaniem o interes państwa.
Następnym razem przeczytaj dokładniej co kto pisał, i sam się przyłóż by tak napisać, by inni byli w stanie zrozumieć co masz na myśli.
Ja nigdzie nic nie pisałem o interesie państwa.
Wszystkie demokracje dbają o interes państwa. Czy - dla przykładu - w Niemczech nie można kogoś wywłaszczyć ze względu na dobro państwa?
Pewnie mogą, tak jak i w Polsce można. Np. można kogoś wywłaszczyć z działki którą posiada, a jest ona niezbędna by zbudować np. austostradę. Ale taka osoba wówczas dostaje odszkodowanie.
Centralizacja służby sądowniczej ma za zadanie zabezpieczenie narzędzi które mogą być krytyczne dla funkcjonowania organów państwowych.
Bierut tak mówił.
[/quote]
Cóż.. czasami i Bierut dobrze mówił. nie wszystko za 'komuny' było złe. Ponadto wyobraź sobie, że jakaś firma robi dla prokuratury aplikację za duże pieniądze, a jakiś programista - fiutek, bez wiedzy firmy robi backdoora, żeby mógł przeglądać/modyfikować zdalnie dane w niej, albo włamać się na komputery w prokuraturze/policji. To nie S/F , takie rzeczy jak backdoory w aplikacjach się zdarzają CZĘSTO!!!
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ja założyłem, że stworzenie tej książki nie było finansowane z budżetu, bo chyba niektórzy nie wiedzą że nie wszystkie systemy i oprogramowania są pisane specjalnie dla urządów i sądów od podstaw. Często są to oprogramowania napisane na jakiejś posiadanej przez daną firmę IT podstawie, do której dokłada się konkretną funkcjonalność.
To też tyczy się @Buksior. Tak, owszem faktem jest że zapis dotyczy programu obsługującego systemy sądowe, ale stwarza on zbyt dużą swobodę w określeniu czym jest ten program, lub zespół programów, bo można w niego włączyć wszystko począwszy od systemu operacyjnego i to jest problem.
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ja założyłem, że stworzenie tej książki nie było finansowane z budżetu, bo chyba niektórzy nie wiedzą że nie wszystkie systemy i oprogramowania są pisane specjalnie dla urządów i sądów od podstaw. Często są to oprogramowania napisane na jakiejś posiadanej przez daną firmę IT podstawie, do której dokłada się konkretną funkcjonalność.
To też tyczy się @Buksior. Tak, owszem faktem jest że zapis dotyczy programu obsługującego systemy sądowe, ale stwarza on zbyt dużą swobodę w określeniu czym jest ten program, lub zespół programów, bo można w niego włączyć wszystko począwszy od systemu operacyjnego i to jest problem.
Poza tym jak napisałem, czasem wykorzystuje się w danej firmie pewne moduły i schematy w wielu różnych programach i teraz powstaje pytanie, czy jak sąd przejmie wszystkie prawa autorskie do danego programu, to co będzie jak okaże się, że pewne elementy kodu powtarzają się w jakimś innym programie stworzonym przez tą samą firmę? Wtedy wyjdzie na to że oni sami jeszcze będą mogli odpowiadać za kradzież czego co sami kiedyś stworzyli. Takich przegięć może być więcej.
Dlatego ja widzę różnicę między zawłaszczeniem przez ministerstwo praw autorskich, a umożliwieniem ministerstwu na bezpośredni dostęp do kodu źródłowego w celu wykonania własnych modyfikacji, zmian, czy bezpieczeństwa, w ramach podpisanej umowy z dostawcą, czy twórcą oprogramowania.
Co byś zrobił, gdybyś np. napisał książkę np. do matematyki. Włożyłbyś w nią swoja pracę, wiedzę, wykonałbyś masę konsultacji, wprowadził w niej jakiś nowy, przejrzysty i łatwy sposób przekazywania wiedzy itd. ogólnie poświęcił masę czasu i pieniędzy na jej wydanie i nagle przychodzi np. minister oświaty i mówi....
Nie możesz czy nie chcesz wychwycić jednej istotnej różnicy? Za napisanie tej książki płacą podatnicy - cały koszt jej powstania. Dlaczego nie mieliby mieć pełnych praw do niej? Co innego licencja kiedy płacisz ułamek kosztów powstania, a co innego kiedy opłacasz wszystkie koszty powstania. Wtedy nie powinno być mowy o pozostawieniu wykonawcy praw, które kłócą się z interesem płacącego pełny koszt powstania.
Ale to tylko twoja wyobraznia mowi, ze panstwo, czy tez podatnicy pooniesli pelny koszt powstania tej aplikacji. Tak by bylo, gdyby to robila panstwowa firma. Ale po to robi sie outsourcing i zamawia z zewnatrz, zeby nie trzeba bylo ponosic pelnego kosztu. Taka firma uzyje gotowych frameworkow, schematow, narzedzi, silnikow i bibliotek, ktore wczesniej sama stworzyla albo zakupila i wykorzystuje w wielu roznych aplikacjach. Do tego podajac cene uwzglednia takze pieniadze, ktore w przyszlosci zarobi na supportcie. Jesli potrzebujesz do jakiegos duzego projektu 500 czy wiecej programistow, testerow, architektow, project magareow, OPO i innych pracownikow, to nie da sie ich zatrudnic z dnia na dzien. Nie mozesz tez ich tak zaraz po zakonczonym projekcie zwolnic. A dla wydajnej pracy Ci pracownicy musza miec doswiadczenie, szkolenia i pracowac w zgranych zespolach. To sa koszty, ktorych w cenie takiego zamowienia nie uwzgledniasz, bo przewidujesz, ze dzieki temu co stworzysz bedziesz mial mozliwosc dalszego zarabiania. A po odebraniu praw majatkowych do calej zawartosci to wszystko jest tracone. Nie bez powodu przedmowcy pisali Ci, ze jesli w zamowieniu jest podane, ze zamawiajacy ma otrzymac prawa autorskie, to cene na takie zamowienie daje sie zupelnie inna. Wiec nie pisz, ze podatnicy juz za wszystko zaplacili, bo nie zaplacili. Panstwo otwiera sobie furtke do spacjlanego pomijania tej kwestii w przetargu, aby otrzymac lepsza cene i odbierania praw majatkowych do dziela, kiedy jest to mu wygodone.
Edit.
Po minusach policzę ilu lewaków jest na tym portalu
Won do kościoła, modlić się na kolanach o łaskę prezesa jedynego, w sejmie najniższego, przez nieuków wywyższonego.
Aż samo się to nasuwa, że to nie nasz problem, a firm, które mają strategię trzymania klienta jako zakładnika, gdy robią problemy z podpisaniem stosownej umowy na przekazanie praw autorskich, a potem nie przekazują kompletnych kodów, z testami, skryptami i repozytoriami bibliotek.
Program do obsługi sądów nie powstał z własnej woli twórcy, ale został zlecony przez organy państwowe i w całości przez nie sfinalizowany.
Siejecie dezinformację na całego.
Nasz Rząd powinien pójść dalej i zarządzić, że systemy backendowe mają zmigrować w całości, w perspektywie kilku lat na open-source (pa pa Windows), co pociąga za sobą także nieużywanie komercyjnych produktów, jakie się często kustomizuje/konfiguruje/dostosowuje pod konkretne wdrożenie, albo używa jako bibliotekę/framework, bo przekazanie kodów takiego produktu było by dla firmy tworzącej go od często dziesiątek lat, niczym rozdanie wszystkiego i rozebranie się do rosołu.
Oczywiście taka migracja nie zawsze jest możliwa, bez przepisania rozwiązania na nową technologię i mimo iż jest ona nowsza, i teoretycznie lepsza, to nakład prac może być wielokrotnie wyższy, niż w przypadku starego systemu.