artykuły

Wiedźmin 3: Dziki Gon – recenzja

Brakujące ogniwo

110
12 maja 2015, 17:33 Dawid Grzyb

Grafika i dźwięk

Jeszcze raz podkreślam, że otrzymaliśmy pełną wersję gry, ale od jej ukończenia do czasu, gdy oficjalnie trafi do sprzedaży, sporo rzeczy przedstawionych poniżej, w tym optymalizację, twórcy mogą jeszcze poprawić. Nie mogłem też w pełni ocenić jakości obrazu, na to musicie poczekać. Do tematu powrócimy po tym, jak otrzymamy pecetową wersję. Wówczas zaprzęgniemy do pracy swoje najmocniejsze platformy redakcyjne i zastosujemy najwyższe ustawienia jakości obrazu. Dopiero w takich warunkach będziemy mogli należycie zgłębić temat.

Na razie pozostaje opis wersji konsolowej, a ta wygląda całkiem nieźle. Świat gry jest bardzo szczegółowy; nie zdarzają się momenty, w których twórcy poszliby na łatwiznę i zdecydowali się na kopiowanie i wklejanie tych samych grup modeli. A nawet jeżeli gdzieś tak zrobiono, to w taki sposób, że wprawne oko będzie miało nie lada problem, aby to wychwycić. Nie ma dwóch podobnych do siebie miejsc, praktycznie każde jest niepowtarzalne. Przykładowo największa mapa, Velen, składa się w sporej części z lasów, bagien, wiosek, jezior i tym podobnych wiejskich terenów, ale drzewa drzewom nierówne, zaręczam. To samo dotyczy skupisk ludzkich, gościńców, jaskiń, wzniesień czy opustoszałych twierdz. Inaczej wygląda las na północy Velen, a zupełnie inaczej daleko na południe. Teren rysowany przed graczem jest naprawdę spory, nie widać granicy, poza którą obiekty przestają być generowane. Nie mam też krytycznych uwag co do efektów przetwarzania końcowego ani tekstur. Te drugie tylko sporadycznie straszą rozdzielczością i zazwyczaj w miejscach, które gracz powinien podziwiać z odległości. Jednak sandboksowa natura gry zmusza do eksploracji i drobne kwiatki to następstwo takiej właśnie konstrukcji świata.

Okazjonalnie trafiają się też niedociągnięcia w łączeniu połaci terenu. Na przykład dwa głazy potrafią zajść na siebie tak, że pomiędzy nimi widnieje szczelina. Natknąłem się na kilkanaście takich kwiatków, choć omawiane niedoróbki mają dosłownie kilkanaście pikseli szerokości. Tak naprawdę są zauważalne jedynie ze względu na jaskrawą, a zatem odstającą od szarości wiedźmińskiego świata, kolorystykę.

Dobrą wiadomością jest to, że w trakcie podróży płynność gry jest zadowalająca i stabilna. Można przemierzyć całą krainę galopem na Płotce i animacje nawet przez moment nie będą się zacinać. Walka wygląda dobrze, nawet potyczki z kilkunastoma wrogami naraz. W swoim poprzednim materiale poświęconym grze Wiedźmin 3 zwróciłem uwagę na to, że płynność spada, gdy kamera ustawia się w odpowiedni sposób. Wciąż tak się dzieje, na przykład gdy na pierwszym planie pojawia się sporo efektów cząsteczkowych albo włosy głównego bohatera przysłaniają większą część ekranu. Irytuje również powolnie działający schowek. Z czasem zapełnia się pokaźną liczbą mikstur, składników, elementów uzbrojenia, mutagenów i tym podobnych. Da się odczuć, że im tego wszystkiego więcej, tym wolniej następują przejścia pomiędzy zakładkami. Czas wczytywania gry też pozostawia trochę do życzenia: po śmierci trzeba czekać dwie, trzy minuty, aby ponownie przejąć kontrolę nad postacią. 

Ponieważ Wiedźmin to rodzima marka, zdecydowałem się na pełną polską wersję językową. Oprawa dźwiękowa jest naprawdę bardzo dobra. Głosu Geraltowi po raz kolejny użyczył Jacek Rozenek. Doskonale słychać w dialogach zniecierpliwienie, niepokój, empatię... wszystko jest, i to podane w odpowiednio naturalny, wiarygodny sposób. To miła odmiana po wyczynach większej części polskich lektorów, którym zarzucić można przede wszystkim sztuczność w głosie. Reszta postaci niezależnych trzyma poziom. Mieszkańcy wsi brzmią zupełnie inaczej niż lokalni baronowie i tak powinno być. Jest to przyprawione niemałą porcją wulgaryzmów, damsko-męskich podtekstów i tak dalej. To wszystko rysuje naprawdę prawdziwy, brudny obraz wiedźmińskiego świata.

Muzyka nie budzi większych zastrzeżeń. To instrumentalne utwory, dynamicznie zmieniające się wraz z wydarzeniami na ekranie. Ścieżka w tle jest lekkostrawna, przyjemna, nie nudzi, natomiast nieco osłuchała mi się muzyka towarzysząca walce. To między innymi zawodzący chórek kobiecy, który po kilkudziesięciu godzinach gry nieco irytuje, bo jest dokładnie taki sam jak na początku. Poza tym oprawa audio jest nad wyraz udana.

4