felietony

Jak granie stało się frontem wojny?

6
24 listopada 2019, 14:01 Krzysztof Wołk

Niedawno media obiegła informacja o tym jak gracze "Overwatch" zamienili chińską postać z gry w symbol protestów, ponieważ debata na temat miasta rozprzestrzenia się również w świecie gier wideo.

 

 

Gdybyśmy potrzebowali więcej dowodów na to, że przecięcie memów, gier, kapitalizmu i polityki jest elementem definiującym współczesną rzeczywistość globalną, to teraz mamy kolejny argument, czyli walkę pomiędzy protestującymi z Hongkongu a autorytaryzmem chińskiego rządu. Do niej właśnie włączyła się postać z gry FPP.

W grze Overwatch od firmy Blizzard, postać Dr. Mei-Ling Zhou jest klimatologiem, który zamraża się w kriokomorze podczas katastroficznej burzy. Dziewięć lat później budzi się w świecie, który pogrążył się w głębokim załamaniu i musi wykorzystać swoje specjalne moce związane z zimną pogodą (jak jej mrozo-odrzutowy Blaster) przeciwko różnym wrogom.

W pewną środę o poranku Mei znalazła nowego przeciwnika, czyli Chińską Partię Komunistyczną. W teledysku wideo zatytułowanym "Mei Stands with Hong Kong", opublikowanym przez sympatyków ruchu protestacyjnego w Hongkongu, prowokacyjne politycznie chińskie napisy i splecione nagrania z protestów są umieszczane w około dwu minutowym nagraniu.

W teledysku zaraz po tym, jak na ekranie pojawia się zdjęcie bardzo niepopularnej szefowej rządu Hongkongu Carrie Lam, Mei jest pytana przez innego bohatera Overwatch, Winstona, czy może pomóc nam zmienić ten bezwzględny świat.

Mogę, odpowiada. Następnie opuszcza bazę na Antarktydzie, ciągnąc za sobą przyczepę pełną broni, wspominając chińskich bohaterów i słów powszechnie używanych w odniesieniu do wolności, sprawiedliwości, równości i praw człowieka.

Bezpośrednim katalizatorem powstania filmu była decyzja Blizzarda o ukaraniu gracza z Hongkongu za publiczne wspieranie ruchu protestacyjnego w transmisji na żywo z gry Hearthstone. Akcja rozwścieczyła miłośników wolnego słowa i amerykańskich polityków.

Motywacje Blizzarda były oczywiste. Kalifornijska firma zajmująca się grami nie tylko czerpie około 12% swoich rocznych przychodów z regionu Azji i Pacyfiku, do tego Tencent - jedna z największych korporacji internetowych w Chinach, posiada prawie 5% udziałów w Activision, spółce macierzystej Blizzarda. Tencent jest również właścicielem 100% Riot Games, twórcą ogromnego międzynarodowego hitu League of Legends i 48% Epic Games, twórcy jeszcze bardziej popularnego Fortnite.

Można powiedzieć, że samo stworzenie Mei, czyli pierwszej wyraźnie chińskiej postaci w grze było bezpośrednim ukłonem w stronę ogromnej obecności Chin w postępującej globalizacji kultury gier. Zarówno w latach 2017 i 2018  Chiny były właścicielem największego na świecie rynku gier hazardowych mierzonego przychodem brutto. W ten sam sposób, w jaki budżety hollywoodzkich filmów konstruowane są z myślą o ważnym chińskim kliencie (i chińskiej cenzurze), gry skierowane na rynek globalny coraz częściej uwzględniają standardy, które przemawiają do chińskiej publiczności, aczkolwiek z różnym sukcesem.

Jeśli jednak ktoś chcę się bawić w globalizację kultury, to tak naprawdę ona będzie się z nim bawić. Obecność Chin na międzynarodowej scenie gier hazardowych jest słusznie postrzegana jako dowód ich wzrostu gospodarczego i potencji popkulturowej, ale oznacza to również, że są one uczestnikiem dialogu, nad którym rząd w Pekinie nie może w pełni zapanować. Świadomym celem graczy wspierających Hongkong, którzy zbierają się w internecie, w miejscach takich jak Reddit, jest zmiana bodźców biznesowych Blizzarda i innych firm. Ich nadzieją jest to, że jeśli "Mei Stands With Hong Kong" stanie się symbolem to Hongkong zdecyduje się użyć postaci Blizzarda, aby stała się maskotką ruchu wolnościowego. Wtedy Chiny będą zmuszone zakazać Overwatch w Chinach, niszcząc rentowność Blizzarda.

Blizzard nie odpowiedział na pytania dotyczące zmiany przeznaczenia Mei na bojownika o wolność w Hongkongu, ale staje się jasne, że wchodzimy w najwcześniejsze etapy narracji, w której kultura gier i polityka międzynarodowa stają się coraz bardziej nierozerwalne i związane. Zdolność Chin do kontrolowania mowy w ramach własnego kraju jest dobrze znana. Ale wysiłki Chińskiej Partii Komunistycznej na rzecz kontrolowania wypowiedzi poza granicami Chin, czy to przez kierownika zespołu Houston Rockets, animowane show South Park, czy kochających wolność użytkowników mediów społecznościowych, to wyzwanie cenzury już na zupełnie innym poziomie.

Łatwo jest wyszydzić perspektywę, że kilka memów, jakkolwiek znanych, będzie miało jakikolwiek wpływ na zamiary Chińskiej Partii Komunistycznej. Ale jedną z charakterystycznych cech protestów w Hongkongu jest to, że są one prowadzone i organizowane przez pokolenie młodych ludzi, którzy mają wpływ na środowisko międzynarodowej kultury, gier i hazardu. Pojawienie się e-sportu jako zjawiska popkulturowego i ekonomicznego zjawiska globalnego od dawna odnotowuje silną obecność w Azji. Zaczęło się to mniej więcej wtedy, kiedy koreańscy gracze Starcraft zaczęli dominować na świecie w latach 90-tych.

Trudno sobie wyobrazić, że projektanci gier Blizzarda, mogli przewidzieć, że niektóre z ich fikcyjnych kreacji zostaną włączone do zmagań ucieleśniających implikacje życia i śmierci dla praw człowieka i wolności wypowiedzi. Jednak z perspektywy czasu wydaje się to nieuniknione. Pokolenie wychowane, by wierzyć, że wszystko jest możliwe w nieskończonym świecie wirtualnych rzeczywistości o wysokiej rozdzielczości, może być usprawiedliwione za naiwne przekonanie, że z równą łatwością możliwe są przeobrażenia w ich realnej fizycznej egzystencji.

 
Makavcio2Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Makavcio22019.11.24, 15:02
11#1
To już drugi tekst, przed którego napisaniem autor powinien był wziąć dziesięć głębokich wdechów i powściągnąć rewolucyjny entuzjazm. Dlaczego? Bo pomimo ocierającej się czasami o wstęp do histerii narracji, w rzeczywistości nie zmieniło się nic. Tym bardziej, jeśli popatrzeć trochę szerzej i uwzględnić mniej wygodną dla tej narracji część historii, tutaj pominiętą. Zresztą nawet z samego tekstu nie wynika, by ta cała zabawa z memami miała jakikolwiek realny sens.

Bo co się zmieniło realnie?
Nic. Nawet wspomniany na początku gracz jest dalej zbanowany (oddali mu tylko część skonfiskowanej kasy), a cenzura przekazów z gier się nawet zaostrzyła. Fajnie, że sobie młodzież robi śmieszne filmiki, ale firmy 'dotknięte' tym skandalem nie zauważyły i nie zauważą tego tam, gdzie się to liczy, czyli w portfelach. To jest trochę tak jak tutejsze forumowe plucie na intela i nvidię, po czym co kilka miesięcy jest wielkie niedowierzanie, że tylu bojowników wylało tyle śliny, a tu kolejne rekordy przychodów.
Kiedy za rewolucję biorą się ludzie, którzy wolą umrzeć na stojąco niż żyć na kolanach, a w rzeczywistości 24/7 konsumują na siedząco, nic się zmieniać nie będzie.

A co z drugą stroną narracji, o której mowa wcześniej?
Chiny to gigantyczny rynek, który spokojnie poradzi sobie bez reszty świata. Przychody takiego Tencenta realizowane są z rzeczy, o których w Europie często nikt nawet nie słyszał. Trwające zwłaszcza w polsce przekonanie, że Europa jest pępkiem świata, a kraj prywiślański to już w ogóle cud nad cudami, o którym reszta galaktyki (z Żydami na czele) myśli od rana do nocy, to już od bardzo dawna zwykłe urojenie. To o względy Chin się zabiega, a nie odwrotnie. I Chińczycy mogą to spokojnie robić, bo mają ponad miliard ludzi, którym to wszystko odpowiada i którzy to popierają. Beatyfikowani często na Zachodzie chińscy dysydenci w ojczyźnie uważani są przez zwykłych ludzi za wrogów. Burzycieli spokoju.

W charakterze post scriptum może jeszcze dodam taki reality check:
kiedy Unia Europejska wraz m.in. z Kanadą i Australią potępiała Chiny za tworzenie obozów koncentracyjnych i 'znikanie' ludzi bez śladu, takie miłujące wolność narody jak polacy i Węgrzy, odmówiły dołączenia do wspólnego stanowiska Zachodu, tym samym udzielając wsparcia Chinom.

Dzieci w Afryce nie nakarmisz lajkami, świata nie zmienisz komciami.
XiaomiGorsze93Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
XiaomiGorsze932019.11.24, 19:30
Tak jak poprzednik, uważam, że aż tak wiele się znowu nie zmieni. Chiny mają właściwie nieograniczone zasoby ludzkie i z całą stanowczością mogą...po prostu zignorować nieprzychylne komentarze i jakieś próby wpłynięcia na ich decyzje.

Tak samo po prostu stać ich na to, żeby rynek nawet, w razie niekorzystnego zwrotu akcji, po prostu zamknąć. I to nie tylko w e-sporcie - ich stać na bycie w pełni samowystarczalną gospodarką i państwem, mającym całą resztę świata w dupie.
Pisanie i usilne przekonywanie się o tym, jak to my, Europa i USA jesteśmy wciąż centrum świata i jak to od nas wszystko zależy, to bujda na resorach i mokre sny, a nie fakty. Sumarycznie mamy może połowę zasobów ludzkich, jesteśmy pozbawieni dużej ilości technologii, która tam po prostu jest opanowana, jesteśmy gorsi właściwie na każdym polu (może poza podejściem do jednostki - tam ona się nie liczy, tu - niekoniecznie jest AŻ TAK źle).

Więc jak słyszę, że USA zablokuje technologie 5G i Chińczycy przez to stracą miliardy, to mnie śmiech ogarnia. Bo nie dość, że nie stracą (odkują się u siebie i w państwach ościennych), to jeszcze będą mogli rozwijać ją bez oglądania się na traktaty i kręcenie nosem innych o 'równouprawnienie'. Jak słyszę, że zachód przestanie brać od Chińczyków towary, sprzęt itd - to samo. Chińczycy nie ucierpią, sprzedadzą może i z mniejszym zyskiem na rynku lokalnym, ale będą mieć towaru w dużym zapasie (czego o reszcie świata powiedzieć nie można) i koniec końców to wojujący zachód będzie musiał położyć po sobie uszy i grzecznie przeprosić za odstawianie cyrków, albo nie dostanie nic.

Tak samo nie zmienią nic wszelkiej maści 'rezolucje', debaty, publiczne potępienia (to ma w prawdziwym świecie jeszcze mniej sensu, niż w takiej Cywilizacji, gdzie już jest nic nie znaczącą popierdółką), traktaty, zakazy itd. Chińczycy na większość z tego się po prostu nie zgodzą (bo przecież nie muszą). I potem najpewniej skończy się tak, że Europa i 'świat cywilizowany' będzie się żyłować ponad miarę, żeby było eko, żeby było fit, żeby było poprawnie politycznie, bezemisyjnie, zgodnie z mniejszościami itd, a Chińczycy i tak wyświadczą światu niedźwiedzią przysługę, robiąc po swojemu. Z resztą, Indie to samo, choć oczywiście tam cały ten zamordyzm i co najmniej niepokojące praktyki są zdecydowanie rzadsze.

Radzę mimo wszystko trochę ochłonąć, kilka memów na reddicie czy wątków na 4chanie świata na pewno nie zmieni. W porywach to może zmienić życie niewielkiej grupy, ale Chiny są za duże i zbyt wyizolowane dla przeciętnego obywatela (pamiętajmy, rating zapewne spada za przeglądanie imperialistycznych i wywrotowych moralnie treści z zachodu), żeby wywołało to tam jakieś poruszenie. Ponadto, sami obywatele są już tak nauczeni - tradycja rzecz święta, u nas zawsze tak było, nie ma sensu nic zmieniać itd. Jak ktoś nie chce zauważyć problemu, to po prostu to zignoruje. A propaganda i strach przed wyjściem przed szereg zrobi resztę.
anemusZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
anemus2019.11.24, 20:34
Powinniście sobie odpuścić i się nie mieszać. Szczególnie jak nie wiecie o co cała afera. 'Protestujący' to jak wszędzie sfrustrowani ludzie, którzy w tym mieście kontrastów (skrajnej biedy i bogactwa) potrzebowali tylko iskry, byle pretekstu by wybuchnąć. Wykorzystały to służy USA i UK do wywołania zamieszek mających im pomóc w trwającej wojnie z Chinami. Wojnie już nie tylko handlowej.
Pomyśleć, że zaczęło się od ukrywania się w Hongkongu morderców-psychopatów i mafiozów ściganych na Tajwanie i w kontynentalnych Chinach. Takich zwykłych ludków, którzy komuś poderżnęli gardło czy handlowali prochami i nikt nie miał wątpliwości, że trzeba coś z nimi zrobić.
mjwhiteZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
mjwhite2019.11.25, 08:37
XiaomiGorsze93 @ 2019.11.24 19:30  Post: 1224129
ich stać na bycie w pełni samowystarczalną gospodarką i państwem, mającym całą resztę świata w dupie.


Nie, nie stać. Potrzebują tak jak inne gospodarki chociażby wielu surowców z całego świata, dlatego nie ma i nie będzie samowystarczalnego państwa.


Pisanie i usilne przekonywanie się o tym, jak to my, Europa i USA jesteśmy wciąż centrum świata i jak to od nas wszystko zależy, to bujda na resorach i mokre sny, a nie fakty.


Znowu nie tak. My i UE, ok ale USA wciąż są potęgą zarówno gospodarczą jak i militarną, i długo się to nie zmieni. Bilans handlowy to jeszcze nie wszystko.
AnannkeZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Anannke2019.11.25, 19:23
mjwhite @ 2019.11.25 08:37  Post: 1224166

Znowu nie tak. My i UE, ok ale USA wciąż są potęgą zarówno gospodarczą jak i militarną, i długo się to nie zmieni. Bilans handlowy to jeszcze nie wszystko.

Gospodarczo są potęgą ale militarnie to taki gruby dzieciak, który nie zdał dwukrotnie do kolejnej klasy i wyżywa się na najmniejszych. USA od czasów 2 wojny światowej nie prowadziło symetrycznej wojny. Dobrze wyglądają okładając wielokrotnie słabszych od siebie (np.: Irak i to jeszcze w koalicji) ale biorąc udział w wojnach zastępczych już tak nie błyszczą.
Heinrich07Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Heinrich072019.11.26, 13:01
-1#6
'Znowu nie tak. My i UE, ok ale USA wciąż są potęgą zarówno gospodarczą jak i militarną, i długo się to nie zmieni. Bilans handlowy to jeszcze nie wszystko.'

To radzę sobie przejrzeć najnowsze symulacje wojenne i zajrzeć do najnowszego raportu amerykańskiego think-tanku. Ameryka nie jest w stanie prowadzić wojny np. na dwa fronty. A na pewno nie z Chinami.

Bilans handlowy to nie wszystko? To ciekawe, czemu USA tak desperacko próbują z Chinami wojować na cła, co jak widać marnie im się udaje :E
Zaloguj się, by móc komentować
1