Laptopy
Artykuł
Mateusz Skrycki, Czwartek, 2 lipca 2015, 18:14

Nvidia G-Sync jako remedium na problemy graczy, takie jak rozrywanie ekranu (tearing) i zacięcia (stuttering), a także sposób na zmniejszenie do minimum opóźnienia sygnału (input lag) pojawiła się blisko rok temu i do tej pory z zalet tej techniki mogli korzystać wyłącznie posiadacze nowych desktopowych kart graficznych Nvidia GeForce oraz wybranych modeli monitorów. Nvidia nie zapomina jednak o użytkownikach komputerów przenośnych. Trafił do nas laptop Hyperbook X17-G wyposażony w obsługę G-Sync oraz potężne podzespoły. Czy rozwiązanie sprawdzające się w stacjonarnych pecetach zda egzamin w laptopie?

G-Sync – a cóż to?

Technika Nvidia G-Sync jest młodym wynalazkiem, ponieważ pojawiła się dopiero w zeszłym roku, ale w niczym to nie umniejsza jej zasług, ponieważ rozwiązuje problemy, które trapiły graczy od zarania dziejów, i nie chodzi tu o cheaterów, bugi czy durną sztuczną inteligencję w grach, a o rozrywanie ekranu (tearing) i zacięcia (stuttering). Co więcej, bardzo nieznacznie wpływa przy tym na opóźnienie sygnału (input lag – całkowity czas upływający od ruchu myszą do rezultatu na ekranie, szczególnie istotny w szybkich grach FPS).

Szczegółowy opis działania G-Sync znajdziecie w naszym artykule przedstawiającym tę technikę i szczerze zalecamy jego wcześniejszą lekturę, bo pozwala zrozumieć, na czym polegały dotychczasowe problemy z wyświetlaniem obrazu, w jaki sposób obraz w komputerze jest generowany, jak Nvidia poradziła sobie z tymi zawiłościami za pomocą G-Sync, co to rozwiązanie tak naprawdę robi i dlaczego wcześniej nie było to możliwe.

G-Sync – TL;DR

Dla wyznawców zasady TL;DR w telegraficznym skrócie przedstawimy problemy z wyświetlaniem obrazu oraz działanie techniki G-Sync, która je rozwiązuje.

Zacznijmy od tego, jak generowany jest obraz w komputerze. Z karty graficznej sygnał trafia przez interfejs (HDMI, DisplayPort itd.) do skalera w monitorze, który „tłumaczy” go na postać zrozumiałą dla matrycy.

Jakie niedogodności się z tym wiążą? Pierwsza to rozrywanie obrazu w poziomie (tearing), czyli przesunięcie jednej jego części względem innej. Spowodowane jest to dwoma czynnikami, które się zazębiają: stałym odświeżaniem ekranu oraz różnym czasem renderowania klatek przez układ graficzny.

Ekran najczęściej odświeża obraz z częstotliwością 60 Hz, czyli 60 razy na sekundę (zobacz porównanie monitora 60- i 144-hercowego). Karta graficzna, jak wiadomo, generuje pojedyncze klatki i dlatego wydajność możemy mierzyć w klatkach na sekundę (skrót: kl./s lub kl./sek., ang. fps frames per second). Zależnie od złożoności sceny czas generowania poszczególnych klatek jest różny i bez aktywnej synchronizacji pionowej (o której za moment) dane są natychmiast wysyłane do monitora. Jeśli karta wygeneruje klatkę w „złym” momencie (różnym od czasu odświeżania matrycy), pojawia się właśnie rozrywanie obrazu, bo nakładają się na siebie dwie różne klatki.

Dotychczasowym rozwiązaniem tego problemu było włączenie synchronizacji pionowej (V-Sync), która polega na wysyłaniu klatek do monitora dokładnie wtedy, gdy ma nastąpić odświeżenie matrycy, ale wiąże się to z zacięciami (stuttering), gdy klatka jest renderowana zbyt długo, zwiększonym opóźnieniem sygnału (input lag) oraz zjawiskiem „pływania” myszy. Więc albo się miało ciastko, albo się to ciastko zjadło.

W szybkich grach FPS aktywna synchronizacja zwiększa ryzyko zarobienia śmiertelnej kulki (bo przeciwnik ma więcej czasu na reakcję), a więc niepotrzebnych nerwów. A niektórzy po prostu nie lubią synchronizacji, nawet jeśli grają nie przez sieć i nie w strzelanki.

Nvidia stwierdziła, że najlepszym wyjściem będzie kontrolowanie czasu odświeżania matrycy, dzięki czemu klatka zawsze zostanie wysłana w idealnym momencie. Czyli zarazem mamy ciastko i jemy ciastko. Genialne, prawda? W monitorach odpowiada za to specjalnie zmodyfikowany skaler Nvidia G-Sync, który zastępuje „zwykły” skaler. Warto dodać, że ta technika do działania wymaga interfejsu DisplayPort (DP). Wrażenia z jej testów i użytkowania opisujemy na jednej z dalszych stron.

G-Sync w laptopach

G-Sync w laptopach działa nieco inaczej niż w komputerach stacjonarnych, a to za sprawą zamkniętego ekosystemu, w którym to ekran jest podłączony bezpośrednio do karty graficznej i zarazem karta jest jedynym możliwym źródłem sygnału. W takim przypadku skaler nie jest potrzebny i dodatkowa funkcjonalność niezbędna do działania G-Sync została zaimplementowana bezpośrednio w karcie graficznej. Ponadto wszystkie panele z pierwszego (czyli obecnego) rzutu laptopów z G-Sync mają matrycę odświeżaną z częstotliwością 75 Hz.

 

Ocena artykułu:
Ocen: 5
Zaloguj się, by móc oceniać
jaskól (2015.07.02, 18:22)
Ocena: 13

0%
Matryce 75Hz? Lubię to!
Yan (2015.07.02, 18:24)
Ocena: 1

0%
Z Gsync dostępny jest też G751, będziecie go może sprawdzać?
WildFire2 (2015.07.02, 18:28)
Ocena: 12

0%
W sumie w laptopach g-sync ma największy sens. Tutaj zakres 30-60 fps jest znacznie częstszy
Foper (2015.07.02, 18:29)
Ocena: 3

0%
Dzieki za wyjaśnienie jak to było z tym 'odblokowaniem' g-sync na wszystkim z Geforce :)
malymisiek (2015.07.02, 18:32)
Ocena: 8

0%
Czyli rozumiem że złącze eDP wliminuje konieczność posiadania specjalnego skalera. Jaka jest przeszkoda by takie złącze było w monitorach normalnych (osobnych)?
czolgista778 (2015.07.02, 18:40)
Ocena: -2

0%
Czyżby kadłubki Clevo? Omijać szerokim łukiem tą tandetę, dałem się zrobić z P375SM...
wuzetkowiec (2015.07.02, 18:44)
Ocena: 3

0%
czolgista778 @ 2015.07.02 18:40  Post: 885246
Czyżby kadłubki Clevo? Omijać szerokim łukiem tą tandetę, dałem się zrobić z P375SM...

Co z nim nie tak?
Spider-man (2015.07.02, 18:49)
Ocena: 3

0%
jaskól @ 2015.07.02 18:22  Post: 885237
Matryce 75Hz? Lubię to!

Jak duża jest różnica względem 60hz?
victor34 (2015.07.02, 19:09)
Ocena: 0

0%
Cena za ekran z g-sync może i przystępna ale cały laptop już niekoniecznie... Choć jest bardzo szybki w to nie wątpię
Zaloguj się, by móc komentować
Artykuły spokrewnione
Facebook
Ostatnio komentowane