artykuły

HTC 10 – test flagowca HTC z ambicjami

Nowe rozdanie HTC

38 7 maja 2016, 16:00 Mieszko Krzykowski

HTC coraz bardziej odchudza Sense

W początkowej fazie przygód HTC z Androidem firma ta próbowała przerobić system Google na własną modłę (tak jak robiła to przez lata wykorzystywania Windows Mobile) i jej nakładka wręcz pękała w szwach od wizualnych i funkcjonalnych modyfikacji. Przez pewien czas miało to sens, bo pierwsze wersje „Robocika” nie były zbyt urodziwe, a w ich interfejsie brakowało bardzo wielu dość oczywistych rozwiązań (pamiętacie, ile czasu minęło, zanim w szufladce z powiadomieniami czystego Androida pojawiły się przełączniki Wi-Fi, Bluetooth itp.?). Jednak w pewnym momencie trzeba było zmienić strategię. Okazało się, że dotychczasowe podejście przestało się sprawdzać, a Sense UI coraz częściej było kojarzone nie z jakością i atrakcyjnym wyglądem, lecz z ociężałością. Z tego powodu HTC Sense zaczęło się zmieniać – stało się mniej cukierkowe i pod wieloma względami coraz bardziej przybliżało się do czystego Androida, co spotkało się z pozytywnym odzewem użytkowników. Najnowsza wersja tej nakładki kontynuuje ten trend i sprawia, że jest w niej jeszcze mniej HTC, a więcej... Google.


    


W wyglądzie interfejsu nadal widoczna jest ręka artystów HTC. Użyta paleta kolorów oraz styl wizualny ikon i widżetów są bardzo charakterystyczne i każdy użytkownik gadżetów tej marki szybko poczuje się jak w domu... z którego wyniesiono to i owo. Choć wiele rzeczy wygląda po staremu, czyli schludnie, i działa jak dawniej, czyli szybko, wiele innych zrobiło krok w stronę czystego Androida. Szufladka powiadomień została niemal bezpośrednio przeniesiona z Lollipopa (tylko dorzucono do niej skrót do kalkulatora). Ekran ostatnio użytych programów wygląda niemal dokładnie tak samo jak w czystym Androidzie (tylko dodano do niego przycisk Wyczyść wszystko). Zniknęło sporo rzadziej używanych opcji konfiguracyjnych. Jednak przede wszystkim pozbyto się wielu narzędzi, które dublowały standardowe produkty Google. Za większością z nich płakać nie będziemy (na przykład za kalendarzem HTC), ale mamy mieszane uczucia w związku z usunięciem odtwarzacza muzyki, filmów i galerii HTC, które były bardzo fajne i bardzo ułatwiały korzystanie z zasobów multimedialnych udostępnionych w sieci. Ich następcy, czyli Filmy Play, Muzyka Play i Zdjęcia Google, są... jacy są, czyli bardziej się skupiają na wciągnięciu użytkownika w świat usług i produktów sprzedawanych przez Google niż na tym, co najważniejsze, czyli łatwym i przyjemnym odtwarzaniu multimediów.

Tak naprawdę największą różnicą między nakładką HTC a czystym Androidem jest w tej chwili obsługa motywów, które można pobierać od HTC. Zmieniają one nie tylko tapetę, ale też kolorystykę interfejsu, ikony, dźwięki, tło szuflady narzędzi i tak dalej. Na dodatek w tej wersji Sense po raz pierwszy zaimplementowano tak zwane układy w stylu dowolnym. Po wybraniu jednego z nich systemowy ekran domowy zmienia się nie do poznania. Znikają z niego ikony, zastąpione tematycznymi naklejkami, które można umieścić w dowolnym miejscu, które mogą prowadzić do dowolnego programu i spod których można usunąć opis. Znudziła Ci się zwykła ikonka Gmaila? Nie ma sprawy! Od teraz klienta poczty możesz uruchamiać dotknięciem sowy. Albo statku kosmicznego. Na razie jednak trudno nam sobie wyobrazić biznesmena lubującego się w porządnych, metalowych smartfonach HTC i bawiącego się swoim dopiero co wyjętym z pudełka HTC 10 w... przesuwanie po ekranie grzybków i orzeszków. Inaczej mówiąc, w chwili pisania tego tekstu dostępnych jest tylko osiem układów tematycznych i wszystkie wyglądają tak, jakby stworzono je z myślą o młodszych użytkownikach smartfonów, a nie o potencjalnych odbiorcach tej dość ekskluzywnej słuchawki.


    

   


Ostateczna ocena nakładki HTC zależy więc w dużej mierze od tego, jak bardzo użytkownik lubi czystego Androida. W tej chwili Sense to jedna z najbardziej „nexusowych” nakładek – ze wszystkimi wadami i zaletami tego rozwiązania. Jest lekka, ładna i działa bardzo szybko, ale jeśli lubiłeś dodatkową funkcjonalność, którą zapewniały jej starsze wersje, możesz się poczuć trochę zawiedziony.

Airplay w smartfonie z Androidem? Proszę bardzo!

Nieco wyżej wspominaliśmy o tym, że w HTC 10 utrudniono dostęp do multimediów udostępnionych w domowej sieci i wysyłanie multimediów z telefonu do sieciowego odbiornika. Nie oznacza to jednak, że jest to niemożliwe. Otóż w ustawieniach systemowych znajduje się menu HTC Connect. Po wejściu do niego smartfon zaczyna wyszukiwać potencjalne odbiorniki obrazu i/lub dźwięku. Co ciekawe, wśród obsługiwanych standardów – oprócz, rzecz jasna, DLNA i Miracasta – znajduje się Airplay. HTC 10 jest więc pierwszym urządzeniem z Androidem, które bez kombinowania można połączyć na przykład z Apple TV. Jakoś się nie spodziewamy, że miłośnicy marki Apple raptem zaczną sprzedawać swoje iPhone'y i wymieniać je na HTC 10, ale być może komuś kiedyś przyda się ta funkcja.


 


Pierwszy „androidofon” z USB 3.1

Porty USB typu C pojawiają się w coraz większej liczbie smartfonów i tabletów, ale w większości z nich za nową wtyczką kryją się stare kontrolery USB 2.0 oraz ich pochodne. Tak jest w OnePlus 2, Huawei P9 i nowych Nexusach. Natomiast w LG G5 zdecydowano się na kontroler USB 3.0. Do tej pory jedynie najnowsze Lumie (950 i 950 XL) mogły się pochwalić obsługą najnowszej wersji standardu USB. W ramach testów podłączyliśmy do HTC 10 stację dokującą USB 3.1, wyposażoną w wyjścia HDMI i DisplayPort oraz kilka portów USB typu A. Efekt? Zero problemów po podłączeniu monitora 4K, myszki, klawiatury i nośnika USB.

Pod względem obsługiwanych technik łączności bezprzewodowej HTC 10 jest poprawną konstrukcją. Jest dostępny dwuzakresowy moduł Wi-Fi ac, ale nie tak nowoczesny jak w Galaxy S7 (czyli nie obsługuje MIMO i nie jest zgodny ze standardem 802.11ac Wave 2), choć dla zdecydowanej większości użytkowników nie będzie to miało żadnego znaczenia. Modem LTE radzi sobie z sieciami kategorii 9., moduł Bluetooth jest zgodny z wersją 4.2 standardu, a NFC... po prostu jest. Względem poprzednika w HTC 10 nastąpiły dwa kroki w tył: nie ma radia FM i portu podczerwieni.


Smartfony sprawdzamy w działaniu w sieci Plus LTE.

Jakość połączeń telefonicznych jest bardzo dobra, ale po smartfonie HTC nie spodziewaliśmy się niczego innego. Słuchawka jest świetna, anteny są mocne, a telefon – pomimo metalowej obudowy – nie ma kłopotów z „uściskiem śmierci”. Testy tego smartfona przypomniały nam też, jak bardzo przydają się porządne wbudowane głośniki w czasie korzystania z trybu głośnomówiącego.

Bardzo dobry skaner odcisków

Skanery linii papilarnych, mimo początkowych obaw i niechęci pewnych grup użytkowników do rozwiązań tego typu, na stałe zagościły w smartfonach i są jednym z ich ważniejszych elementów. W HTC 10 skaner umieszczono pod ekranem i jest on aktywny nawet wtedy, gdy telefon jest uśpiony, czyli jak w Nexusach i smartfonach Huawei, a nie jak w iPhone'ach i Samsungach (czyli po wciśnięciu jakiegoś przycisku). Nie mamy żadnych zastrzeżeń co do jego sposobu działania. Wystarczy przyłożyć do niego palec – i w 99% przypadków po niecałej sekundzie system zostaje odblokowany, więc skaner ten jest bardzo dokładny, szybki i bezproblemowy. 

Audio potraktowane poważnie

HTC od dawna podchodzi do tematu audio bardzo pieczołowicie. Poprzednie trzy generacje HTC One są znane z wysokiej jakości głośników stereo i wzorcowego wyjścia słuchawkowego. HTC 10 nawiązuje do tej tradycji, choć nie do końca w taki sposób, jak można by się spodziewać. Chodzi nam o wspomnianą na poprzedniej stronie kwestię zmiany konfiguracji głośników. Dlaczego nowość HTC nie przekonuje nas w pełni na tym polu?

Po pierwsze dlatego, że nowe przetworniki nie grają tak głośno jak te z „Jedynek”. Jak na smartfonowe głośniki, brzmią one bardzo ładnie i czysto i naprawdę da się w miarę sensownie posłuchać muzyki, ale po przesunięciu paska regulacji głośności maksymalnie w prawo trudno nie skomentować efektu inaczej niż czymś w rodzaju: „To już wszystko?”. W porównaniu z naszym redakcyjnym Nexusem 6 maksymalna głośność, choć niezła, nie jest zbyt imponująca. Jednak liczyliśmy na coś więcej.

Po drugie dlatego, że tak naprawdę większość dźwięku wydobywa się z dolnego głośnika, który w czasie grania i oglądania filmów często jest zasłonięty dłonią. Co prawda po całkowitym zasłonięciu go i tak coś słychać, jednak górny, „wysokotonowy” przetwornik okazuje się tylko dodatkiem do dolnego.

HTC 10 i tak jest dobrze grającym smartfonem i jego głośniki są o kilka klas lepsze od tego czegoś, co jest montowane w Samsungu Galaxy S7, ale nie jesteśmy do końca pewni, czy wprowadzone w „Dziesiątce” rozwiązanie to krok do przodu czy do tyłu.

Na szczęście nie mamy żadnych problemów z oceną jakości wyjścia słuchawkowego. DAC 24-bitowy, zintegrowany wzmacniacz słuchawkowy (niestety, na razie nie wiadomo dokładnie, jakie układy scalone znajdują się w torze audio), ulepszenia BoomSound z profilami DolbyAudio i możliwością utworzenia profilu dźwiękowego dostosowanego do uszu słuchającego (podobne rozwiązanie można znaleźć w smartfonach Samsunga) – wszystko to składa się na świetny rezultat. To jeden z najlepiej grających smartfonów. Jakość dźwięku jest znakomita, mocy jest wystarczająco dużo, by sprzęt mógł obsłużyć nawet bardzo wymagające słuchawki, a programowe ulepszacze dźwięku, choć puryści zupełnie je zignorują, zapewne przypadną do gustu zwykłym, nieaudiofilskim zjadaczom muzycznego chleba.


   


2