artykuły

IDF 2015 – wrażenia ogólne i podsumowanie

Intel w nie swoim żywiole

14
31 sierpnia 2015, 13:40 Mateusz Brzostek

Nowe zainteresowania Intela

Pamięć 3D XPoint

To produkt, który wzbudził chyba największe zainteresowanie analityków, dziennikarzy i przyszłych użytkowników. Intel we współpracy z Micronem produkuje, a wkrótce zacznie sprzedawać, pierwszą masowo wytwarzaną pamięć memrezystywną (pisaliśmy o niej w artykule „Intel i Micron prezentują Optane, czyli pamięć 3D XPoint”). Co więcej, w przeciwieństwie do wielu przełomowych technik ta nie pozostanie przez lata ograniczona do serwerów i superkomputerów: ma w przyszłym roku znaleźć się w zwykłych nośnikach SSD do komputerów osobistych.

Jeśli nie pamiętacie – Intel zaczynał właśnie od pamięci. Pierwszym produktem firmy była pamięć SRAM; do późnych lat 80. różne rodzaje pamięci ciągle były głównym źródłem zarobku korporacji.

Jedne z pierwszych produktów Intela: u góry pamięć EPROM z 1971 roku, u dołu pamięć EEPROM z 1980 r.

Jednak od dawna nie widzieliśmy na tym polu nic nowego. Postęp w dziedzinie pamięci skupiał się na przenoszeniu starych, znanych technik w coraz lepsze procesy technologiczne. Ostatni istotny wynalazek wymagający nowego podejścia do litografii, pamięć flash 3D NAND, albo V-NAND, został opracowany przez inne firmy. Pierwszy raz od dawna Intel zrobił użytek ze swoich chemicznych i litograficznych osiągnięć w dziedzinie innej niż procesory. Z tego punktu widzenia wygląda to naturalnie: opracowanie zdatnego do masowej produkcji memrystora jest odpowiednim wyzwaniem właśnie dla firmy, która od początku istnienia chciała przodować w fabrykacji.

Ale jaki można zrobić biznes na pamięci 3D XPoint? Mimo wszystkich zalet tej techniki – nie jest to oczywiste. I na początku, i jeszcze przez długie lata pamięć memrezystywna będzie znacznie droższa niż flash. Pewne branże bardzo potrzebują takiej pamięci i są skłonne za nią słono zapłacić, ale najlepiej zarabia się na tym, co jest tanie, ale potrzebne w ogromnych ilościach. Producenci pamięci flash najlepszy interes robią nie na SSD do naszych osobistych komputerów, a na pamięci do telefonów i kartach pamięci. Tymczasem 3D XPoint nie będzie dla przeciętnego użytkownika tak dużym skokiem w jakości użytkowania jak przesiadka z mechanicznego dysku twardego na SSD. Jeśli produkcja memrezystywnej pamięci nie stanieje radykalnie albo jeśli branża serwerowo-superkomputerowa nie zacznie jej pochłaniać na niespotykaną dotąd skalę, pozostanie to dla Intela pobocznym biznesem.

Kamery RealSense i robotyka

Drugim najważniejszym tematem IDF-u było dawanie maszynom ludzkiego wzroku – albo, bardziej prozaicznie, różne zastosowania kamer RealSense. Technika RealSense jest opracowywana od 4 lat. Zrodziła się z połączenia prototypowej kamery widzącej głębię obrazu i oprogramowania rozpoznającego gesty, stworzonego przez izraelską firmę Omek Interactive (przejętą później przez Intela).

Trójwymiarowa kamera to tak naprawdę dwie kamery i jeden reflektor. Jedna z kamer ogląda świat w paśmie widzialnym. Skomplikowany reflektor złożony z lasera i mikroelektromechanicznego (MEMS) zwierciadła oświetla otoczenie w paśmie podczerwonym. Druga kamera ogląda odbitą podczerwień; z połączenia dwóch obrazów można wydedukować odległość obiektów od kamery. Zasada działania nie ma zatem wiele wspólnego z ludzkim wzrokiem, ale pozwala komputerom odróżniać obiekty nie tylko po kształcie i kolorze – bo z rozpoznawaniem obiektów na płaskim obrazie do dziś nie jest u maszyn najlepiej.

Trójwymiarowe widzenie od lat jest obiektem zainteresowania firm związanych z elektroniką i robotyką. Dawni rywale Omek Interactive współpracują lub współpracowali z innymi tuzami branży; jeden z nich pomagał Microsoftowi stworzyć sensor Kinect, inny został niedawno przejęty przez Apple, jeszcze inny współpracuje z NASA i Infineonem. Wielu z nich (również Intel) współpracuje z Google nad Projektem Tango – smartfonami z taką kamerą.

Intel pokazał tym razem wiele innych, „niegadżeciarskich” zastosowań RealSense. Trójwymiarowa kamera została na przykład wbudowana w jeżdżącego robota lokaja, który mógłby być wykorzystywany do dostarczania prostych posyłek w hotelach. Oczywiście, przykład jest właśnie tylko tym – przykładem; nikt nie rzuca się na opracowywanie nowej techniki dla tak błahych zastosowań. Ale tysiące innych robotów, których dzisiaj w ogóle nie zauważamy, mogłoby wykorzystać możliwość widzenia bliskiego otoczenia do znacznego zwiększenia swoich możliwości.

Makerzy oraz Edison, Curie i inne mikrokontrolery

Trzecim tematem, chyba najbardziej zaskakującym, był tak zwany ruch makerów. Nie jest to żaden zorganizowany ruch, a słowo maker (ktoś, kto coś robi) ma tak mgliste znaczenie, że właściwie może oznaczać każdego. Ale mimo niefortunnej nazwy wiemy, o co chodzi: o rzeszę ludzi, którzy w ostatnich latach odkryli, że elektronika i szeroko pojęte majsterkowanie z wykorzystaniem najnowszej techniki nabrały nowej świeżości. Makerski boom w ostatnich latach zawdzięczamy dwóm głównym czynnikom.

Pierwszy, prozaiczny, to spadające ceny i rosnące możliwości układów scalonych. Mikrokontroler znacznie lepszy od użytego w lotach na Księżyc można dziś kupić taniej niż kubek kawy. Mnóstwo łatwych do przyswojenia poradników oraz stosunkowo przyjazne środowiska programistyczne (takie jak Arduino) jeszcze to ułatwiają. Prawdziwe przyspieszenie hobbystyczne mikrokontrolery osiągnęły w ostatnich 2 latach, kiedy to pojawiły się możliwości łatwego połączenia własnego elektrotworu z poważnymi, komercyjnymi urządzeniami, których używamy na co dzień (np. przez Wi-Fi). Drugim czynnikiem jest po prostu pewna zmiana pokoleniowa, albo raczej społeczna: coraz więcej ludzi tęskni za gimnastyką umysłową i manualną, możliwością nazwania czegoś swoim dziełem, choćby hobbystycznym wykroczeniem poza zaplanowane przez przemysł sposoby spędzania czasu i interakcji z otoczeniem.

Mikrokontrolery (od których zaczęła się ta mała rewolucja) to drugi biznes, który przed laty był Intelowi bardzo dobrze znany. Słynny 8051 od 1980 r. jest używany w przemyśle i choć Intel już go nie produkuje, ciągle powstają jego kolejne wersje. Ostatnio Intel wraca do tej branży, ale z produktami, które należy uznać za luksusowe. 

Moduły Edison i Galileo nie zawojowały rynku. Wyjąwszy sponsorowane organizacje (uczelnie, start-upy współpracujące z Intelem) i konkursy wymagające sprzętu Intela są rzadko używane – przypuszczam, że ze względu na cenę. Galileo i Edison są po prostu drogie w porównaniu z prostymi platformami z mikrokontrolerami ARM, PIC, AVR. Nawet jeśli możliwości takich urządzeń są duże i uzasadniają cenę, to zwykli hobbyści zwyczajnie nie potrzebują tak wiele. Z kolei dla tych, którzy prototypują coś poważnego i potrzebują potężnego mikrokomputera, zestaw instrukcji x86 nie jest dość mocnym argumentem, żeby wybrać właśnie czip Intela z rdzeniem Quark.

Kartą przetargową może stać się to, co nie jest mikrokontrolerem: środowisko programistyczne, pula gotowych bibliotek – tak zwany ekosystem. Intel jest gotów właśnie to wszystko zaoferować, tak jak donosiliśmy w artykule „Intel w internecie rzeczy: moduły Curie dostępne w przyszłym roku – IDF 2015”.

2