Tomb Raider: Chronicles
Kiedy bodajże w roku 1996 powstała pierwsza część przygód seksownej pani archeolog, cały świat oszalał na punkcie tej gry. Konwersje na konsole Playstation i Sega Saturn, a nawet na Game Boy'a podbiły serca graczy. Kolejne odsłony Tomb Raidera nie były już tak udane. Owszem, Lara zmieniała swój "sceniczny" image. Twórcy gry dodawali jej nowe ciuszki, kolejne, śmiercionośne zabawki oraz środki transportu. Ale nadal był to stary, dobry Tomb Raider. Z czasem wysłużony "silnik" graficzny, bez żenady implementowany przez programistów w kolejne cześci serii, stał się przysłowiowym gwoździem do trumny Lary Croft. O ile pierwszy TR był rzeczywiście odkrywczy i mógł wzbudzić niekłamany podziw, to kolejne części były już tylko bezwstydnym odcinaniem kuponów od sławy pierwowzoru. Wydawało się, że definitywny koniec przygód Lary Croft nastąpił w TR IV: The Last Revelation. Nic bardziej mylnego! W wydaniu kolejnej, piątej już części przygód sławnej Lary Croft nie przeszkodził nawet fakt, iż główna bohaterka wyzionęła – podobno - ducha. No ale czego się nie robi dla nabicia trzosu brzęczącymi monetami. Programiści z Core Design piąty raz zakasali rękawy i wyprodukowali Tomb Raider: Chronicles. Można zakładać, że niebagatelny wpływ na powstanie kolejnej części gry miał zbliżający się wielkimi krokami pierwszy film fabularny z Angeliną Jolie w roli Lary. Jakby nie było, nie można przecież pozwolić na to, aby gracze zapomnieli o dzielnej Larze "el bufory" Croft.
Fabuła: Requiem dla Lary, albo smęcenia starych pierników przy popołudniowej herbatce.
Biedna Lara najprawdopodobniej zginęła w ruinach piramidy pod koniec przygód z czwartej części gry. Oddani przyjaciele i rodzina postawili w hołdzie naszej dzielnej pannie Croft kiczowaty pomnik, po czym rozeszli się na stypę i wieczorek wspomnień o zmarłej. Tak, tak, nie ma wątpliwości, wszyscy uważają Larę za martwą. Ach, feministki, maniacy seksualni i lesbijki całego świata zapewne już rozdzierają szaty z rozpaczy. Nie wspominając o Związku Młodzieży Wiejskiej i cyklistach. Amen! Finito. Jedyne, co pozostało po Larze Croft, to zdobyte podczas wielu eskapad trofea oraz wspomnienia rodziny i najbliższych przyjaciół zmarłej. Podczas spotkania w posiadłości w Surrey, gdzie, jak wiadomo, Lara miała swoje zaciszne cztery kąty, gracz usłyszy cztery fascynujące opowieści z awanturniczego i pełnego przygód życia naszej zdekapitowanej bohaterki. "Usłyszy" to jednak niezbyt precyzyjne sformułowanie. Gracz weźmie udział w interaktywnej retrospekcji przygód Lary Croft. Mówiąc po ludzku, to Ty wcielisz się w gibkie ciało panny C. i przeżyjesz niesamowite przygody. Chociaż tego ostatniego wcale nie gwarantuję. Równie dobrze, możesz zanudzić się śmiertelnie.
Miejsce akcji: Czyli co ma wspólnego zatopiona łódź podwodna z obrabianiem starożytnych grobowców.
Pierwszy epizod przenosi nas do Rzymu. Ach, słoneczna Italia! Słońce, plaża, pizza i wyborne wino. Nic z tych rzeczy! Lara jak zwykle wpakowała się w niezłą kabałę. Zwiedzi Koloseum i stoczy ciężkie boje z gladiatorami; biednym lwom też się dostanie. Panna Croft nafaszeruje też ołowiem zadek niepokornego... smoka. No nie! Moi kochani, to nie do pomyślenia, cóż za realizm! Smoki, gladiatorzy. Ech, szkoda słów. No i co za wstyd. Lara w Rzymie i nawet nie odwiedzi papieża. No ale trudno się dziwić, lepiej już mieć ostrą przeprawę z krwiożerczym smokiem, niż z tabunami polskich pielgrzymów okupujących Watykan. Nie daj Boże, jak się kiedyś włoscy wojskowi schleją, to jeszcze pomyślą, że nasi pielgrzymi to piąta kolumna, która chce zaanektować piękną Italię. Oj wtedy to dopiero będzie „stan wojenny”. Przygody w Rzymie to zwykła rozgrzewka przed kolejnymi misjami. Prawdę powiedziawszy, jest to najsłabszy i jeden z najnudniejszych epizodów gry.
Kolejną opowieścią, jaką raczą nas przyjaciele Lary, to przygody w mroźnej Rosji. Tym razem Lara musi obalić z Wanią i Borysem pół litr... o, pardon, nie ta bajka. Lara musi wejść w posiadanie starożytnego artefaktu zwanego "Włócznią Przeznaczenia". Co, do diaska, ta drewniana laga ze szpikulcem robi w okolicach rosyjskej bazy wojskowej, pozostanie chyba na zawsze tajemnicą. Jakby nie było, Lara zwiedzi również port, atomową łódź podwodną oraz morskie głębiny. Ciekawe tylko, czy awaria łodzi podwodnej to jakaś aluzja do wypadku Kurska. Lepiej jednak nie wdawajmy się w takie jałowe dywagacje. Przygody Lary C. w Murmańsku są może "sensacyjne", aczkolwiek klimatu nie mają za grosz. No ale to już standard kolejnych odsłon Tomb Raidera.
Po dosyć ostrych przejściach na łodzi podwodnej, następna opowieść jawi się niczym absolutna sielanka. Oto, kolejna przygoda rozgrywa się w scenerii malowniczej Irlandii. Lara – nastolatka, brykająca po zielonych polach Irlandii - cóż za sielanka! Oczywiście lolitce lenistwo jest obce, a uganianie się po łąkach w poszukiwaniu czterolistnej koniczynki wręcz obrzydliwe. Na pobliskiej wysepce dzieją się niesamowite rzeczy. Czując zew krwi, młoda bohaterka musi rozwiązać zagadkę. Przygoda w Irlandii jest chyba jedyną w całej grze, która przypadła mi do gustu. Lara nie używa broni palnej. No dobrze, owszem, jest proca. Ale chyba nie nazwiemy rozwidlonego patyka zacną pukawką, prawda? Pomysł zmiany arsenału jest godny pochwały. Dzięki broni ręcznej, zmienił się nieco charakter rozgrywki. Dzięki temu zabiegowi, papa CarnAge nie zasnął po kilku minutach gry, tak jak miało to miejsce w poprzednich "opowieściach". Naprawdę, pierwsze dwa epizody były dla mnie niczym najgorsze katusze. Durne, nudne i wtórne.
Kolejna osoba z kręgu przyjaciół „cycatej” i kolejna opowieść. Tym razem ględzące staruchy wysiorbały już herbatkę i zeżarły prawie wszystkie ciasteczka. To może oznaczać tylko jedno. Czas na ostatnią, brawurową i pełną niebezpieczeństw przygodę Lary Croft. Kompleks budynków koncernu Von Croy Industries to ostatnie wyzwanie dla Lary w Tomb Raider: Chronicles. Croftówna, ubrana w seksowne, obcisłe wdzianko, jawi się niczym Trinity z filmu Matrix. Lara, na tym ostatnim poziomie, musi unikać strażników, systemów alarmowych itp. Prawdę powiedziawszy, wygląda to raczej żałośnie. Szczególnie dla tych osób, które miały już styczność z takimi grami, jak np. Metal Gear Solid. Podchody cycatej Lary to przy fachowcu pokroju Solid Snake'a zabawa w ciuciubabkę. Epizod Tower Block jest nieciekawy, razi sztucznością. Grałem w niego tylko z obowiązku i chęci skończenia tej przeklętej gry.
Grafika i muzyka: Albo opowieść o tym, jak CarnAge z „kórektorem” ryczeli ze śmiechu.
Oprawa wizualna ostatniej odsłony przygód Lary Croft nie wzbudzała zachwytu już w dniu premiery. Ba! Powiem więcej. TR: Chronicles jest pod tym względem żałosny. Konkurencja z tamtego okresu - Rune czy Heavy Metal FAKK2 to dzieła na miarę XXI wieku. Niestety na ich tle piąty TR wygląda jak ubogi krewny z Bangladeszu. Paskudne tekstury i żałosne projekty architektoniczne to jeden z największych minusów tej gry. Sama główna bohaterka wygląda nieźle, aczkolwiek do kształtnej Julii czy Ragnara-mięśniaka sporo jej brakuje. Tak to jest, jak się chce przez tyle lat tłuc kolejne gry na archaicznym silniku graficznym. Jednym słowem, grafika nie różni się od tej zaprezentowanej w Tomb Raider IV. Owszem, dodano efekt mgły, ale nie sądzę, że jest to akurat wielki powód do dumy.
Edytor poziomów: Dla najbardziej wytrwałych zapaleńców.
Razem z płytą Tomb Raider: Chronicles, na pociechę, autorzy uraczyli biednego gracza edytorem poziomów. Tworzenie własnych leveli jeszcze nigdy nie było takie proste. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Po co to? I tak żmudne projektowanie zniechęci przeciętnego użytkownika i tylko prawdziwi fani Lary C. będą usatysfakcjonowani. Cała reszta przejdzie obok tego narzędzia z chłodną obojętnością.
Podsumowanie: Opowieść o tym, jak papcio CarnAge pogryzł z wściekłości wszystkie meble.
Niestety nie jest dobrze. Tomb Raider: Chronicles to gra na wskroś wtórna i bez polotu. Kolejne epizody są nudnawe i kiepsko wykonane. Tekstury są brzydkie, a kolizja sprite'ów to rzecz nagminna, która zresztą już nie powinna dziwić w serii TR. Lara zawsze miała kłopoty z koordynacją ruchów w pobliżu ścian i innych obiektów. Edytor poziomów to miły gest ze strony Core Design. Aczkolwiek niepotrzebny. Naprawdę, jak już wcześniej napisałem, trzeba sporo cierpliwości i samozaparcia, aby stworzyć coś ciekawego. Piąta odsłona przygód Lary Croft miała być podsumowaniem i zakończeniem legendarnej serii, tak się jednak nie stało i ostatnio uraczono nas koszmarkiem o podtytule „Anioł Ciemności”. Faktycznie trzeba mieć anielską cierpliwość do tej gry i ciemno się robi przed oczyma z wściekłości, grając w ostatnią odsłonę przygód pani archeolog. Kariera Lary Croft to ewenement na skalę światową. Postać głównej bohaterki zaczęła żyć własnym życiem. Kolejne modelki wcielały się w rolę pięknej pani archeolog. Komiksy z Larą zalały zachodni rynek wydawniczy. Przeżyliśmy już dwa potworki kinowe z Angeliną Jolie w roli głównej. Czapki z głów, moi drodzy. TR to komercyjna maszynka do zarabiania pieniędzy. Szał związany z tym zjawiskiem przyhamowała ostatnia gra z serii Tomb Raider, ale już mamy wersję na konsolę N-Gage. Kto wie, być może Lara jeszcze pokaże pazurki. Wtedy to już oszaleję do końca i jak w tym starym kawale, będę się nawet bał otworzyć lodówkę...
Dystrybutorzy opisywanych gier
MechWarrior 4 – A.P.N Promise, www.promise.com.pl
Deus Ex / TR:Chronicles – Cenega, www.cenega.pl
Diablo II – CD Projekt, www.cdprojekt.info
Kiedy bodajże w roku 1996 powstała pierwsza część przygód seksownej pani archeolog, cały świat oszalał na punkcie tej gry. Konwersje na konsole Playstation i Sega Saturn, a nawet na Game Boy'a podbiły serca graczy. Kolejne odsłony Tomb Raidera nie były już tak udane. Owszem, Lara zmieniała swój "sceniczny" image. Twórcy gry dodawali jej nowe ciuszki, kolejne, śmiercionośne zabawki oraz środki transportu. Ale nadal był to stary, dobry Tomb Raider. Z czasem wysłużony "silnik" graficzny, bez żenady implementowany przez programistów w kolejne cześci serii, stał się przysłowiowym gwoździem do trumny Lary Croft. O ile pierwszy TR był rzeczywiście odkrywczy i mógł wzbudzić niekłamany podziw, to kolejne części były już tylko bezwstydnym odcinaniem kuponów od sławy pierwowzoru. Wydawało się, że definitywny koniec przygód Lary Croft nastąpił w TR IV: The Last Revelation. Nic bardziej mylnego! W wydaniu kolejnej, piątej już części przygód sławnej Lary Croft nie przeszkodził nawet fakt, iż główna bohaterka wyzionęła – podobno - ducha. No ale czego się nie robi dla nabicia trzosu brzęczącymi monetami. Programiści z Core Design piąty raz zakasali rękawy i wyprodukowali Tomb Raider: Chronicles. Można zakładać, że niebagatelny wpływ na powstanie kolejnej części gry miał zbliżający się wielkimi krokami pierwszy film fabularny z Angeliną Jolie w roli Lary. Jakby nie było, nie można przecież pozwolić na to, aby gracze zapomnieli o dzielnej Larze "el bufory" Croft.
Fabuła: Requiem dla Lary, albo smęcenia starych pierników przy popołudniowej herbatce.
Biedna Lara najprawdopodobniej zginęła w ruinach piramidy pod koniec przygód z czwartej części gry. Oddani przyjaciele i rodzina postawili w hołdzie naszej dzielnej pannie Croft kiczowaty pomnik, po czym rozeszli się na stypę i wieczorek wspomnień o zmarłej. Tak, tak, nie ma wątpliwości, wszyscy uważają Larę za martwą. Ach, feministki, maniacy seksualni i lesbijki całego świata zapewne już rozdzierają szaty z rozpaczy. Nie wspominając o Związku Młodzieży Wiejskiej i cyklistach. Amen! Finito. Jedyne, co pozostało po Larze Croft, to zdobyte podczas wielu eskapad trofea oraz wspomnienia rodziny i najbliższych przyjaciół zmarłej. Podczas spotkania w posiadłości w Surrey, gdzie, jak wiadomo, Lara miała swoje zaciszne cztery kąty, gracz usłyszy cztery fascynujące opowieści z awanturniczego i pełnego przygód życia naszej zdekapitowanej bohaterki. "Usłyszy" to jednak niezbyt precyzyjne sformułowanie. Gracz weźmie udział w interaktywnej retrospekcji przygód Lary Croft. Mówiąc po ludzku, to Ty wcielisz się w gibkie ciało panny C. i przeżyjesz niesamowite przygody. Chociaż tego ostatniego wcale nie gwarantuję. Równie dobrze, możesz zanudzić się śmiertelnie.
Miejsce akcji: Czyli co ma wspólnego zatopiona łódź podwodna z obrabianiem starożytnych grobowców.
Pierwszy epizod przenosi nas do Rzymu. Ach, słoneczna Italia! Słońce, plaża, pizza i wyborne wino. Nic z tych rzeczy! Lara jak zwykle wpakowała się w niezłą kabałę. Zwiedzi Koloseum i stoczy ciężkie boje z gladiatorami; biednym lwom też się dostanie. Panna Croft nafaszeruje też ołowiem zadek niepokornego... smoka. No nie! Moi kochani, to nie do pomyślenia, cóż za realizm! Smoki, gladiatorzy. Ech, szkoda słów. No i co za wstyd. Lara w Rzymie i nawet nie odwiedzi papieża. No ale trudno się dziwić, lepiej już mieć ostrą przeprawę z krwiożerczym smokiem, niż z tabunami polskich pielgrzymów okupujących Watykan. Nie daj Boże, jak się kiedyś włoscy wojskowi schleją, to jeszcze pomyślą, że nasi pielgrzymi to piąta kolumna, która chce zaanektować piękną Italię. Oj wtedy to dopiero będzie „stan wojenny”. Przygody w Rzymie to zwykła rozgrzewka przed kolejnymi misjami. Prawdę powiedziawszy, jest to najsłabszy i jeden z najnudniejszych epizodów gry.
Kolejną opowieścią, jaką raczą nas przyjaciele Lary, to przygody w mroźnej Rosji. Tym razem Lara musi obalić z Wanią i Borysem pół litr... o, pardon, nie ta bajka. Lara musi wejść w posiadanie starożytnego artefaktu zwanego "Włócznią Przeznaczenia". Co, do diaska, ta drewniana laga ze szpikulcem robi w okolicach rosyjskej bazy wojskowej, pozostanie chyba na zawsze tajemnicą. Jakby nie było, Lara zwiedzi również port, atomową łódź podwodną oraz morskie głębiny. Ciekawe tylko, czy awaria łodzi podwodnej to jakaś aluzja do wypadku Kurska. Lepiej jednak nie wdawajmy się w takie jałowe dywagacje. Przygody Lary C. w Murmańsku są może "sensacyjne", aczkolwiek klimatu nie mają za grosz. No ale to już standard kolejnych odsłon Tomb Raidera.
Po dosyć ostrych przejściach na łodzi podwodnej, następna opowieść jawi się niczym absolutna sielanka. Oto, kolejna przygoda rozgrywa się w scenerii malowniczej Irlandii. Lara – nastolatka, brykająca po zielonych polach Irlandii - cóż za sielanka! Oczywiście lolitce lenistwo jest obce, a uganianie się po łąkach w poszukiwaniu czterolistnej koniczynki wręcz obrzydliwe. Na pobliskiej wysepce dzieją się niesamowite rzeczy. Czując zew krwi, młoda bohaterka musi rozwiązać zagadkę. Przygoda w Irlandii jest chyba jedyną w całej grze, która przypadła mi do gustu. Lara nie używa broni palnej. No dobrze, owszem, jest proca. Ale chyba nie nazwiemy rozwidlonego patyka zacną pukawką, prawda? Pomysł zmiany arsenału jest godny pochwały. Dzięki broni ręcznej, zmienił się nieco charakter rozgrywki. Dzięki temu zabiegowi, papa CarnAge nie zasnął po kilku minutach gry, tak jak miało to miejsce w poprzednich "opowieściach". Naprawdę, pierwsze dwa epizody były dla mnie niczym najgorsze katusze. Durne, nudne i wtórne.
Kolejna osoba z kręgu przyjaciół „cycatej” i kolejna opowieść. Tym razem ględzące staruchy wysiorbały już herbatkę i zeżarły prawie wszystkie ciasteczka. To może oznaczać tylko jedno. Czas na ostatnią, brawurową i pełną niebezpieczeństw przygodę Lary Croft. Kompleks budynków koncernu Von Croy Industries to ostatnie wyzwanie dla Lary w Tomb Raider: Chronicles. Croftówna, ubrana w seksowne, obcisłe wdzianko, jawi się niczym Trinity z filmu Matrix. Lara, na tym ostatnim poziomie, musi unikać strażników, systemów alarmowych itp. Prawdę powiedziawszy, wygląda to raczej żałośnie. Szczególnie dla tych osób, które miały już styczność z takimi grami, jak np. Metal Gear Solid. Podchody cycatej Lary to przy fachowcu pokroju Solid Snake'a zabawa w ciuciubabkę. Epizod Tower Block jest nieciekawy, razi sztucznością. Grałem w niego tylko z obowiązku i chęci skończenia tej przeklętej gry.
Grafika i muzyka: Albo opowieść o tym, jak CarnAge z „kórektorem” ryczeli ze śmiechu.
Oprawa wizualna ostatniej odsłony przygód Lary Croft nie wzbudzała zachwytu już w dniu premiery. Ba! Powiem więcej. TR: Chronicles jest pod tym względem żałosny. Konkurencja z tamtego okresu - Rune czy Heavy Metal FAKK2 to dzieła na miarę XXI wieku. Niestety na ich tle piąty TR wygląda jak ubogi krewny z Bangladeszu. Paskudne tekstury i żałosne projekty architektoniczne to jeden z największych minusów tej gry. Sama główna bohaterka wygląda nieźle, aczkolwiek do kształtnej Julii czy Ragnara-mięśniaka sporo jej brakuje. Tak to jest, jak się chce przez tyle lat tłuc kolejne gry na archaicznym silniku graficznym. Jednym słowem, grafika nie różni się od tej zaprezentowanej w Tomb Raider IV. Owszem, dodano efekt mgły, ale nie sądzę, że jest to akurat wielki powód do dumy.
Edytor poziomów: Dla najbardziej wytrwałych zapaleńców.
Razem z płytą Tomb Raider: Chronicles, na pociechę, autorzy uraczyli biednego gracza edytorem poziomów. Tworzenie własnych leveli jeszcze nigdy nie było takie proste. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Po co to? I tak żmudne projektowanie zniechęci przeciętnego użytkownika i tylko prawdziwi fani Lary C. będą usatysfakcjonowani. Cała reszta przejdzie obok tego narzędzia z chłodną obojętnością.
Podsumowanie: Opowieść o tym, jak papcio CarnAge pogryzł z wściekłości wszystkie meble.
Niestety nie jest dobrze. Tomb Raider: Chronicles to gra na wskroś wtórna i bez polotu. Kolejne epizody są nudnawe i kiepsko wykonane. Tekstury są brzydkie, a kolizja sprite'ów to rzecz nagminna, która zresztą już nie powinna dziwić w serii TR. Lara zawsze miała kłopoty z koordynacją ruchów w pobliżu ścian i innych obiektów. Edytor poziomów to miły gest ze strony Core Design. Aczkolwiek niepotrzebny. Naprawdę, jak już wcześniej napisałem, trzeba sporo cierpliwości i samozaparcia, aby stworzyć coś ciekawego. Piąta odsłona przygód Lary Croft miała być podsumowaniem i zakończeniem legendarnej serii, tak się jednak nie stało i ostatnio uraczono nas koszmarkiem o podtytule „Anioł Ciemności”. Faktycznie trzeba mieć anielską cierpliwość do tej gry i ciemno się robi przed oczyma z wściekłości, grając w ostatnią odsłonę przygód pani archeolog. Kariera Lary Croft to ewenement na skalę światową. Postać głównej bohaterki zaczęła żyć własnym życiem. Kolejne modelki wcielały się w rolę pięknej pani archeolog. Komiksy z Larą zalały zachodni rynek wydawniczy. Przeżyliśmy już dwa potworki kinowe z Angeliną Jolie w roli głównej. Czapki z głów, moi drodzy. TR to komercyjna maszynka do zarabiania pieniędzy. Szał związany z tym zjawiskiem przyhamowała ostatnia gra z serii Tomb Raider, ale już mamy wersję na konsolę N-Gage. Kto wie, być może Lara jeszcze pokaże pazurki. Wtedy to już oszaleję do końca i jak w tym starym kawale, będę się nawet bał otworzyć lodówkę...
Dystrybutorzy opisywanych gier
MechWarrior 4 – A.P.N Promise, www.promise.com.pl
Deus Ex / TR:Chronicles – Cenega, www.cenega.pl
Diablo II – CD Projekt, www.cdprojekt.info

Jeszcze jakby tu sie pojawilo cos o Fallout 2 to bylby kompletny odjazd
wsumie dawno nie gralem ale po tym artykule chyba odkurze te perelki .... jednak nie ma to jak muza z MW i te animacje pelne akcji i napiecia, pamietacie intro z 2
A ty Vendeur się nie czepiaj. Diablo byłfajny ale pierwszy DII mi do gustu nie przypadł ani w single ani w Multi.
wymagania diabła2 rany mialem Celerona 400 i troszke skakalo naprawde przypomnijcie sobie jak to było!
Artykuł cały na wielki plus Kolejny raz pclab ma u mnie plusa. Ale Carnage c osam zauwazyles powinniscie dac disclaimer kiedy teksty powstaly.
z obydwu artków o Klasyce z pierwszej czesci numero uno to tekst o BG2 a w tej DeusEx extra i TR5 zrehabilitowaliscie sie za wpadke z recenzja TR6.
Dobra robota.
Pozdrawiam