artykuły

Mortal Kombat X – recenzja

Krwawe igrzyska czas zacząć

40
19 kwietnia 2015, 07:33 Adrian Kotowski

Zaskakująco ciekawa kampania

Po uporaniu się z modułem treningowym naprawdę warto przejść do trybu fabularnego, który naszym zdaniem jest zaskakująco dobry. Ludzki wymiar ponownie jest atakowany, ale tym razem nie uczestniczymy w żadnym turnieju, a po prostu toczymy kolejne walki z napotykanymi wrogami. Twórcy podzielili kampanię na części, a każdą przypisali konkretnej osobie. Wydaje się to spójne i całkiem dobrze zaprojektowane. Płynnie przechodzimy od przerywnika filmowego do walki, od czasu do czasu pojawiają się też proste sekwencje QTE. Trochę szkoda, że nie zastosowano tutaj prostych minigier znanych z Injustice: Gods Among Us, które na dodatek wpływały na przebieg przyszłej potyczki.

Mortal Kombat X

Postacie, którymi sterujemy w kampanii, to przede wszystkim obrońcy naszego świata, ale zdarzy się Wam wcielić także w te złe. Wszystko jest na szczęście podparte scenariuszem, choć nie mogło też zabraknąć sytuacji zabawnych, czy wręcz nielogicznych. W porównaniu jednak z poprzednią częścią serii oraz wspomnianą Injustice pod tym względem jest naprawdę o wiele lepiej.

Mortal Kombat X

Mortal Kombat X wprowadza do serii wielu nowych bohaterów, którzy na dodatek odgrywają w grze kluczową rolę. Niezwykle ważny dla przebiegu fabuły jest zespół, który tworzą cztery postacie spokrewnione z tymi ze wcześniejszych części serii. W jego skład wchodzą: Cassie Cage – córka Johnny’ego Cage’a i Sonyi Blade, Jaquie Briggs – córka Jaxa, a także Kung Jin, kuzyn Kung Lao, i Takeda, syn Kenshiego. Bardzo starano się przedstawić relacje panujące pomiędzy nimi, ponadto w grze znalazł się obszerny wątek rodzinny państwa Cage’ów. Twórcy sprawnie operują retrospekcjami, które tłumaczą najważniejsze wątki oraz ujawniają motywację i plany konkretnego bohatera.

Ukończenie kampanii zajęło nam 5–6 godzin. Oczywiście, wszystko zależy od umiejętności gracza oraz liczby powtórzonych starć. Co ważne, gra nie zmusza do kilkukrotnego podchodzenia do jednej walki: jeśli gracz jest słabszy lub po prostu nie odpowiada mu dany przeciwnik, może pominąć potyczkę. Dzięki temu zbyt trudny etap nie powoduje frustracji. Z drugiej strony podczas całej rozgrywki natrafiliśmy tylko na dwie sytuacje, w których musieliśmy powtarzać walkę: gdy stanęliśmy naprzeciw Ermaca i w trakcie finałowego starcia.

Ukończenie trybu fabularnego to nie tylko kilka osiągnięć, ale też odblokowanie postaci Shinnoka oraz kilku elementów dodatkowych, takich jak grafiki koncepcyjne, utwory muzyczne i części służące do stworzenia karty walki postaci. Te ostatnie umożliwiają zdobywanie bonusów za wygrane potyczki lub wykonanie konkretnej czynności.

2