Trzeba byloby zaatakowac cos bardziej wartosciowego niz strony RIAA. Na przyklad strony jakis wytworni plytowych sponsorujacych RIAA i ich chamskie zagrywki.
'Podobne zasady obowiązują u pracodawcy np. oprogramowanie stworzone w wyniku pracy na etacie w firmie automatycznie staje się własnością firmy, tak samo dzieje się z muzykami.'
Tylko że ci muzycy nie są na etacie w wytwórni. Są stawiani pod ścianą. Nawet jak samodzielnie nagrają płytę i ją wytłoczą to jej nie sprzedadzą i nikt ich nie usłyszy, ponieważ są za mali. Jeśli dalej będą twardzi i będą chcieli muzykować to dopiera im się do tyłka taki nasz ZAIKS, czy ichnia RIAA i chcą od nich pieniądze za ochronę ich praw. Mechanizm jest tak ustawiony, że chcąc być aktywnym muszą wpaść w ręce korporacji. Czy różni się on zwykłej gangsterki? Tylko tym że 'obrońcy praw' działają zgodnie z prawem... Z prawem które sobie kupili.
Najbardziej kuriozalnym przykładem jest sytuacja muzyka który nagra płytę za granicą i nie ma prawa wykonywać utworów z niej w naszym pięknym kraju dopóki nie zapłaci ZAIKSowi za... no właśnie... chyba za ochronę swoich praw autorskich w ramach opłat licencyjnych... Ciekawe, że zgłaszają się po te opłaty nawet gdy nie dostali w/w praw w zarząd.
'Podobne zasady obowiązują u pracodawcy np. oprogramowanie stworzone w wyniku pracy na etacie w firmie automatycznie staje się własnością firmy, tak samo dzieje się z muzykami.'
Tylko że ci muzycy nie są na etacie w wytwórni. Są stawiani pod ścianą. Nawet jak samodzielnie nagrają płytę i ją wytłoczą to jej nie sprzedadzą i nikt ich nie usłyszy, ponieważ są za mali. Jeśli dalej będą twardzi i będą chcieli muzykować to dopiera im się do tyłka taki nasz ZAIKS, czy ichnia RIAA i chcą od nich pieniądze za ochronę ich praw. Mechanizm jest tak ustawiony, że chcąc być aktywnym muszą wpaść w ręce korporacji. Czy różni się on zwykłej gangsterki? Tylko tym że 'obrońcy praw' działają zgodnie z prawem... Z prawem które sobie kupili.
wiem że zawsze ktoś będzie łamał prawo jakiekolwiek by ono nie było.Problem w tym że z czasem przepisy stanowione są tak odległe od rzeczywistości i odczuć ludzi co jest dobre a co złe że takie prawo staje się fikcją.I tak jest w wypadku prawa intelektualnego. Czym są dobra intelektualne-głównie są niematerialne.A ta forma sama z siebie narzuca (przynajmniej powinna) odmienne traktowanie: jeśli coś mam to mogę to przekazać nieodpłatnie dalej komu zechcę i za ile zechcę.np kupiłem gazetę.To mogę z nią zrobić co zechcę.Tymczasem wydawcy płyt, książek, filmów i programów twierdzą że mogą mi narzucić co mogę zrobić a co nie.To wierutna bzdura kłócąca się z logiką typowego myślącego i nie myślącego człowieczka.To tak jakby państwo zaczęło pobierać opłatę za oddychanie powietrzem na terenie jego kraju.Gdy coś jest podane do publicznej wiadomości nikt nie powinien mieć prawa reglamentowania tego dobra.Tak jest w prawie patentowym (nie można patentować czegoś co jest ogólnie znane i dostępne) i tak powinno być w tym przypadku.Ale z wiadomego powodu w wypadku własności intelektualnej tak nie jest.
Do jakiej publicznej wiadomości? Kupując gazete podane jest do twojej wiadomości i innych którzy tą gazete kupują, gdyby wydawnictwu zależało na upowrzechnianiu wszystkim to rozrzucaliby za darmo. To zgodnie z Twoją analogią prawa patentowego można nazwać udzieleniem licencji na przeczytanie nic poza tym.
DOKŁADNIE i o to mi się rozchodzi
z gazetą robię co chcę i z moimi płytami będę robił co chcę i żadna złodziejska organizacja pobierająca kilkakrotny haracz za to samo mi tego nie może zabronić (robią to ale prawie nikt tego nie przestrzega-i dobrze).
Za każdym razem kiedy widzę awatara niejakiego 'pięknego wojciecha...' zadaje sobie pytanie jakim trzeba być kretynem żeby umieszczać tego zbrodniarza w swoim opisie. Zastanawiam się kiedy pojawią się awatary z Stalinem czy też z Hitlerem. Może jestem przewrażliwiony bo sam przeżyłem tamte czasy i nie wspominam ich z przyjemnością i być może z panem 'pięknym' wychowaliśmy się w innego typu rodzinach ale uważam że są pewne granice, których nie wolno przekraczać.
To dyskusja na troszkę inny temat, ale niech będzie: po pierwsze, Jaruzelski to nie zbrodniarz na miarę Stalina i Hitlera - ten człowiek żyje i cieszy się wolnością, o ile mi wiadomo nie został nigdy za żadne zbrodnie skazany. PRL to nie Stalinowski ZSRR ani hitlerowskie Niemcy - miejmy miarę. Co więcej, ocena jego działań przez niektórych wcale tak jednoznaczna nie jest. Po drugie, wydaje mi się że nasze oceny jego osoby (abstrahując od oceny prawnej) są, mimo wszystko, zbliżone - moment w jakim znajduje się generał zn zdjęciu w moim awatarze przypadkowy nie jest. I nie oznacza afirmacji.
Pozdrawiam i więcej spokoju życzę
Odpowie mi ktoś jednoznacznie czy kupując karty pamięci, czyste płyty czy też sprzęt do utrwalania utworów na różnych nośnikach i płacąc z tego tytułu podatek na poczet zabezpieczenia praw autorskich mogę stać się piratem oglądając film ściągnięty z sieci? Przecież już za niego zapłaciłem kupując w/w artykuły... Zna ktoś wykładnię?
I to jest przykład tego jak tego typu organizację wyciągają kasę nawet od tych którzy kupują filmy i muzykę a mimo to muszą płacić 'haracze' jak chcą wypalić na płycie własne zdjęcia czy nagrane kamerą wideo filmy z wakacji.
Ale zawsze znajda się wielcy obrońcy koncernów jak Stanley
Gdyby nie piraci to dzisiaj każda płyta CD kosztowały by ponad 100 zł i miała DRM.
A zakupionego nośnika nie mógłbyś zgrać za darmo nawet na własną mptrójkę
Ba nawet były swego czasu takie płyty których nie odtwarzały niektóre odtwarzacze mimoz że zgodne ze standardem CD-Audio
I niech nikt nie mówi, że zabezpieczenia to wina piratów, bo wytwórnie dobrze wiedzą, że piraci sobie poradzą ze wszystkim ale cieszy ich, że zwykły kowalski nie zrobi kopii bratu czy koledze i będzie musiał kupić kolejny nośnik.
Ile było takich przypadków że piraci grali w gry bez problemu a legalny klient rzucał mięsem bo nie mógł uruchomić legalnie zakupionej gry przez jakieś bzdurne zabezpieczenia.
Odpowie mi ktoś jednoznacznie czy kupując karty pamięci, czyste płyty czy też sprzęt do utrwalania utworów na różnych nośnikach i płacąc z tego tytułu podatek na poczet zabezpieczenia praw autorskich mogę stać się piratem oglądając film ściągnięty z sieci? Przecież już za niego zapłaciłem kupując w/w artykuły... Zna ktoś wykładnię?
Nie przeczytałem kompletu komentarzy, bo tego trochę dużo, ale osobiście jestem zdania, że system mikropłatności byłby super, bardzo chętnie zapłaciłbym za film w jakości HD np 20zł. W sklepie kosztuje na Blue Ray np 100zł, ale:
1) Doliczmy koszty wyprodukowania pudełka, płyty, gazetki i jakiś pierdół
2) Doliczmy koszty zabezpieczenia tejże płyty
3) Doliczmy narzut dla samego producenta
4) Doliczmy transport, dystrybucję, podatek od nowości i pewnie jeszcze jakieś rzeczy o których zapomniałem.
Czy przypadkiem po ponownym odliczeniu tych kosztów nie zostanie akurat 20zł? 20zł, z których większość trafiła by bezpośrednio do twórców filmu, szybko, legalnie i bezpośrednio. Jasne, że trzeba doliczyć koszty utrzymania serwerów i odpowiednich łączy, ale chyba są one nieporównywalnie niższe od kosztów 'klasycznej' dystrybucji.
Ciekawe czy za jakieś 20 lat doczekamy się jednak zniesienia jakichkolwiek zabezpieczeń na różne materiały, a chyba ku temu to prowadzi, gdzie jak ktoś wyżej napisał - taniej jest być okradanym przez piratów niż ochranianym przez odpowiednie organizacje.
A może polityka typu adware podbije ten rynek? Ściągniesz coś za półdarmo, ale będzie miało np na początku jakąś reklamę, której nie można przewinąć domyślnie. Na pewno byłaby to i tak lepsza droga niż obecne potyczki między obrońcami ludu, a obrońcami uciśnionych.
Stanley @ 2010.09.22 17:04
Masz w głowie kalkulator szacurator który szacuje jakie byłyby koszty utrzymania serwerów hostujących i całego takiego kanału dystrybucji, jesteś ponadto w stanie oszacować te koszty przy zwiększonym popycie i strukture zysków ze sprzedaży .
A nie pomyślałeś że taka infrastruktura juz istnieje?
Apple jakoś nie ma z tym problemów i iTunes Store przynosi ogromne zyski mimo, że utwory kosztują 99 centów za sztukę za film kilka dolarów.
@Chizra - no dziękuję. Ja od znajomego profesora (a jak, w końcu nie muszę podawać źródła) słyszałem wręcz przeciwnie. Zwrot 'mój drogi' jest stary jak świat i sugerowanie, że wywodzi się z języka angielskiego, mimo że składa się z 2 całkowicie polskich słów i jest jak najbardziej sensowny, jest zwyczajnie bzdurne. Zwroty grzecznościowe typu 'mój drogi', 'mój przyjacielu' a nawet 'mój panie' są tak samo polskie co każdy inny zwrot obecny w codziennym języku.
Wybacz Chizro, ale jak możesz sugerować, że renta chorobowa jest jak pensja dla inżyniera. Wiesz w ogóle, jak 'potężne' pieniądze składają się na rentę? I czy rodzina inżyniera dostaje rentę 70 lat po jego śmierci? I czy przypadkiem artysta też nie może dostać renty?
Co do zarzutu wybierania zdań z kontekstu - sam w magiczny sposób, ilekroć udowadniałem ci że nie masz racji, zmieniałeś temat dyskusji i tą metodą zeszliśmy na zupełnie bezsensowne dywagacje na temat 'jak bardzo polskie są polskie zwroty i czy 100 lat wystarczy, by były polskie'. Najwyraźniej twoja znajoma polonistka dalej stawia 'y' w miejsce litery 'i' ilekroć nadarzy się okazja.
To że coś ma zabarwienie ironiczne, ba, nawet lekko lekceważące, nie znaczy, że musimy wchodzić z tym na nowe poziomy, co też uczyniłeś. Zresztą, na owo lekceważenie sobie zapracowałeś formułując nieprawdziwe opinie a następnie nie odpowiadając na argumenty przeciwko nim. To również jest lekceważenie i złośliwość.
Piekny Wojciech Postrach Dziewic @ 2010.09.22 15:22
Z tego można by wysnuć wniosek, że prawo zgodne z ogólnoprzyjętą moralnością będzie przestrzegane Optymiści. Płacenie za usługę jest normą - mimo to kontrolerzy w autobusach muszą chodzić.
Ludzie piracą nie dlatego, że nie uważają, że to złe. Tzn. inaczej: skoro można to robić bezkarnie, to uważają że jest to dobre, bo po co płacić. Niestety, moralność sporej części ludzi to moralność Kalego
może inaczej - zawsze pewna grupa ludzi łamie prawo. Taka prawa natura, że nie każdemu pasuje. Ale to w społeczeństwie tkwi źródło prawa i dla społeczeństwa prawo się stanowi. Obecne przepisy są stworzone pod wąską grupkę ludzi, którzy wykorzystują państwowe instytucje by wyciągnąć więcej kasy. Dlatego w internecie bycie piratem za jakiś czas może stać się powodem do dumy. Nie mówię, że to dobrze, ale właśnie do takich postaw obecne przepisy prowadzą.
Jak już mówiłem, piraci kupują więcej niż nie-piraci. A skoro mogą piracić, to pytanie brzmi: czemu kupują? Jeśli założymy, że piracą by nie płacić za coś, co naprawdę chcieliby mieć, to czemu dla niektórych utworów robią wyjątek?
Krótko mówiąc, moim zdaniem piractwo dla branży muzycznej jest całkiem dobre. Dla branży filmowej też, bo ostatnimi czasy cała kasa idzie w 'oprawę graficzną' a scenariusz, który jest najważniejszy, najwyraźniej mają gdzieś. Dla gier komputerowych - tu faktycznie szkodzi o tyle, że ukazuje się mniej gier na PC. Ale to też nie jest tak, że dobrego produktu się nie sprzeda. Ale piractwo MNIEJ szkodzi niż terroryzowanie całego społeczeństwa przez kilka wesołych przepisów pozwalających zamknąć każdego.
Nigdy nie twierdziłem, że słowa z których składa się ów zwrot nie są całkowicie polskie. Twierdziłem i twierdzę nadal, że ów zwrot, nie będący zwrotem grzecznościowym, w dyskusji, jest w złym tonie a jego stosowanie nie jest typowo polskim nawykiem, a raczej spolszczonym.
Że zapytam, tak z czystej ciekawości, czy w korespondencji albo dyskusji z dyrektorem szpitala na temat przetargu, z osobą której nie znasz albo widzisz po raz pierwszy w życiu, użyłbyś 'zwrotu grzecznościowego' 'Mój Panie' albo 'Mój drogi' ? Jeśli tak, to nie mam więcej pytań, nie pracowałbyś u mnie nawet 5 minut, szanowny adwersarzu.
Szanowny Pan zaczął od złośliwości, proszę wybaczyć, zabarwień ironicznych, i Panu wolno i to jest w porządku, ale w drugą stronę już nie wolno, bo to nie jest w porządku. Cóż nie jestem Chrystusem i nie nadstawię drugiego policzka, tylko przywalę w mordę jeszcze mocniej
Tak, wiem od czego zależy wysokość renty chorobowej, od ilości okresów składkowych i wysokości składek na ubezpieczenie.
Piszemy o chorobie inżyniera, czy o tym co dzieje się 70 lat po jego śmierci z jego rodziną ? Zdaje się, że to nie ja tutaj skaczę po różnych poziomach abstrakcji.
Nie widzę powodu, dla którego rodzina inżyniera miałaby dostawać rentę chorobową przez 70 lat po śmierci inżyniera. Kto tu zachorował i kim jest ubezpieczony w takim przypadku, inżynier czy jego rodzina ?
Naturalnie zgadzam się z tym, aby wszystko odbywało się w majestacie prawa, ale na litość boską, należy zapobiegać sytuacjom absurdalnym i powstawaniu potworków prawnych, które polegają np. na tym, że jakaś firma, konkretnie taki Rambus, jest właścicielem bardzo dużej ilości patentów, praw autorskich etc. i cała działalność sprowadza się do kontroli, czy inna firma nie naruszyła posiadanych przez nią patentów.
Paradoksalnie jestem zwolennikiem wolności Internetu i nie podoba mi się że firmy takie ja RIAA zaczynają wchodzić ze swoimi brudnymi buciorami w ten obszar i zawłaszczać coraz większą jego część w imię partykularnych interesów wąskich grup społecznych. A co na to twórcy Internetu ? Może jakieś pozwy przeciw tym firmom ?
Gdzie Ty widzisz problem? Przecież można samemu wydawać płyte, samemu ją nagrać samemu kolportować, samemu reklamować, redakcje pisemek takich jak CDA tłoczyły swoje płyty w czechach, mała redakcja, co za problem..
I tu jest sedno problemu.
Wytwórnie się tego boją jak ognia.
Artysta przez rok czy 2 pogra na niedużych koncertach, przy okazji ktoś znajomy zrobi nagranie z koncertu w klubie (wysokiej klasy aparaty czy kamery ma wiele osób) Wrzuci to na YouTube, gdzie klip obejrzy kilka milionów osób.
Jak muzyka będzie dobra to zespół stanie się rozpoznawalny.
Przy okazji grupa gra sobie dalej w klubach, czasem znajdzie sponsora i zagra na jakichś imprezach promocyjnych a w zamian sponsor wyłoży parę groszy na wynajęcie studia i nagranie albumu.
Artysta umieszcza swoje pliki za niewielkie pieniądze na swojej stronie i kilku sklepach sprzedających pliki muzyczne i może się okazać, że zdobędzie wielką popularność i zarobi sporo kasy.
Przy okazji klip na Youtube odniesie sukces i znajdą się chętni aby zaprosić taką grupę do zagrania na festiwalach czy koncertach.
Później grupę stać na zatrudnienie managera i okazuje się, że nie potrzebują do tego żadnej wielkiej wytwórni płytowej, która skasuje ponad połowę wpływów z płyt.
Piekny Wojciech Postrach Dziewic @ 2010.09.22 14:12
Pantokrator @ 2010.09.22 13:44
(...)
Ale z drugiej strony mamy gospodarkę wolnorynkową. Każdy ma prawo sprzedawać za ile chce.
I wlasnie tutaj mamy problem. Nie ma gospodarki wolnorynkowej w tym konkretnym przypadku. Korporacje zarzadzaja tak duzymi pieniedzmi ze sa w stanie przekupywac politykow, policje (oczywiscie nie wprost, ale dodatkowe szkolenia, 'nagrody' przyznawane za lapanie 'piratow" i niszczyc maluczkich. One nie dopuszcza do gospodarki wolnorynkowej bo okazaloby sie ze sa ... zbedne ? Mase ludzi zarabia ogromne pieniadze (miedzy innymi aktorzy), niepoporcjonalne do swoich umiejetnosci i roli ktora w calym procesie zajmuja.
Molochy muzyczne i filmowe nie dzialaja w gospodarce wolnorynkowej, one staraja sie nie dopuscic zeby taka powstala w tym sektorze, dlatego ja nie mam dla nich zadnej litosci. Sa gorsi niz TPB.
Za każdym razem kiedy widzę awatara niejakiego 'pięknego wojciecha...' zadaje sobie pytanie jakim trzeba być kretynem żeby umieszczać tego zbrodniarza w swoim opisie. Zastanawiam się kiedy pojawią się awatary z Stalinem czy też z Hitlerem. Może jestem przewrażliwiony bo sam przeżyłem tamte czasy i nie wspominam ich z przyjemnością i być może z panem 'pięknym' wychowaliśmy się w innego typu rodzinach ale uważam że są pewne granice, których nie wolno przekraczać.
Tylko że ci muzycy nie są na etacie w wytwórni. Są stawiani pod ścianą. Nawet jak samodzielnie nagrają płytę i ją wytłoczą to jej nie sprzedadzą i nikt ich nie usłyszy, ponieważ są za mali. Jeśli dalej będą twardzi i będą chcieli muzykować to dopiera im się do tyłka taki nasz ZAIKS, czy ichnia RIAA i chcą od nich pieniądze za ochronę ich praw. Mechanizm jest tak ustawiony, że chcąc być aktywnym muszą wpaść w ręce korporacji. Czy różni się on zwykłej gangsterki? Tylko tym że 'obrońcy praw' działają zgodnie z prawem... Z prawem które sobie kupili.
Najbardziej kuriozalnym przykładem jest sytuacja muzyka który nagra płytę za granicą i nie ma prawa wykonywać utworów z niej w naszym pięknym kraju dopóki nie zapłaci ZAIKSowi za... no właśnie... chyba za ochronę swoich praw autorskich w ramach opłat licencyjnych... Ciekawe, że zgłaszają się po te opłaty nawet gdy nie dostali w/w praw w zarząd.
Tylko że ci muzycy nie są na etacie w wytwórni. Są stawiani pod ścianą. Nawet jak samodzielnie nagrają płytę i ją wytłoczą to jej nie sprzedadzą i nikt ich nie usłyszy, ponieważ są za mali. Jeśli dalej będą twardzi i będą chcieli muzykować to dopiera im się do tyłka taki nasz ZAIKS, czy ichnia RIAA i chcą od nich pieniądze za ochronę ich praw. Mechanizm jest tak ustawiony, że chcąc być aktywnym muszą wpaść w ręce korporacji. Czy różni się on zwykłej gangsterki? Tylko tym że 'obrońcy praw' działają zgodnie z prawem... Z prawem które sobie kupili.
wiem że zawsze ktoś będzie łamał prawo jakiekolwiek by ono nie było.Problem w tym że z czasem przepisy stanowione są tak odległe od rzeczywistości i odczuć ludzi co jest dobre a co złe że takie prawo staje się fikcją.I tak jest w wypadku prawa intelektualnego. Czym są dobra intelektualne-głównie są niematerialne.A ta forma sama z siebie narzuca (przynajmniej powinna) odmienne traktowanie: jeśli coś mam to mogę to przekazać nieodpłatnie dalej komu zechcę i za ile zechcę.np kupiłem gazetę.To mogę z nią zrobić co zechcę.Tymczasem wydawcy płyt, książek, filmów i programów twierdzą że mogą mi narzucić co mogę zrobić a co nie.To wierutna bzdura kłócąca się z logiką typowego myślącego i nie myślącego człowieczka.To tak jakby państwo zaczęło pobierać opłatę za oddychanie powietrzem na terenie jego kraju.Gdy coś jest podane do publicznej wiadomości nikt nie powinien mieć prawa reglamentowania tego dobra.Tak jest w prawie patentowym (nie można patentować czegoś co jest ogólnie znane i dostępne) i tak powinno być w tym przypadku.Ale z wiadomego powodu w wypadku własności intelektualnej tak nie jest.
Do jakiej publicznej wiadomości? Kupując gazete podane jest do twojej wiadomości i innych którzy tą gazete kupują, gdyby wydawnictwu zależało na upowrzechnianiu wszystkim to rozrzucaliby za darmo. To zgodnie z Twoją analogią prawa patentowego można nazwać udzieleniem licencji na przeczytanie nic poza tym.
DOKŁADNIE
z gazetą robię co chcę i z moimi płytami będę robił co chcę i żadna złodziejska organizacja pobierająca kilkakrotny haracz za to samo mi tego nie może zabronić (robią to ale prawie nikt tego nie przestrzega-i dobrze).
To dyskusja na troszkę inny temat, ale niech będzie: po pierwsze, Jaruzelski to nie zbrodniarz na miarę Stalina i Hitlera - ten człowiek żyje i cieszy się wolnością, o ile mi wiadomo nie został nigdy za żadne zbrodnie skazany. PRL to nie Stalinowski ZSRR ani hitlerowskie Niemcy - miejmy miarę. Co więcej, ocena jego działań przez niektórych wcale tak jednoznaczna nie jest. Po drugie, wydaje mi się że nasze oceny jego osoby (abstrahując od oceny prawnej) są, mimo wszystko, zbliżone - moment w jakim znajduje się generał zn zdjęciu w moim awatarze przypadkowy nie jest. I nie oznacza afirmacji.
Pozdrawiam i więcej spokoju życzę
I to jest przykład tego jak tego typu organizację wyciągają kasę nawet od tych którzy kupują filmy i muzykę a mimo to muszą płacić 'haracze' jak chcą wypalić na płycie własne zdjęcia czy nagrane kamerą wideo filmy z wakacji.
Ale zawsze znajda się wielcy obrońcy koncernów jak Stanley
Gdyby nie piraci to dzisiaj każda płyta CD kosztowały by ponad 100 zł i miała DRM.
A zakupionego nośnika nie mógłbyś zgrać za darmo nawet na własną mptrójkę
Ba nawet były swego czasu takie płyty których nie odtwarzały niektóre odtwarzacze mimoz że zgodne ze standardem CD-Audio
I niech nikt nie mówi, że zabezpieczenia to wina piratów, bo wytwórnie dobrze wiedzą, że piraci sobie poradzą ze wszystkim ale cieszy ich, że zwykły kowalski nie zrobi kopii bratu czy koledze i będzie musiał kupić kolejny nośnik.
Ile było takich przypadków że piraci grali w gry bez problemu a legalny klient rzucał mięsem bo nie mógł uruchomić legalnie zakupionej gry przez jakieś bzdurne zabezpieczenia.
1) Doliczmy koszty wyprodukowania pudełka, płyty, gazetki i jakiś pierdół
2) Doliczmy koszty zabezpieczenia tejże płyty
3) Doliczmy narzut dla samego producenta
4) Doliczmy transport, dystrybucję, podatek od nowości i pewnie jeszcze jakieś rzeczy o których zapomniałem.
Czy przypadkiem po ponownym odliczeniu tych kosztów nie zostanie akurat 20zł? 20zł, z których większość trafiła by bezpośrednio do twórców filmu, szybko, legalnie i bezpośrednio. Jasne, że trzeba doliczyć koszty utrzymania serwerów i odpowiednich łączy, ale chyba są one nieporównywalnie niższe od kosztów 'klasycznej' dystrybucji.
Ciekawe czy za jakieś 20 lat doczekamy się jednak zniesienia jakichkolwiek zabezpieczeń na różne materiały, a chyba ku temu to prowadzi, gdzie jak ktoś wyżej napisał - taniej jest być okradanym przez piratów niż ochranianym przez odpowiednie organizacje.
A może polityka typu adware podbije ten rynek? Ściągniesz coś za półdarmo, ale będzie miało np na początku jakąś reklamę, której nie można przewinąć domyślnie. Na pewno byłaby to i tak lepsza droga niż obecne potyczki między obrońcami ludu, a obrońcami uciśnionych.
A nie pomyślałeś że taka infrastruktura juz istnieje?
Apple jakoś nie ma z tym problemów i iTunes Store przynosi ogromne zyski mimo, że utwory kosztują 99 centów za sztukę za film kilka dolarów.
Co nie da się ??
Wybacz Chizro, ale jak możesz sugerować, że renta chorobowa jest jak pensja dla inżyniera. Wiesz w ogóle, jak 'potężne' pieniądze składają się na rentę? I czy rodzina inżyniera dostaje rentę 70 lat po jego śmierci? I czy przypadkiem artysta też nie może dostać renty?
Co do zarzutu wybierania zdań z kontekstu - sam w magiczny sposób, ilekroć udowadniałem ci że nie masz racji, zmieniałeś temat dyskusji i tą metodą zeszliśmy na zupełnie bezsensowne dywagacje na temat 'jak bardzo polskie są polskie zwroty i czy 100 lat wystarczy, by były polskie'. Najwyraźniej twoja znajoma polonistka dalej stawia 'y' w miejsce litery 'i' ilekroć nadarzy się okazja.
To że coś ma zabarwienie ironiczne, ba, nawet lekko lekceważące, nie znaczy, że musimy wchodzić z tym na nowe poziomy, co też uczyniłeś. Zresztą, na owo lekceważenie sobie zapracowałeś formułując nieprawdziwe opinie a następnie nie odpowiadając na argumenty przeciwko nim. To również jest lekceważenie i złośliwość.
Z tego można by wysnuć wniosek, że prawo zgodne z ogólnoprzyjętą moralnością będzie przestrzegane Optymiści. Płacenie za usługę jest normą - mimo to kontrolerzy w autobusach muszą chodzić.
Ludzie piracą nie dlatego, że nie uważają, że to złe. Tzn. inaczej: skoro można to robić bezkarnie, to uważają że jest to dobre, bo po co płacić. Niestety, moralność sporej części ludzi to moralność Kalego
może inaczej - zawsze pewna grupa ludzi łamie prawo. Taka prawa natura, że nie każdemu pasuje. Ale to w społeczeństwie tkwi źródło prawa i dla społeczeństwa prawo się stanowi. Obecne przepisy są stworzone pod wąską grupkę ludzi, którzy wykorzystują państwowe instytucje by wyciągnąć więcej kasy. Dlatego w internecie bycie piratem za jakiś czas może stać się powodem do dumy. Nie mówię, że to dobrze, ale właśnie do takich postaw obecne przepisy prowadzą.
Jak już mówiłem, piraci kupują więcej niż nie-piraci. A skoro mogą piracić, to pytanie brzmi: czemu kupują? Jeśli założymy, że piracą by nie płacić za coś, co naprawdę chcieliby mieć, to czemu dla niektórych utworów robią wyjątek?
Krótko mówiąc, moim zdaniem piractwo dla branży muzycznej jest całkiem dobre. Dla branży filmowej też, bo ostatnimi czasy cała kasa idzie w 'oprawę graficzną' a scenariusz, który jest najważniejszy, najwyraźniej mają gdzieś. Dla gier komputerowych - tu faktycznie szkodzi o tyle, że ukazuje się mniej gier na PC. Ale to też nie jest tak, że dobrego produktu się nie sprzeda. Ale piractwo MNIEJ szkodzi niż terroryzowanie całego społeczeństwa przez kilka wesołych przepisów pozwalających zamknąć każdego.
Nigdy nie twierdziłem, że słowa z których składa się ów zwrot nie są całkowicie polskie. Twierdziłem i twierdzę nadal, że ów zwrot, nie będący zwrotem grzecznościowym, w dyskusji, jest w złym tonie a jego stosowanie nie jest typowo polskim nawykiem, a raczej spolszczonym.
Że zapytam, tak z czystej ciekawości, czy w korespondencji albo dyskusji z dyrektorem szpitala na temat przetargu, z osobą której nie znasz albo widzisz po raz pierwszy w życiu, użyłbyś 'zwrotu grzecznościowego' 'Mój Panie' albo 'Mój drogi' ? Jeśli tak, to nie mam więcej pytań, nie pracowałbyś u mnie nawet 5 minut, szanowny adwersarzu.
Szanowny Pan zaczął od złośliwości, proszę wybaczyć, zabarwień ironicznych, i Panu wolno i to jest w porządku, ale w drugą stronę już nie wolno, bo to nie jest w porządku. Cóż nie jestem Chrystusem i nie nadstawię drugiego policzka, tylko przywalę w mordę jeszcze mocniej
Tak, wiem od czego zależy wysokość renty chorobowej, od ilości okresów składkowych i wysokości składek na ubezpieczenie.
Piszemy o chorobie inżyniera, czy o tym co dzieje się 70 lat po jego śmierci z jego rodziną ? Zdaje się, że to nie ja tutaj skaczę po różnych poziomach abstrakcji.
Nie widzę powodu, dla którego rodzina inżyniera miałaby dostawać rentę chorobową przez 70 lat po śmierci inżyniera. Kto tu zachorował i kim jest ubezpieczony w takim przypadku, inżynier czy jego rodzina ?
Naturalnie zgadzam się z tym, aby wszystko odbywało się w majestacie prawa, ale na litość boską, należy zapobiegać sytuacjom absurdalnym i powstawaniu potworków prawnych, które polegają np. na tym, że jakaś firma, konkretnie taki Rambus, jest właścicielem bardzo dużej ilości patentów, praw autorskich etc. i cała działalność sprowadza się do kontroli, czy inna firma nie naruszyła posiadanych przez nią patentów.
Paradoksalnie jestem zwolennikiem wolności Internetu i nie podoba mi się że firmy takie ja RIAA zaczynają wchodzić ze swoimi brudnymi buciorami w ten obszar i zawłaszczać coraz większą jego część w imię partykularnych interesów wąskich grup społecznych. A co na to twórcy Internetu ? Może jakieś pozwy przeciw tym firmom ?
I tu jest sedno problemu.
Wytwórnie się tego boją jak ognia.
Artysta przez rok czy 2 pogra na niedużych koncertach, przy okazji ktoś znajomy zrobi nagranie z koncertu w klubie (wysokiej klasy aparaty czy kamery ma wiele osób) Wrzuci to na YouTube, gdzie klip obejrzy kilka milionów osób.
Jak muzyka będzie dobra to zespół stanie się rozpoznawalny.
Przy okazji grupa gra sobie dalej w klubach, czasem znajdzie sponsora i zagra na jakichś imprezach promocyjnych a w zamian sponsor wyłoży parę groszy na wynajęcie studia i nagranie albumu.
Artysta umieszcza swoje pliki za niewielkie pieniądze na swojej stronie i kilku sklepach sprzedających pliki muzyczne i może się okazać, że zdobędzie wielką popularność i zarobi sporo kasy.
Przy okazji klip na Youtube odniesie sukces i znajdą się chętni aby zaprosić taką grupę do zagrania na festiwalach czy koncertach.
Później grupę stać na zatrudnienie managera i okazuje się, że nie potrzebują do tego żadnej wielkiej wytwórni płytowej, która skasuje ponad połowę wpływów z płyt.
(...)
Ale z drugiej strony mamy gospodarkę wolnorynkową. Każdy ma prawo sprzedawać za ile chce.
I wlasnie tutaj mamy problem. Nie ma gospodarki wolnorynkowej w tym konkretnym przypadku. Korporacje zarzadzaja tak duzymi pieniedzmi ze sa w stanie przekupywac politykow, policje (oczywiscie nie wprost, ale dodatkowe szkolenia, 'nagrody' przyznawane za lapanie 'piratow"
Molochy muzyczne i filmowe nie dzialaja w gospodarce wolnorynkowej, one staraja sie nie dopuscic zeby taka powstala w tym sektorze, dlatego ja nie mam dla nich zadnej litosci. Sa gorsi niz TPB.