artykuły

Pillars of Eternity – recenzja

Stara szkoła w nowym świecie

47
30 marca 2015, 21:48 Dawid Grzyb

Pillars of Eternity to gra, na którą czekała cała rzesza miłośników Baldur's Gate, Icewind Dale, Planescape: Torment i Fallouta. Nic dziwnego, skoro wzięli się za nią ludzie, którzy stoją za tamtymi legendarnymi tytułami. Oczekiwania były wygórowane, a teraz nadszedł czas, by ocenić ostateczny rezultat. Czy przedstawiciel typowej starej szkoły cRPG-ów ma szansę na sukces w dzisiejszych realiach? Oto nasza recenzja.

Spis treści

Project X

Od pierwszych zapowiedzi Pillars of Eternity była znana jako Project X. To był wrzesień 2012 roku. Wówczas na stronie twórców, Obsidian Entertainment, pojawiła się pierwsza wzmianka o nowej grze, zegar odliczający czas pozostały do jej udostępnienia. Widniał też motyw Ouroborosa, czyli mitycznego węża pożerającego własny ogon. Cztery dni później wystartowała kampania crowdfundingowa w witrynie Kickstarter. Wówczas wszystko stało się jasne. W Obsidian Entertainment zatrudniono ludzi pracujących przy jednych z najlepszych cRPG-ów, jakie kiedykolwiek powstały, oczywiście po to, by nowość pod wieloma względami do nich nawiązywała. Tak, chodzi o takie perełki, jak Baldur's Gate, Icewind Dale, Fallout oraz Planescape: Torment. Mają one ze sobą wiele wspólnego – wszystkie uchodzą za arcydzieła, produkcje, które urosły do rangi legend. Tym razem górnolotne określenia są jak najbardziej na miejscu: kto się bawił w którejkolwiek z tych gier, ten wie, że nie przesadzam.

Pillars of Eternity

Zapewne większość z Was już wie, jak zakończyła się kampania crowdfundingowa Pillars of Eternity. Przypomnijmy, że niezbędna kwota, 1,1 miliona dolarów, została zebrana w... niecałe dwie doby. To nie koniec tej historii, bo finalnie, w ciągu niewiele ponad miesiąca, załodze Obsidian Entertainment udało się uzbierać blisko cztery miliony. Niemalże 74 tysiące osób wsparło projekt. To tylko pokazuje, jak wielu czekało na tę grę i zaufało ludziom, którzy wcześniej uczestniczyli w świetnych projektach. Niemniej oczekiwania musiałby być duże. Znakomita większość osób wspierających Pillars of Eternity chciała po prostu otrzymać grę z tego samego nurtu, do którego należały wspomniane tytuły. Twórcy projektu nie kryli się z tym, że zamierzają zrobić właśnie coś takiego. Dzięki temu, że zebrali blisko czterokrotnie więcej pieniędzy, niż początkowo zakładali, mogli bardziej doszlifować swoje dzieło, dodać wiele nowych rzeczy, poprawić grafikę. Pora się przekonać, czy to wystarczyło.

Pillars of Eternity

O fabule Pillars of Eternity nie wypada mi za dużo pisać: to bardzo ważny element gry i zdecydowanie najlepiej poznać go samemu. W każdym razie jest naprawdę dobra. W telegraficznym skrócie: gracz wciela się w wędrowca, który wraz z karawaną przybywa do krainy Dyrwood (po naszemu... Jeleniobór), by się w niej osiedlić. Jeden z możnych oddaje ziemie nowo przybyłym podróżnikom, którzy pragną poukładać sobie życie. Początkową sielankę szybko przesłaniają czarne chmury, a główny bohater w wyniku pewnych tajemniczych, nadprzyrodzonych okoliczności zostaje wybrany przez siłę wyższą: otrzymuje zdolność komunikowania się z... No właśnie, więcej nie mogę zdradzić. Jego życie nabiera tempa i zostaje okraszone typowymi dla gatunku przygodami, czasem w skali miniaturowej, a czasem – iście epickiej. A wszystko to w krainie, gdzie wędrówka dusz po śmierci uchodzi za fakt naukowy...

Strona:
mocu1987Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
mocu19872015.03.30, 21:59
-20#1
Nieźle .. dostać sponsoring i jeszcze na tym zarobić , nie każdy w dzisiejszych czasach potrafi nawet z większymi zasobami gotówki , a ten projekt można zaliczyć do udanych :)
NowaczekkkZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Nowaczekkk2015.03.30, 22:11
34#2
Wielka szkoda, że dla większości graczy ta gra nie jest wystarczająco casualowa i ominie ich całe to doświadczenie.
FlashbackZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Flashback2015.03.30, 22:12
25#3
Coś w tej grze musi być, skoro większość ocenia ją pozytywnie. Trzeba spróbować.
KerebronZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Kerebron2015.03.30, 22:15
26#4
Nowaczekkk @ 2015.03.30 22:11  Post: 851756
Wielka szkoda, że dla większości graczy ta gra nie jest wystarczająco casualowa i ominie ich całe to doświadczenie.

A kijek prawdy im w oko - ich strata. :E
LyptonZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Lypton2015.03.30, 22:16
20#5
Flashback @ 2015.03.30 22:12  Post: 851757
Coś w tej grze musi być, skoro większość ocenia ją pozytywnie.

Magia dawnych lat.
mefisto777Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
mefisto7772015.03.30, 22:19
Jak dla mnie Baldurs gate ;p
ZdzisiuZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Zdzisiu2015.03.30, 22:33
20#7
Baldur to to nie jest, jest i tak najlepsza gra od co najmniej 5 lat i pierwsze prawdziwe RPG od czasów BG2... rany to już prawie 15 lat 0,o
guitarmonyZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
guitarmony2015.03.30, 22:34
17#8
To jest jedna z tych gier, na które warto czekać tak długo :) Teraz wszystkie oczy skierowane będą na nowego Tormenta, który za sprawą Pillars of Eternity ma poprzeczkę postawioną niezwykle wysoko.
MAR89TUMZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
MAR89TUM2015.03.30, 22:42
Miałem czekać na opinie starej gwardii, ale nie wytrzymałem i kupiłem.
Z mojej strony po ograniu około 10 godzin mówię tak: jest ŚWIETNIE, ale bez REWELACJI. Z czystym sumieniem polecam każdemu kto czekał na gry pokroju Newerwinter, Baldurs itp.

Od samego głównego menu czuć moc i klimat tamtych gier, a potem jeszcze lepiej. Naprawdę polecam, choć jak mówię czapki nie zrywa, ale jest to potężna dawka oczekiwanego klimatu i grywalności.
MakavcioZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Makavcio2015.03.30, 22:42
31#10
Gra jest wybitna. Bez dwóch zdań.

Grafika moim zdaniem jest świetna. Obrazki przed oczami są po prostu ładne, lokacje ciekawe, zmienne, kolorowe lub szare w miarę potrzeb i to dobre wypada. Postacie też są interesujące i chociaż czasami trochę kreskówkowe, nie ma wrażenia, że ktoś naoglądał się za dużo ohydnego anime lub jest bez wzajemności zakochany w amerykańskim komiksie. Ostatnio jest to niestety plaga.

Sam świat jest trochę dziwny. Można się łatwo pogubić, bo autorzy dość wesoło podeszli do kreowania nazw i czasami wydają się być generowane losowo przez tłuczenie czołem o klawiaturę. Dotyczy to czasami też imion czy nazw zjawisk. Można się jednak przyzwyczaić. Sam koncept z wędrówką, rozbijaniem, przenoszeniem itp. itd. dusz też jest nawet ciekawy. Na początku wydaje się lepszy, niż jest naprawdę, ale i tak jest dobry.

Miłym zaskoczeniem są klasy postaci i ich mechanika w walce oraz eksploracji. Zniesiono ograniczenia typu 'złodziej nie może wziąć dużego miecza, bo nie'. Wszystko jest dla ludzi, łącznie z różdżkami. Efektywność korzystania z broni jest też bardziej zależna od klasy niż typu broni, a najważniejsze jest już dobranie broni do przeciwnika. Bieganie z 3-4 zestawami broni to nie strata talentów (początkowo ma się tylko 2 zestawy, a ekwipunek w walce jest niedostępny). Ciekawym pomysłem jest też 'gotowość', czyli sprawność działania zależna od czynności, zręczności i obciążenia.

PoE odchodzi od schematu wojownik-kapłan-mag. Recenzent grał na normalnym stopniu trudności (na nim są 4 zestawy obozowe; na moim poziomie trudności są 2) i musiał często wczytywać grę właśnie dlatego, że upierał się na grę według tego schematu. W PoE nie ma 'gupiego woja i mądrego maga'. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że parametr 'siła' w tej grze nie istnieje. Wszystko jest dużo bardziej zniuansowane tym bardziej, że dostępne klasy są bardzo rozmyte. Kapłan wcale nie jest stojącym z boku i leczącym wszystkich pomocnikiem. Zresztą na wysokim poziomie trudności nie ma czasu na leczenie, bo starcia potrafią rozgrywać się w czasie dosłownie kilku sekund czasu rzeczywistego. Początkowe salwy ze strzelb i kusz plus pułapki i czary, to konieczność. Zwiad -> dobranie uzbrojenia -> dostosowanie magii i taktyki -> jazda w stylu Rainbow Six.

Niestety, po grze od razu widać, że jest to produkt 'kickstarterowy'.
Warownia została stworzona jako bardzo ambitny pomysł, ale ewidentnie w połowie została zarzucona i na co wskazują liczni recenzenci, pół warowni jest zwyczajnie bezużyteczne, co najwyżej nadaje się do oglądania i cieszenia się faktem posiadania tego czy owego.

To samo dotyczy kompanów i to jest największa wada gry. W BG mieliśmy do czynienia z ciekawie nakreślony postaciami, które wchodziły ze sobą w konflikty, miały swoje życie, swoje wizje, po prostu były uczestnikami gry. Mogli ci pomagać, mogli się na ciebie wypiąć, mogli coś zrobić nie tak i ze zgryzoty sobie pójść. W PoE jest to zrealizowane w sposób szczątkowy. Szurnięty kapłan-psychopata Durance jest interesujący i można z nim przegadać pół godziny. Niestety, jak już się z nim pogada, nic z tego nie wynika. Z pozostałymi towarzyszami rozmów jest znacznie mniej do roboty, a ich wpływ na świat gry jest znikomy. Można wzorem recenzenta stworzyć własną ekipę 'customów' i nie traci się zbyt wiele.

Doczepić się można też wielkości lokacji, ponieważ są raczej nierozległe. Bez porównania z BG. Czasami faktycznie trzeba się trochę wracać, ale za to jest opcja szybkiego upływu czasu, co na małych lokacjach powoduje, że przebiega się je w kilka sekund.

Ogólnie rzecz biorąc, jest to dla mnie gra, która bije na głowę nie tylko swoich teoretycznych rywali, takich jak średnio udany Divinity: Original Sin, ale także gry pokroju Dragon Age, które oprócz rozmachu graficznego nie mają za wiele do zaoferowania. Inquisition to właściwie MMO w trybie single player.

Na koniec jeszcze muszę podkreślić jedną rzecz.
W grach tego typu człowiek czasami chciałby wykonać zwrot o 180 stopni i skumać się z zupełnie inną frakcją niż ta, którą nam gra na początku podsunęła, na przykład dołączyć do Żelaznego Tronu w BG. W PoE można praktycznie na każdym kroku dokonywać wolt.
Zaloguj się, by móc komentować
1