Wyposażenie
W pudełku z aparatem znajdujemy litowo-jonowy akumulatorek typu NB-1LH, o pojemności 3,1 Wh (0,84 Ah przy napięciu 3,7 V), zewnętrzną ładowarkę do akumulatora CB-2LSE zdolną do pracy przy zasilaniu w zakresie 100-240 V i częstotliwości 50-60 Hz. Ponadto w zestawie znajduje się przewód USB (IFC-300PCU) z wtyczką tzw. mini B-jack, przewód A/V (AVC-DC 100), pasek do zawieszenia aparatu na ręce, płyta ze sterownikami i oprogramowaniem dodatkowym, a także karta CompactFlash FC-32M (pojemność 32 MB).Warto zwrócić uwagę na przewód USB, który uległ ostatnio ustandaryzowaniu - do aparatu podłącza się wtyczkę o przekroju spłaszczonej litery "T". Większość współcześnie produkowanych aparatów korzysta z tego rodzaju złącza, dzięki czemu zniszczenie bądź zgubienie przewodu nie narazi użytkownika na wysokie koszty zakupu przewodu oryginalnego. Niestety, ponieważ aparat ten dotarł do redakcji PCLab.pl już po testach w innych redakcjach, zestaw został zdekompletowany - brakowało przewodu A/V, a ponadto karta pamięci miała pojemność jedynie 16 MB.

Oczywiście czas pracy na bateriach bardzo zależy od sposobu korzystania z aparatu - wiadomo, że częsta kontrola jakości zdjęcia na wbudowanym wyświetlaczu, posługiwanie się lampą błyskową oraz ciągłe zmiany ogniskowej znacznie ten czas skracają. Natomiast wyłączenie wyświetlacza i korzystanie z celownika optycznego, wyłączenie wszelkich dźwięków, czy wreszcie włączanie aparatu tylko na moment wykonania zdjęcia, zwiększają tę liczbę.
W czasie naszych testów przeprowadzanych między innymi na dworze przy kilkunastostopniowym mrozie, przy korzystaniu z wyświetlacza i lampy błyskowej, a więc niemal w najgorszych warunkach byliśmy w stanie zarejestrować około 60 zdjęć bez konieczności ładowania baterii. Przeniesienie się do pomieszczenia, w którym panowała dodatnia temperatura, zwiększyło tę liczbę niemal dwukrotnie. Natomiast w przypadku zdjęć seryjnych, robionych z wyłączoną lampą błyskową, choć z włączonym wyświetlaczem, pozwoliło na zarejestrowanie ponad 350 zdjęć. Co ciekawe, w tym przypadku rozładowaliśmy baterię jedynie do ok. 40 procent. Dlatego należy przyjąć, że dane podane przez producenta, tj. 190 zdjęć z włączonym i 440 z wyłączonym wyświetlaczem są zbliżone do rzeczywistych możliwości.
Warto w tym miejscu jeszcze napisać parę słów o ładowarce dołączonej do zestawu. W przeciwieństwie do ładowarek stosowanych w bardziej zaawansowanych aparatach firmy, ta dołączona do aparatu Canon Digital IXUS 400 informuje jedynie o tym, czy odbywa się proces ładowania, czy też został on już zakończony. Szkoda, bo informacja o stopniu naładowania baterii byłaby bardzo cenna. Na szczęście od pełnego rozładowania baterii, do ponownego jej naładowania upływają niecałe 2 h.
Dużą zaletą testowanego aparatu jest to, że zapamiętuje on większość ustawień użytkownika. Dzięki temu, jeśli korzysta on z funkcji automatycznego wyłączania aparatu po określonym czasie bezczynności, nie musi ponownie przechodzić przez wszystkie kroki związane z ustawianiem parametrów ekspozycji. Po ponownym włączeniu musi jedynie ustawić właściwą ogniskową, co wynika ze składania obiektywu aparatu oraz włączyć tryb samowyzwalacza lub zdjęć seryjnych, o ile z tego korzysta.
