artykuły

Klasyka na Święta - ogniem, magią, krzyżem i mieczem!

25 grudnia 2003, 01:51 Piotr "CarnAge" Czyszczoń
Oprawa audio-wizualna: Vampire - gra XXI wieku?

Tak, moi drodzy, Vampire: The Masquerade - Redemption ma doskonałą, jak na swój wiek, oprawę graficzną. Nietrudno zachwycić się średniowieczną Pragą czy też cudownymi alejkami Wiednia. Oczywiście zgodnie z najnowszymi trendami, Vampire jest grą wykorzystującą dobrodziejstwa akceleratorów trzeciego wymiaru. Grając w Redemption zastanawiałem się, do czego mógłbym porównać grafikę tej doskonałej gry. Wychodzi na to, że jedynym konkurentem w dniu premiery, pod względem zaawansowania graficznego, jest jedynie dziewiąta odsłona słynnej Ultimy. Zarówno w Vampire, jak i w Ultimie IX, grafika jest trójwymiarowa, jednakże osobiście uważam, że przy grze teamu Nihilistic Software, Origin ze swoją Ultimą wypada bardzo blado. Przede wszystkim, modele postaci w Vampire wydają mi się ciut lepsze od tych w Ultimie. Wystarczy przyjrzeć się twarzy Christofa - prawdziwa rewelacja. Najlepsze jest jednak to, że tak przyzwoita grafika nie została w "Wampirze" okupiona drakońskimi wymaganiami sprzętowymi. Vampire uruchamiałem na maszynie z procesorem... Pentium III 633 MHz, z akceleratorem GeForce2 GTS. Nawet na tak archaicznym dziś sprzęcie gra zachowuje się absolutnie doskonale, nawet w ekstremalnie wysokich rozdzielczościach i 32-bitowej palecie kolorów. Nie muszę chyba wspominać, że na tej samej konfiguracji ostatnia odsłona Ultimy działała, no cóż... delikatnie mówiąc... średnio. Engine zasługuje na piątkę z dużym plusem, do dziś postarzał się tylko nieznacznie.


XVII-wieczny Wiedeń to prawdziwy majstersztyk, duże brawa dla designerów - budynki i uliczki wyglądają jak żywe. Owszem, ulicami przemyka ciut mało przechodniów, no ale ludzie nie włóczą się raczej po nocach.

Muzyka jest doskonałym uzupełnieniem uczty graficznej. Klimatyczne utwory wzmagają mroczny klimat tej wspaniałej gry. Efekty dźwiękowe są znakomitej jakości, a głosy postaci są doskonale dobrane.

Multiplayer: To, co każdy prawdziwy Wampir uwielbiać powinien

Żadna produkcja tej klasy co Vampire: The Masquerade - Redemption, nie może istnieć bez opcji gry zespołowej w sieci. I owszem, "Wampir" posiada tę opcję, można grać zarówno przez kabelek z kolegami z bloku (LAN), jak i z całym światem przez internet. Do tego wystarczy oryginalna wersja programu, no i oczywiście masa wolnego czasu. Jednak jeśli sądzicie, że opcja multiplayer została potraktowana po macoszemu - ot, kilka plansz i granie w kilka osób, nabijanie punktów doświadczenia na zastępach potworów - to grubo się mylicie! I to bardzo grubo.


Zapewne sporo z Was, drodzy Czytelnicy, zagrywa się w Neverwinter Nights, grze osadzonej w jednym ze światów Dungeons & Dragons. Jedną z najbardziej reklamowanych atutów tej produkcji był niesamowity tryb multiplayer, pozwalający na tworzenie własnych scenariuszy i możliwość wprowadzenia do gry Mistrza Gry, narratora trzymającego pieczę nad całością rozgrywki. Do czego zmierzam w tym wywodzie? Otóż Vampire... również zawiera taką opcję.

W grze może uczestniczyć czterech graczy, w tym jeden z nich będzie prowadził scenariusz w wybranym przez siebie okresie (Londyn i Nowy Jork w XX wieku, albo średniowieczna Praga). W każdej chwili Narrator lub, jak kto woli, Mistrz Gry, może wpłynąć na rozwój wydarzeń. Może przywołać nowych NPC (Non-Player Character) - bohaterów niezależnych. Wcielić się w nich i konwersować z graczami. Jak dla mnie - rewelacja. Zaznajomienie się z kreatorem dołączonym do gry trwa zaledwie kilka godzin. Wszystko jest bardzo proste i intuicyjne.

Podsumowanie: Wampir - moja "nowa" miłość

Cóż mogę napisać na zakończenie? Że gra jest doskonała pod każdym względem? Że posiada doskonałą oprawę graficzną i muzyczną? Owszem, ale Vampire: The Masquerade - Redemption to nie tylko udana gra. "Wampir" to w pierwszej kolejności mroczna opowieść o potężnej, a jednocześnie tragicznej istocie poszukującej swego wewnętrznego "ja". Wampir w wersji cyfrowej, owszem, różni się nieznacznie od swego fabularnego pierwowzoru. Można zarzucić mu pewną infantylność i spłycenie, lecz porusza te same problemy, ma tę samą mroczną, niejednoznaczną duszę i klimat.

Od razu deklaruję. Jestem graczem RPG. Uważam gry fabularne za jedną z najlepszych form rozrywki. Niezbadane światy fantasy, mroczne i cuchnące zaułki Warhammerowskiego Parravonu czy Nuln znam jak własną kieszeń. Przemierzałem góry i lasy w poszukiwaniu Palantiru. Odkrywałem i nadal odkrywam tajemnice Przedwiecznych w "Zewie Cthulhu". Rzecz jasna Świat Mroku - w którym dzieje się między innymi "Wampir" - znam nie od dziś. Ponad osiem lat grania i "mistrzowania" w grach Roleplaying pozostawia pewien ślad na mojej osobie. Być może dlatego tak krytycznie podchodzę do gier komputerowych, które recenzuję. Zawsze znajdę jakieś "ale", którym potrafię pogrążyć grę w paskudnym błocku.


Vampire: The Masquerade - Redemption jest niestety grą bardzo liniową, ale nadrabia braki świetną, dosyć kontrowersyjną, poruszającą temat wiary i człowieczeństwa fabułą. Sporym atutem jest oczywiście opcja gry w sieci, która jest prawdziwą rewelacją i potrafi zadowolić nawet takich zblazowanych graczy, jak moja skromna osoba. Vampire: The Masquerade - Redemption w dniu premiery w naszym pięknym kraju kosztowała niebotyczne wręcz pieniądze. Oficjalna cena 199 złotych zdołała skutecznie odstraszyć potencjalnych klientów. W międzyczasie Vampire: The Masquerade - Redemption pojawił się jako Cover CD w jednym z czasopism. Na dzień dzisiejszy program kosztuje zaledwie 49 złociszy.

2