artykuły

Huawei Mate Xs - raport z testów, czyli rzut oka na składany smartfon owinięty ekranem

Chciałbym i jednocześnie bałbym się go mieć

12
9 marca 2020, 14:01 Piotr Kwiatkowski

Coraz trudniej być czołową, smartfonową marką i nie mieć w swojej ofercie urządzenia ze składanym lub choćby zawiniętym wokół obudowy ekranem. Pierwszy w sklepach był oczywiście Samsung Galaxy Fold, potem pojawiła się Motorola razr, ale nie można zapominać, że o palmę pierwszeństwa w świecie składanych ekranów od samego początku starała się też chińska firma Huawei. Nieco dokładniej przyjrzeliśmy się zatem jej nowemu, wchodzącemu właśnie na polski rynek smartfonowi Mate Xs. Oto nasze pierwsze wrażenia na jego temat.

Spis treści

Huawei Mate Xs – składany smartfon w edycji... 1.5

O składanym smartfonie Huawei Mate X usłyszeliśmy po raz pierwszy w lutym 2019 roku. Wówczas, wydawał się być znacznie bardziej obiecującym konceptem, niż pokazany zaledwie kilka dni wcześniej Samsung Galaxy Fold. Tymczasem czas płynął, obie konstrukcje zaliczały kolejne opóźnienia rynkowej premiery, a my mogliśmy uzbroić się jedynie w cierpliwość. Olbrzymią kulą u nogi Huawei okazały się ponadto handlowe restrykcje nałożone na chińską firmę przez administrację USA, które wyraźnie osłabiły działania marki na rynkach europejskich. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że jako pierwszy w sklepach pojawił się Samsung Galaxy Fold - grubiutki (15,5 milimetra) smartfon ze składanym, 7,3-calowym ekranem ukrywającym się wewnątrz obudowy i dodatkowym, niewielkim (4,6 cala) wyświetlaczem zewnętrznym klasy HD. Stylistycznie, pomysł Samsunga nie był może zbyt urzekający, ale... elastyczny ekran skrywający się wewnątrz obudowy oraz zewnętrzne szklane tafle szkła Gorilla Glass pozwalały dość nonszalancko obchodzić się z Galaxy Foldem w codziennym użytkowaniu. Jest to zaś niezaprzeczalną zaletą jego konstrukcji.

Sprzedaż składanego Mate'a X rozpoczęła się dwa miesiące później niż Galaxy Folda (listopad 2019), jednak ze zrozumiałych przyczyn (wynikający z sankcji USA brak usług Google'a) model ten nigdy nie trafił oficjalnie na europejskie rynki. Huawei skupił się natomiast w tym czasie przede wszystkim na tworzeniu własnego ekosystemu HMS (Huawei Mobile Services), ale... jak się później okazało, również na sprzętowym przystosowaniu Mate'a X do wymagań roku 2020. Dalej wszystko potoczyło się już lawinowo - 24 lutego poznaliśmy w Barcelonie oficjalną specyfikację Huawei Mate Xs, a od 5 marca smartfon możemy zamawiać w polskich sklepach, w cenie 9999 złotych.

 

Huawei Mate Xs – ładny, zgrabny, tylko... czy da się go bezpiecznie ze sobą nosić?

Na pierwszy rzut oka, Mate Xs niczym nie rożni się od starszego Mate X. Ta sama, całkiem zgrabna, jak na składane urządzenie bryła, ten sam, 8-calowy ekran (2200 x 2480 pikseli) owijający smartfon z zewnątrz i ten sam zestaw aparatów (standardowy 40 MP, tele 3x 8 MP, szerokokątny 16 MP plus moduł ToF) oraz czytnik linii papilarnych zintegrowany z włącznikiem i umieszczony na prawym boku. Głównie zmiany idące wraz z dopiskiem "s" w nazwie dotyczą natomiast: nowszego chipsetu (Kirin 990 5G zamiast zeszłorocznego Kirina 980), ponoć jeszcze bardziej dopracowanego, lepiej chroniącego ekran przed ewentualnymi zanieczyszczeniami z zewnątrz mechanizmu zawiasu (Falcon Wing), pełnej zgodności z przyszłymi standardami sieci 5G (SA/NSA, obsługa 8 pasm) i... dodatkowych 5 gramów masy urządzenia.
 
 
Nie ukrywam, że nawet pomimo sporej masy (300 gramów), ze swoją grubością zaledwie 11 milimetrów złożony Mate Xs bardzo udanie imituje klasyczny smartfon i nieźle lezy w dłoni. Trzeba też przyznać, iż nowe wykończenie zewnętrzne zawiasu prezentuje się wyraźnie lepiej niż w starszym modelu.
 
Na dole urządzenia ujrzymy gniazdo USB typu C oraz główny, nieźle brzmiący głośnik. Huawei Mate Xs ma stereofoniczne głośniki, jednak ten ukrywający się w szczelinie słuchawki pracuje słabo, choć nadal wystarcza to do uzyskania rozpoznawalnego przez nasz słuch efektu stereo.
 
 
Góra obudowy mieści szufladkę kart SIM (możemy na niej umieścić dwa moduły dostępowe Nano SIM lub zamiennie z jednym z nich kartę pamięci Nano Memory, czyli ekstremalnie drogą, firmową alternatywę firmy Huawei dla popularnego i taniego modułu microSDXC) oraz port podczerwieni.
 

W trybie zamkniętym, domyślnie włącza się jedynie część wyświetlacza znajdująca się na froncie smartfonu. Tworzy ona 6,6-calowy ekran o rozdzielczości 1148 x 2480 pikseli, czyli zbliżony do tych, jakie znamy z klasycznych smartfonów. Tylną cześć panelu (6,38 cala, 892 x 2480 pikseli) możemy zmusić do pracy wyłącznie za pomocą drobnego "oszustwa" - włączając podwójny podgląd kadrowania w trybie fotografowania, a następnie zamykając go. W tym momencie będziemy mogli obsługiwać interfejs telefonu także na mniejszej, tylnej części złożonego ekranu.
 
 
Czy da się otworzyć Mate'a Xs tylko jedną ręką? Tak, choć nie jest to operacja błyskawiczna. Do jego rozłożenia służy bowiem niewielki przycisk z czerwonym paskiem, ulokowany poniżej sekcji aparatu. Po zwolnieniu zatrzasku, obudowa urządzenia automatycznie otwiera się powoli do kąta około 90 stopni, co ułatwia dalsze rozłożenie ekranu. Zawias pracuje jednak z dość dużym oporem. Przyzwyczaić trzeba też się do charakterystycznych dźwięków towarzyszących zginaniu i prostowaniu się powierzchni ekranu oraz pamiętać, aby zamykać smartfon ekranem na zewnątrz, co dla wielu osób początkowo wcale może nie być takie oczywiste.
 

Rozłożony smartfon okazuje się być bardzo szczupły (ma nieco ponad 5 milimetrów), poza niewielkim zgrubieniem zawierającym sekcję aparatu. Nie ukrywam, że w porównaniu do "batonikowego" Galaxy Folda, Mate Xs jest urządzeniem znacznie bardziej eleganckim i mającym dużo większą stylistyczną klasę. Tylny panel smartfonu, a może raczej należałoby powiedzieć wewnętrzna cześć obudowy urządzenia wykonana została z metalu.
 
Czy ekran Mate Xs rozkłada się równo i dokładnie? Oczywiście, że nie. Zdjęcie na dole prezentuje nierównomierności powierzchni otwartego wyświetlacza. Nie przeszkadzają one podczas patrzenia na ekran na wprost, ale za to... okazują się wyczuwalne pod palcem podczas obsługi Mate'a Xs, szczególnie wówczas, gdy korzystamy ze smartfonu obróconego o 90 stopni.
 
 
Składany, elastyczny ekran nie może być oczywiście chroniony przez trwałe na zarysowania szkło. Mamy tu jedynie do czynienia z czterema warstwami poliamidu i polimerów, co w praktyce oznacza tylko tyle, że ekran Mate'a Xs łatwo da się zarysować. Aż boję się pomyśleć o jego codziennym noszeniu w kieszeni jeansów, czy też też o zwyczajowym kładzeniu telefonu na blacie biurka, stolika, a nawet o regularnym czyszczeniu ekranu - zewnętrzna warstwa bardzo lubi zbierać widoczne odciski palców. Niestety, na szansę dłuższego użytkowania Mate'a Xs i płynące z niego pewne wnioski na temat trwałości ekranu muszę jeszcze nieco poczekać.
 
 
"Pewnym" rozwiązaniem tego trwałościowego dylematu ma być elastyczna ramka (bumper) dołączana do kompletu ze smartfonem (widoczna na zdjęciach powyżej i poniżej). Wewnątrz pokryta jest ona warstwą kleju, co sprawia, że pomimo swojej delikatności, po założeniu świetnie trzyma się obudowy. Wystające nieco ponad powierzchnię ekranu krawędzie ramki chronią go natomiast przed porysowaniem podczas kładzenia smartfonu na płaską powierzchnię, ale... zapewne już nie przed kieszenią jeansów. Zdecydowanie lepsze to jednak niż nic.
 
Podczas polskiej premiery Mate Xs spytałem przedstawicieli Huawei, czy planowana jest jakaś akcja, która umożliwi serwisowe odtworzenie zewnętrznej warstwy ekranu (chroni ją naklejona fabrycznie folia) w razie porysowania lub zmatowienia, ale niestety nie otrzymałem żadnej wiążącej lub choćby optymistycznej odpowiedzi.
 
 
Smartfon otrzymujemy w potężnym, solidnym pudełku, w którym dodatkowo znajdziemy: 65-watową ładowarkę sieciową (Mate Xs obsługuje ładowanie do 55 watów), wspomnianą wcześniej ramkę ochronną, przewód USB, douszne słuchawki USB, wypychacz szufladki kart oraz nieco, średnio przydatnej papierologii. Moim zdaniem, przydałaby się dodatkowo w zestawie solidna i jednocześnie delikatna ściereczka do czyszczenia urządzenia.
 
 

Huawei Mate Xs – składany smartfon bez usług Google'a. Czy taka ekstrawagancja ma na europejskim rynku sens?

Z jednej strony, Mate Xs dobrze leży w dłoni (jeżeli po otwarciu przeszkadza nam zgrubienie, to dla wyrównania wyważenia można obrócić smartfon o 90 stopni), ma dobrej jakości, prezentujący atrakcyjne kolory ekran OLED, wyświetla dużą, wygodną klawiaturę wirtualną i pozwala pracować jednocześnie z dwoma aplikacjami na podzielonym na pół ekranie oraz z trzecią, dodatkową... uruchomioną w trybie pływającego okienka (łatwo można oczywiście kopiować dane pomiędzy tak otwartymi programami). Trudno też nie docenić wysokiej wydajności zastosowanej konfiguracji oraz obecności najnowszej odsłony Androida 10 i funkcjonalnej, firmowej nakładki EMUI 10. Zaskakująca może być natomiast dla niektórych osób informacja, że tak zaawansowanego urządzenia nie odblokujemy wizerunkiem twarzy. Nie zostało to oczywiście podyktowane jakimiś aspektami związanymi z bezpieczeństwem, a jedynie prozaicznym faktem braku przedniego aparatu.
 
 
Duża powierzchnia robocza ekranu okazuje się być bardzo pomocna podczas pracy z aplikacjami biurowymi, ale świetnie sprawdza się także podczas grania. Nieco mniej docenimy ją w trakcie oglądania filmów, gdyż mówiąc szczerze, format rozłożonego ekranu Mate'a Xs jest średnio optymalny w wypadku produkcji kinowych 21:9, a nawet 16:9. Reasumując, Huawei dość dobrze wykorzystał potencjał dużego ekranu i to nawet pomimo faktu, że dziś nie wszystkie aplikacje skalują się jeszcze optymalnie i bez problemów. Mate Xs ma jednak spory funkcjonalny potencjał, który mam nadzieję, z czasem będzie dalej rozwijany.

Największym, przynajmniej na razie, problemem nowego smartfonu Huawei jest więc brak certyfikacji Google, a co za tym idzie także wsparcia dla usług tej firmy. Fabrycznie mamy zainstalowane wyłącznie programy pochodzące od Huawei i należące do ekosystemu HMS (Przeglądarka, Galeria, Filmy, Muzyka, Motywy, Wsparcie i oczywiście sklep AppGallery).

Z jednej strony, nie ma tu zatem masy niechcianych, śmieciowych aplikacji, jednak w Europie jesteśmy dość mocno przywiązani do: google'owych map, synchronizowania naszych danych oraz terminarza w google'owej chmurze, nieograniczonej przestrzeni na wykonywane smartfonem zdjęcia, tak popularnych w Polsce płatności zbliżeniowych i mobilnych (Google Pay) oraz przepastnej zawartości sklepu Google Play. Tymczasem, nie tylko nie znajdziemy ich w sklepie AppGallery, ale często nawet nie uruchomimy po zainstalowaniu programu z pliku .apk.

Oczywiście, firma Huawei tłumaczy, że z dnia na dzień przybywa aplikacji w sklepie AppGallery, że użytkownicy smartfonów z ekosystemem HMS znajdą w nim wiele atrakcyjnych bonusów oraz przebąkuje, że intensywnie pracuje nad własnymi mapami, wyszukiwarką i usługami, które pozwolą na dokonywanie płatności smartfonami, jednak na ten moment, mając urządzenie bez usług Google'a wciąż natkniemy się na wiele niemiłych, funkcjonalnych niespodzianek. Od razu możemy zapomnieć o Netfliksie, ale udało mi się za to skorzystać z aplikacji YouTube. Huawei sugeruje użytkownikom korzystanie w wybranych usług poprzez przeglądarkę WWW, co często jest rozwiązaniem mocno połowicznym. Skorzystamy w ten sposób z Map Google'a, ale... już nie uruchomimy funkcji nawigacji, gdyż do tego wymagana jest zainstalowana w smartfonie aplikacja Mapy, a owa w Mate Xs w czasie testu działała bardzo niestabilnie. Lista potencjalnych problemów jest zatem długa i zapewne jeszcze przez pewien czas taka pozostanie. Oczywiście, w wypadku mniej wymagających użytkowników, korzystających z mniejszej różnorodności usług i aplikacji problem braku usług Google'a może okazać się znacznie mniej uciążliwy, ale takie osoby raczej nie sięgają po nowatorskie urządzenia klasy premium, a raczej po smartfony klasy średniej lub podstawowej, jak Huawei P40 lite czy Huawei P40 lite E.

Obecnie, Mate Xs ewidentnie nie jest zatem smartfonem dla osób silnie przywiązanych do usług Google'a. Jeżeli do nich należycie, to zdecydowanie odradzam Wam jego zakup, chyba... że ważniejszy od funkcjonalności jest dla Was efekt "uau", który Mate Xs szeroko i bardzo skutecznie wywołuje.

Strona:
StonnZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Stonn2020.03.09, 14:31
-2#1
Jak testujecie telefony przydałoby się podać wersję obsługiwanego widevine.
Borat1Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Borat12020.03.09, 15:06
Czyli podsumowując absurdalnie droga mało funkcjonalna zabawka.
bi3dron4Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
bi3dron42020.03.09, 15:42
Borat1 @ 2020.03.09 15:06  Post: 1236487
Czyli podsumowując absurdalnie droga mało funkcjonalna zabawka.

Jak wszystko powyżej 2k PLN, bo też i niczym innym poza demem technologicznym to to nie jest...
StjepanZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Stjepan2020.03.09, 20:50
Borat1 @ 2020.03.09 15:06  Post: 1236487
Czyli podsumowując absurdalnie droga mało funkcjonalna zabawka.

Dopracują to za 10 lat to wtedy będzie można kupować składane smartfony, teraz to droga zabawka nic więcej.
Piotr KwiatkowskiZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Autor publikacjiPiotr Kwiatkowski2020.03.09, 22:46
Stonn @ 2020.03.09 14:31  Post: 1236477
Jak testujecie telefony przydałoby się podać wersję obsługiwanego widevine.

Przyznaję, że tym razem nie sprawdziłem tego, ale dotychczasowe, wysokie modele urządzeń Huawei (Mate 20 Pro, P30 Pro) czy Honor (View20) obsługują wersję 15.0.0 oraz poziom zabezpieczeń L1. Kiedy Mate Xs ponownie wpadnie w moje ręce, postaram się zweryfikować dla Pana te dane.
AWldzZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 33%
AWldz2020.03.11, 09:07
Wpis usunięty przez moderatora
Edytowane przez moderatora (2020.03.11, 09:15)
AdramZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Adram2020.03.11, 11:04
Stonn @ 2020.03.09 14:31  Post: 1236477
Jak testujecie telefony przydałoby się podać wersję obsługiwanego widevine.

Przecież napisali: 'Od razu możemy zapomnieć o Netfliksie'.
Netflix nie działa wiec nie ma żadnego widevine.
Robertd12Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Robertd122020.03.11, 18:06
Przypomina mi to czasy Nokii N93 i kombinowanie z kształtem, aparatami. Ciekawe co będzie później bo aktualnie wszystkie telefony to kostka z dużym ekranem i tyle.
XiaomiGorsze93Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
XiaomiGorsze932020.03.12, 19:40
Pomysł nie jest zły, mnie się podoba jakieś nawiązanie do slidera po dłuższym boku do góry (pełne qwerty), ale no rzeczywiście, trudno patrzeć na ten telefon inaczej, jak w ramach ciekawostki. W tym modelu, jest wg mnie bardziej sensowny pomysł na rozmieszczenie portów, aparatów i slotów, jak w foldzie. No nic, rzadko kiedy pierwszy pomysł okazywał się od razu pozbawionym wszystkich wad. Niech próbują, zawsze to jakaś nowinka.
Makavcio2Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Makavcio22020.03.13, 02:04
-1#10
Borat1 @ 2020.03.09 15:06  Post: 1236487
Czyli podsumowując absurdalnie droga mało funkcjonalna zabawka.
O, ktoś tu odkrył właśnie tajemnicę smartfonów :E
Zaloguj się, by móc komentować
1