artykuły

Klasyka na zimę

30 stycznia 2004, 00:43 Piotr "CarnAge" Czyszczoń
Diablo II

Często zadaję sobie pytanie, która z gier komputerowych sprawiła mi najwięcej przyjemności. Czy był to Knight Lore w czasach, kiedy byłem jeszcze młody i piękny? (teraz jestem już tylko piękny). A może klimatyczny Doom z ultra realistyczną, jak na swoje czasy, oprawą audio-wizualną? A może była to jedna z części Eye of the Beholder - zakrzykną Ci z was, którzy wiedzą, że gry fabularne to moja wielka miłość. Nie, moi drodzy. Z perspektywy czasu z ręką na sercu stwierdzam, że to właśnie pierwsza część gry Diablo, wydana przez firmę Blizzard, dała mi najwięcej przyjemności. Dlaczego? Przecież gra nie jest nawet "rasowym" przedstawicielem gatunku RPG - jak mniemają niektórzy. Zgadza się, Diablo to nic więcej, jak gra zręcznościowa w klimatach fantasy. Wiem, brutalne są me słowa, ale twardo zaprzeczać będę wszystkim nazywającym Diablo "roleplayką". Sam jestem zadziwiony moim wyborem, przecież nawet fabuła Diablo była na poziomie słabiutkich scenariuszy do AD&D (Advanced Dungeons & Dragons). Wiecie, co mam na myśli - wioska, podziemia, masa potworów do zabicia, no i - rzecz jasna - na samym końcu potężny, ostateczny wróg. Gdybym chciał poprowadzić mojej drużynie RPG scenariusz w podobnym stylu, ani chybił wygarbowaliby moją biedną skórę niemiłosiernie. A więc cóż, na litość Boską, miał w sobie ten Diablo? Otóż, moje miłe dziatki, Diablo miał wspaniałą otoczkę i atmosferę. Muzykę, która witała nas w Tristram, do dziś uznaję za jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek słyszałem w grze komputerowej. No i, rzecz jasna, Diablo miał doskonały i bezproblemowy multiplayer, na Battle Necie można było grać w cztery osoby. Możecie mi wierzyć lub nie, ale to właśnie dla Diablo kupiłem modem i pierwszą rzeczą po jego instalacji było uruchomienie gry. Nawet głowy nie zawracałem sobie trybem dla jednego gracza - dopiero później przeszedłem grę w singlu, ale to już nie było to, co z przyjaciółmi z B-Netu. Markus, Rohan, Nubarus, Holger, Jennefer, nie sposób wymienić mi wszystkich ludzi, których poznałem w sieci na kanale POL-1. Ba! Zapisałem się nawet do jednego z licznych klanów. To były piękne czasy. Ale, jak to mówią, po wieku złotym musi nadejść ten gorszy, srebrny. Tak też stało się z Diablo, w pewnym momencie cheaterzy, których szczerze nienawidzę, rozpanoszyli się na B-Necie. Przestałem grać, ale znajomości pozostały. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy drugiej odsłony Diablo.

No i doczekałem się. To nic - myślałem sobie - że czekałem aż cztery lata; w międzyczasie zdałem maturę i teraz byczę się na studiach, ale w końcu mam GO. A że Diablo II powstawał dłużej, niż wielkie produkcje Hollywoodu, cóż... Pokonałeś Pana Terroru, nieprawdaż? Widziałeś, jak Twój bohater wchłania istotę Demona, poświęcając własne jestestwo? A jeśli powiem Ci, że wszystko to uczyniłeś nadaremnie. Tak! Teraz sam stałeś się NIM i zagrażasz światu. Co Ty na to?

Diablo II wita nas klimatycznym wprowadzeniem o doskonałej jakości; widzimy dziwnego pielgrzyma, który przybywa mroźną nocą do przytulnej gospody. Nieznajomy jest wycieńczony, ogromny miecz żłobi posadzkę karczmy. Coś wisi w powietrzu. Nagle Diablo przejmuje kontrolę na nami - tak, to Ja, Ty graczu ciągle podążamy na wschód w nieznanym celu. Moc Diablo przywołuje pomniejsze demony i kościotrupy, gospoda staje w płomieniach - swoją drogą upewniło mnie to w przeświadczeniu, że to muszę być Ja. Uwierzcie, że jako gracz RPG notorycznie podpalam karczmy, na świadka biorę każdego gracza z mojej drużyny! Tak więc zadanie jest proste, drogi graczu. Mroczne siły znowu znalazły drogę do naszego świata. I oczywiście jesteś jedynym ratunkiem - jak zawsze zresztą...


Fabuła jest niezbyt wyszukana. Oto Diablo powoli przejmuje kontrolę nad swym niedoszłym pogromcą. Pragnie zrealizować iście szatański plan. Otóż, spętani mocą Kamieni Dusz, Mefisto i Baal uwalniają się z pomocą braciszka. Nawet interwencja Archanioła Tyraela nie zmieniła biegu wydarzeń. Tak oto piekielna trójca zstąpiła na ziemski padół, siejąc zniszczenie i śmierć. Lecz oto nadchodzi samotny bohater. Tylko on może przeciwstawić się demonicznym mocom przeklętych braci. Autorzy z Blizzarda chwalą się, że ich gra jest przede wszystkim znacznie dłuższa od swej poprzedniczki - trudno się dziwić, Diablo II zajmuje aż trzy kompakty.


Przed naszymi bohaterami stoi wiele niebezpieczeństw. Specjalnie napisałem bohaterami, gdyż w Diablo II mamy do wyboru kilka klas postaci, a dokładniej pięć - Amazonka, Nekromanta, Barbarzyńca, Czarodziejka i Paladyn. Niestety nie ma już ulubionego przez "sieciowców" potężnego maga z zakonu Vizjerei. Szczerze mówiąc, designerzy mogli się bardziej postarać - pięć postaci do wyboru to niezbyt dużo. A ten nieszczęsny Paladyn jest tak potrzebny, jak psu kredki. Nie można było chociaż zmienić go na jakiegoś rycerza zakonnego? Proszę, nie zrozumcie mnie źle. Ja po prostu nie cierpię Paladynów rodem z gier roleplaying - to chyba najdurniejszy wyrób american-fantasy, jaki mogę sobie wyobrazić - ot, to takie moje małe skrzywienie z czasów grania w Advanced Dungeons & Dragons. Oczywiście każda postać jest wyjątkowa. Nekromanta nie jest zbyt mocny w walce wręcz, może natomiast przywoływać umarlaki walczące za niego. Barbarzyńca potężnym rykiem potrafi wywołać panikę w szeregach wroga. Czarodziejka włada potężną magią żywiołów. Paladyn potrafi leczyć rany i jest chyba najbardziej uniwersalną postacią w grze.

Podczas wojaży po nieprzyjaznym świecie trafimy do takich miejsc, jak Zachodnie Królestwa - to właśnie tam znajduje się Tristram, lub raczej to, co z niego zostało. Następnie wyruszymy wyplenić diabelski pomiot na Wielkiej Pustyni Aranoch. Pożeglujemy też do owianego mgłą tajemnicy Królestwa Wschodu - pokrytego dżunglą Kedżystanu, którego starożytna stolica, Kurast, oblegana jest przez moce zła. A wszystko to przybliży nas ku ostatecznemu rozwiązaniu, ale nie będę Wam psuł hmm... niespodzianki...


Siłą Diablo II jest przede wszystkim ogromny bestiarusz: wszelkiej maści nieumarli, latające bestie, potężne upiory, jadowite pająki, są też pomniejsze demony. Na to wszystko mamy lekarstwo w postaci broni wszelakiego rodzaju i zastosowania. Będziemy tłuc, szarpać, ciąć, rżnąć, gwałcić, palić i zabijać..... Ekhem! Poniosło mnie troszeczkę, wybaczcie! Jakby nie było, arsenał jest ogromny - łuki, miecze, topory, berdysze, młoty bojowe, scimitary, kusze - to tylko część żelastwa oddanego ku naszej uciesze. O ogromnym wyborze pancerzy wspominać już chyba nie muszę. W walce wspiera nas magia zarówno w postaci czarów, jak i magicznych pierścieni. Standard, wszystko jak w jedynce, tyle, że więcej - zakrzykną uradowani gracze. A nie! Moje kochane misie, w kwestii rynsztunku i uzbrojenia Blizzard nie poszedł na łatwiznę. Oprócz "normalnie" umagicznionych broni i pancerzy, podczas rozgrywki odnaleźć można znacznie potężniejsze przedmioty, często posiadające więcej, niż dwie magiczne właściwości. Są też przedmioty unikalne, może być to jakaś legendarna broń czy pancerz. Dla wszystkich lubujących się w zbieraniu artefaktów stworzono Zestawy. Są to powiązane ze sobą potężne, magiczne przedmioty, które działając razem dają bohaterowi je noszącemu naprawdę potężne możliwości. Przykładowy zestaw to kolczuga, ciężkie bojowe rękawice i buty. Po połączeniu wszystkich trzech części postać zyskać może dodatkowy pancerz, ochronę przed ogniem, bonus do punktów życia itp.

Niestety, grając w Diablo II miałem wrażenie, że "już gdzieś to kiedyś...". Oprawa graficzna jest, *khem*, będę delikatny: oprawa audio-wizualna w Diablo II już w dniu premiery była troszeczkę przestarzała i czasami sprawia bardzo niemiłe wrażenie. Jak można było przez tyle lat spoczywać na laurach? Druga odsłona Diablo powinna nosić miano wersji 1.5 - wtedy wybaczyłbym te wszystkie niedociągnięcia. Musicie zrozumieć moje pretensje - czekałem na tę grę przez bite cztery lata. To szmat czasu w branży komputerowej rozrywki. W międzyczasie upowszechniły się wyrafinowane akceleratory grafiki trójwymiarowej. Wszędzie wdarł się trzeci wymiar.


Przerywniki filmowe w Diablo II są doskonałej jakości i robią piorunujące wrażenie zarówno pod względem wykonania, jak i dynamiki. Ktoś może zauważyć, że w roku 2000 można było zrobić pełnoekranowe przerywniki filmowe. Na tę przypadłość cierpi większość gier komputerowych. Dlaczego? Cóż, jeżeli nadal śnicie o pełnoekranowych cut-scenkach, to obejrzyjcie introdukcję do Crusaders of Might&Magic. Piksele wielkości cegły, od razu z rozkoszą powrócicie do "uciętych" filmików z DII.

W Diablo II poprawiono nieco wygląd postaci - potężnemu Barbarzyńcy podczas biegu fantazyjnie obija się o plecy kucyk. Nareszcie zakładając kolczugę i czepiec kolczy na łeb naprawdę na ekranie postać będzie nosić te przedmioty. Ale ha! Przekładanie broni z ręki lewej do prawej nic nie zmienia. Nasz dzielny wojak nadal dzierży oręż w tej samej dłoni. Ale to mało znaczące detale, nie można mieć przecież wszystkiego. Na szczęście muzyka jest równie doskonała, jak w pierwszej części i zasługuje (z małymi wyjątkami) na szczere słowa uznania. Głosy postaci dobrane są całkiem nieźle - opisuję polską wersję językową. Chociaż podczas introdukcji denerwowało mnie wyciszenie tła na rzecz głosu polskiego lektora.

Jednak największym atutem i siłą Diablo zawsze była rozgrywka w sieci. I owszem, usprawniono działanie gry w trybie multiplayer. Aż ośmiu graczy może zanurzyć się w zatęchłe labirynty, tropiąc zastępy demonów. Zdaje się, że zapowiadano więcej graczy na raz, ale osobiście uważam, że ósemka graczy to aż nadto. W porównaniu z taką Ultimą Online czy Everquestem, gdzie na jednym serwerze mogą bawić się tysiące graczy, druga odsłona Diablo wypada dosyć mizernie. Nie możemy zapominać, że rozgrywka w Diablo II ma całkowicie inną filozofię. Chatroom doskonały w jedynce, w dwójce jest mniej estetyczny. Na dole napaćkane są wizerunki graczy - po co takie "innowacje"?

Ciężko mi jednoznacznie ocenić Diablo II. Do części pierwszej żywię bardzo ciepłe uczucia. Na kontynuację czekałem zbyt długo, a w międzyczasie wydano wiele wspaniałych gier. Trójwymiar stał się standardem. To, co zachwycić mogło w roku 1998, w 2000 stało się już lekko przestarzałe. Do tego dochodzą niemałe, jak na owe czasy, wymagania sprzętowe - 64 MB RAM to stanowczo zbyt mało, a pod maską powinno znajdować się coś więcej, niż poczciwe 300 MHz. Takie czasy - można by rzec. Owszem, można grać na słabszej konfiguracji, ale kiedy na ekranie rozpocznie się krwawa jatka, to często framerate jest tak niski, że praktycznie znika cała przyjemność z zabawy.

Kiedyś śniłem o zrecenzowaniu drugiej części Diablo. W ciemno i bez zastanowienia wystawiałem dziewiąteczkę. Liczyłem na doskonałą grafikę. Zawiodłem się. Diablo II jest TYLKO grą DOBRĄ. Niektóre gry mają duszę, a niektóre są jedynie wyrobem dobrego rzemieślnika. Diablo II jest rzemieślniczą produkcją, którą otacza nimb legendy poprzednika. Trudno jest przebić się przez mgłę superlatyw, którymi zarzuca nas niemiłosiernie Blizzard. Diablo to gra legenda, Diablo II to jedynie kontynuacja, nic nie wnosząca do historii gatunku. Odnoszę wrażenie, że projekt Diablo II był tak ambitny, że przerósł ekipę Blizzarda. Zapowiadano cuda, wyszło niestety średnio. Nikogo za to nie winię, tak to już jest z grami, które powstają zbyt długo. Stanisław Jerzy Lec napisał: "Choćbyś krowie dał kakao, nie wydoisz czekolady". Blizzard krowie nie dał nic, a z uporem maniaka chciał wydoić czekoladę i to nie byle jaką, bo z chrupiącymi orzeszkami i bitą śmietanką.


Nie będę ukrywał, że swego czasu za tę recenzję posypały się na mnie gromy od pragnących mojej krwi miłośników Diablo – pocztę z „życzeniami” przechowuję na dyskietce do dziś! Wybaczcie, ale nic na to nie poradzę. Firmę Blizzard pamiętam jeszcze z czasów, kiedy tworzyła rachityczne, bezmyślne, scrollowane bijatyki na różnej maści konsole, wspierając się licencją amerykańskiego giganta komiksowego – DC (wspomnę tylko o jakże nędznym tytule „Death and return of Superman” na platformę Super Nintendo czy też głupawe wyścigi „Rock'n'Roll Racing”). Tak więc nie padam automatycznie plackiem przed produkcjami z Logo wielkiego „B”.

2