artykuły

HTC 10 – test flagowca HTC z ambicjami

Nowe rozdanie HTC

38 7 maja 2016, 16:00 Mieszko Krzykowski

Normalny aparat we flagowcu HTC

Powyższy nagłówek wygląda trochę dziwnie, prawda? ;) Inżynierowie HTC przez kilka ostatnich lat bardzo się nakombinowali, żeby udziwnić uatrakcyjnić aparaty w swoich kolejnych flagowcach i jakoś wyróżnić je z tłumu. I przeważnie kończyło się to przekombinowaniem. „Ultrapiksele”, podwójne aparaty, ściganie się na liczbę punktów matrycy – pomysłów było dużo, lecz rezultat zawsze był taki sam, czyli smartfon z aparatem może i ciekawym, jednak gorszym od konkurencyjnych konstrukcji pod najważniejszym względem: jakości zdjęć. 

W HTC 10 w końcu postawiono na sprawdzone rozwiązania: matrycę Sony IMX377 o rozdzielczości 12 MP, wykorzystaną i chwaloną w ubiegłorocznych Nexusach, optyczną stabilizację, laserowy autofokus i dwukolorową lampę błyskową. Czyli najbardziej zaskakuje to, że... tak naprawdę nic nie zaskakuje, w każdym razie na papierze ten aparat wygląda bardzo sensownie i solidnie, zupełnie jak nie w urządzeniu HTC.

Oprogramowanie

Oprogramowanie aparatu zostało napisane w znacznej mierze od zera i najkrócej można je określić jako poprawne. Nie przytłacza zbyt dużą liczbą przycisków, wysuwanych menu i funkcji, a te, które są, zostały sensownie rozmieszczone (zachęcamy programistów Huawei, by podpatrzyli u HTC, jak to się robi :)). W podstawowym trybie automatycznym widoczne są dwa przełączniki (przełącznik trybu HDR i przełącznik zarządzania lampą błyskową), uchwyt wysuwający menu z trybami działania aparatu i zaawansowanymi ustawieniami, przycisk spustu migawki, prowadząca do galerii miniaturka ostatnio wykonanego zdjęcia, przycisk przełączający na tryb wideofilmowania i przycisk przełączający między przednim a tylnym aparatem. Czyli jest tak prosto i intuicyjnie, jak to tylko możliwe. Bardzo nam się podoba to, że po dotknięciu ekranu w dowolnym miejscu podglądu kadru pojawia się na nim klasyczny fotograficzny „celownik”, a obok niego – suwak kompensacji ekspozycji. Wystarczy więc przesunąć pacem po wyświetlaczu do góry albo do dołu, by rozjaśnić lub przyciemnić zdjęcie. Rozwiązanie nie jest nowe, ale okazuje się bardzo wygodne i przydatne.


  

  


Więcej dodatkowych przycisków i przełączników jest do dyspozycji po przejściu do trybu Pro. Da się w nim ręcznie ustawić odległość ostrzenia, balans bieli, ISO i czas naświetlania. Nie jest to więc najbardziej rozbudowany tryb ręczny, ale jest w nim to, co najważniejsze. W trybie Pro można też wykonywać zdjęcia w formacie RAW, zapisywane w plikach DNG. System HTC 10 jest też w pełni kompatybilny z Camera2 API, więc ktoś, kto potrzebuje jeszcze większej kontroli nad aparatem, zawsze może skorzystać z rozbudowanych narzędzi fotograficznych dostępnych w Sklepie Play.

Jakość zdjęć

Czas na to, co najważniejsze, czyli omówienie jakości obrazu. W aparacie tym przede wszystkim musimy pochwalić jedno: wysoką jakość zdjęć w słabym oświetleniu. Biorąc pod uwagę to, jak dobrze z wysokim ISO radzą sobie aparaty Nexusa 5X i 6P, które są przecież oparte na tej samej matrycy co aparat HTC 10, raczej nie ma nic dziwnego w tym, że w połączeniu z optyczną stabilizacją zapewnia on tak dobre efekty. Szumy są bardzo dobrze kontrolowane, zdjęcia są nieporuszone – jest dobrze. Szkoda tylko, że autofokus w słabym oświetleniu jest dość niepewny i powolny, przez co czasem trzeba z nim powalczyć.

Przeczytaj także: Huawei P9 - test

Szczegółowość zdjęć jest dobra, ale nie zachwyca. Po przyjrzeniu się zapisanym kadrom z bliska widać, że drobne detale są rozmywane, a optyka aparatu ma problemy z aberracjami chromatycznymi i jest ostra tylko w centrum.

Reasumując, aparat HTC 10 jest o niebo lepszy niż w poprzednikach. Jego oprogramowanie jest szybkie i intuicyjne, jakość obrazu jest przynajmniej dobra (a w słabym oświetleniu naprawdę potrafi zaskoczyć – o ile uda się prawidłowo ustawić ostrość) i ogólnie jest to aparat, który powinien zaspokoić potrzeby zdecydowanej większości smartfonowych fotografów. Tak naprawdę mamy z nim tylko dwa problemy: jeden z nich nazywa się Samsung Galaxy S7, a drugi – Huawei P9. Aparaty montowane w obu tych modelach po prostu przekonują nas do siebie trochę bardziej. Różnice nie są duże, ograniczają się do szczegółów, ale prawda jest taka, że gdybyśmy testowali aparat HTC 10, zanim dostaliśmy do przetestowania wspomniane przed chwilą flagowce, wywarłby on na nas znacznie większe wrażenie. A tak mamy poczucie, że pewne rzeczy można było zrobić trochę lepiej.


 

Przykładowe zdjęcia

  

  

  

     


Przykładowe panoramy

 

A co z przednim aparatem?

HTC chwali się tym, że „Dziesiątka” to pierwszy smartfon z dwoma stabilizowanymi aparatami, bo w optyczną stabilizację wyposażono obiektyw nie tylko tylnego, ale też przedniego. Pięciomegapikselowa matryca, stabilizowany obiektyw z przysłoną F/1.8 i tryb HDR – dość imponująca specyfikacja, jak na aparat do autoportretów. Niestety, nie stoi za nią równie imponująca jakość obrazu. Wykonanie kilku zdjęć szybko wykazało, że brakuje im szczegółowości – wszystko wygląda, jakby było namalowane akwarelami (tak, wyłączyliśmy wszystkie tryby upiększania i cyfrowego makijażu).

Stabilizacja obrazu faktycznie bywa przydatna, ale nie aż tak bardzo, jak nam się początkowo wydawało. Po pierwsze, przez wspomnianą przed chwilą niską szczegółowość obrazu, która tylko się pogarsza w słabym oświetleniu, kiedy to stabilizacja powinna dawać najwięcej. A po drugie dlatego, że jest to starszy, dwuosiowy rodzaj stabilizacji, który nie umie w pełni wygładzić wszystkich drgań towarzyszących nagrywaniu wszelkiego rodzaju vlogów. Taka stabilizacja i tak jest lepsza niż jej brak, ale przedni aparat HTC 10 to nie jest zupełnie nowa jakość na rynku.


4