artykuły

Battlefield Hardline – recenzja

Ile Battlefielda w Battlefieldzie?

57 23 marca 2015, 16:15 Dawid Grzyb

Battlefield to seria słynąca z wojennej atmosfery, zaprojektowanych z rozmachem map, bitw z udziałem maszyn i ogólnie działań na dużą skalę. Battlefield Hardline ewidentnie odstaje od tego nurtu; jest wyraźnie bardziej kameralny. Wojenny klimat ustępuje pola policyjnemu, a gracz trafia w sam środek narkotykowej wojny. Pozostaje się przekonać, czy najnowsza samodzielna część serii to jedynie średnio udany eksperyment czy coś więcej. Oto nasza recenzja.

Battlefield Hardline
Cena od 39.99 zł do 49.99 zł

Spis treści

Być oficerem śledczym...

W grze Battlefield Hardline gracz wciela się w postać Kubańczyka, Nicka Mendozy. To oficer śledczy z Miami, a jego głównym zadaniem jest dotarcie wraz z partnerką Khai Minh Dao do władców narkotykowego podziemia. Dwójka policjantów zaczyna od najniższego szczebla, ulicznych handlarzy, w myśl zasady „po nitce do kłębka”. Ale akcja szybko nabiera tempa: okazuje się, że sytuacja w Miami jest mocno zagmatwana, a w fabule przewijają się również źli gliniarze. Cała historia jest przedstawiona w formie odcinków, których w sumie jest dziesięć. Ukończenie ich na średnim poziomie trudności to kwestia jednego wieczoru, dosłownie kilku godzin. Nie ma w tym nic zaskakującego: tryb gry dla pojedynczego gracza jest głównie po to, aby zapoznać go z nowymi elementami mechaniki, broniami oraz gadżetami. Fabuła jest żywcem wyjęta z serialu Miami Vice, co samo w sobie może być dla wielu zaletą, choć jest też drugie dno, to gorsze.

Battlefield: Hardline – test kart graficznych i procesorów

Battlefield: Hardline

Wątek fabularny jest do bólu przewidywalny i liniowy. Łatwo przewidzieć, co się będzie działo. Co więcej, bardzo szybko zostaje pokazany wróg numer jeden, a cała zabawa sprowadza się do tego, aby w końcu dobrać mu się do czterech liter. Pojawiają się oklepane schematy: motyw zemsty, zdrady, pojednania z wrogiem, wyraźny podział na praworządnych i skorumpowanych itp. W fabule Hardline nie ma dosłownie nic odkrywczego. Nie ma w niej aż tyle przesady i heroizmu co w czwartym Battlefieldzie, nie jest aż tak mroczna jak w Trójce. Wojskowy klimat w Hardline nie występuje, zamiast tego jest solidna porcja detektywistycznej akcji, okraszonej przyzwoitą porcją strzelania do wszystkiego, co się rusza, nawet jeśli wrogów jest mniej niż w poprzednich częściach serii. Bohaterowie mogą budzić sympatię, choć Mendoza jest prostolinijny do głębi, aż do przesady praworządny, a w efekcie najmniej ciekawy ze wszystkich. Brakuje mu wielowymiarowości; nie trzeba oglądać do końca przerywnika filmowego, aby bez większych trudności wydedukować, cóż takiego zrobi, jak się zachowa. Pojawiają się też ckliwe momenty: rozmowy o nieżyjących rodzicach, ciężkim dzieciństwie, dorastaniu w slumsach, ojcach trudniących się torturami i inne chwyty mające urealnić tło konkretnej postaci – motywy, które stoją za wyborem zawodu oficera śledczego. Nie zabrakło też typowego dla gatunku osobnika będącego na bakier z prawem, ale stojącego po stronie tych dobrych, pojawia się nawet wygadany haker. Sami chyba przyznacie, że nie jest to szczególnie oryginalne towarzystwo? Lecz i tak przedstawioną historię łyka się bez popitki, bo jest wyjątkowo lekkostrawna. Pomimo tych wszystkich banałów i naciąganych pomysłów siada się i gra aż do napisów końcowych. Może po części jest tak dlatego, że gracz dokładnie wie, kiedy zabawa się skończy...

Battlefield: Hardline

Rozgrywka polega na tym samym, na czym są oparte wcześniejsze części serii: eksterminowaniu wszystkiego, co się rusza. Jednakże tym razem miejsce żołnierzy zajmują lokalne zbiry, członkowie karteli oraz wynajęci ochroniarze, a w późniejszych fragmentach gry – również policja. Mendoza, jak na oficera śledczego przystało, ma za sobą prawo. Jednym z nowych mechanizmów jest magiczny guzik, który powoduje, że wyciąga on odznakę i w ten sposób nakazuje delikwentom poddanie się. W praktyce działa to tak, że trzeba się ku nim zakraść, wówczas efekt jest najlepszy: grzecznie kładą broń na ziemi, a gracz może się zabrać za obrączkowanie jednego po drugim. Odznaka działa na maksymalnie trzech zbirów. Zakucie w kajdanki odbywa się automatycznie: Mendoza powala osobnika na podłogę, wygina mu ręce i robi swoje. Jednak żeby nie było za prosto, wrogowie szybko zaczynają się denerwować, co symbolizują paski nad nimi. Gdy staną się czerwone, w końcu przestępcy sięgną po broń, nie zważając na odznakę. Gracz musi ich zatem obserwować i celować w tych coraz bardziej spiętych. Z początku mechanizm ten wydał mi się fajny, ale szybko spowszedniał, zdecydowanie wolałem tradycyjną wymianę ognia. Z drugiej strony za obezwładnienie przeciwnika zgodnie z kanonami prawa jest przyznawane doświadczenie, a to odblokowuje coraz to wyższe rangi i wiąże się, a jakże, z coraz bogatszym arsenałem.

Ponadto przed każdą misją jest odprawa, obejmująca dane kilku zbirów, za których pojmanie jest nagroda, choć to tylko doświadczenie. To coś raczej dla tych, którzy lubują się w przechodzeniu gier na sto procent. Rzeczonych kryminalistów można po prostu zabić, lecz chodzi o to, by ich zakuć lub po prostu obezwładnić jedną z kilku dostępnych broni obuchowych. Mają się po prostu położyć, ale jeszcze oddychać. Co więcej, gra nie podpowiada Mendozie w sposób oczywisty położenia poszukiwanych przestępców. Z pomocą przychodzi mu skaner, za pomocą którego oznacza on położenie delikwentów, może podsłuchiwać ich rozmowy itd. Ponadto ich symbole są podświetlane, co ułatwia ich śledzenie, a ci kluczowi są należycie oznaczeni. Ze skanera często się korzysta, choć w większości sytuacji można z niego zrezygnować i po prostu zlikwidować wszystkich, tak dla pewności. W sumie to dobrze, że jest taki przyrząd, jednak cieszę się, że gra nie wymusza stosowania go. Skaner służy też do okazjonalnego badania poszlak na miejscu zbrodni lub poszukiwania szyfru do pobliskiego sejfu, co najczęściej automatycznie pcha fabułę dalej. Ci, którzy chcieliby ukończyć zabawę w stu procentach, będą też musieli poszukiwać akt i je skanować, ale jak zauważyłem, gdy gracz znajduje się w pobliżu tych przedmiotów, słychać wibrację, co trochę ułatwia sprawę.

Misje w kampanii są zróżnicowane. Najczęściej trzeba komuś wykraść jakiś obciążający dowód, złapać kogoś, uciec przed kimś, włamać się do kogoś itd. W skrócie: standard. Miejsca akcji też są różnorodne: od bagien aż po drapacze chmur, centra handlowe podczas huraganu, garaże, w których produkuje się narkotyki, czy rezydencje multimilionerów. Jest nawet opuszczony silos atomowy. Sporo tego, nawet jeśli to wszystko już gdzieś kiedyś można było zobaczyć.

Misje są wyjątkowo liniowe; widać, że w Hardline postawiono na opowiadanie historii, zamiast pozwolić graczowi robić, co mu się żywnie podoba, choć trafiają się miejsca, w których na małym obszarze jest kilka ścieżek do wyboru, dobre i to. Przykładowo do garażu pełnego zbirów pakujących narkotyki do samochodów można się dostać trzema wejściami. Mapa jasno pokazuje pole manewru, a przekroczenie wyznaczonej granicy skutkuje odliczaniem od dziesięciu sekund w dół – tyle jest czasu na powrót do miejsca akcji.

Battlefield pojazdami stoi, ale pod tym względem Hardline jest wyjątkowo ubogi. Owszem, trafiają się pościgi, kiedy to gracz prowadzi jakiś szybki wóz, ewentualnie, siedząc na miejscu pasażera, ostrzeliwuje inny, jednak to bardzo krótkie epizody, w których nie ma jak zboczyć z wyznaczonej ścieżki. Tak, jest epizod, w którym można poszaleć za sterami czołgu, lecz trwa on może trzy minuty. Wprawdzie w Hardline brakuje maszyn bojowych, aż tak bardzo to nie boli, głównie za sprawą zupełnie innego klimatu. Każdy niech sam oceni, czy to dobrze czy źle.

Walka w „kampanii” nie jest żadnym wyzwaniem. Co prawda przeciwnicy umieją chować się za przeszkodami, zachodzić gracza z różnych stron oraz wyjątkowo celnie ciskać w jego stronę koktajlami Mołotowa, ale w kilku powtarzalnych sytuacjach pokazują, że są bezdennie głupi. Przykłady? Gracz czasem musi się skradać i po cichu likwidować wrogów, tak aby nie wszcząć alarmu. Pomaga mu w tym podręczna mapa, która pokazuje kąt widzenia oraz stopień poddenerwowania zbirów. Mendoza może odwrócić ich uwagę: rzucić kamieniem w konkretną stronę. Wówczas pojawia się nad ich głowami znak zapytania, sugerujący, że są zaciekawieni. Udają się gdzie trzeba niczym owieczki na rzeź, jeden za drugim, nie zwracając uwagi na to, że ciało ich kumpla leży zakrwawione tuż obok. Gdy gracz jest zbyt głośny, reagują: podchodzą do miejsca, skąd doszedł dźwięk, i je badają. Często ustawiają się wszyscy gęsiego, w ogóle nie zabezpieczywszy tyłów, itd. Niekiedy nawet się nie chowają, tylko po prostu biegną i strzelają, ignorując osłony po drodze.

Wyższe poziomy trudności to większe obrażenia – i tyle. Ale ponieważ wrogowie zawsze odradzają się w dokładnie tych samych miejscach... cóż, po kilku próbach każdy upora się z nawet pozornie niewykonalnym zadaniem.

Podsumowując, zabawa dla pojedynczego gracza jest pełna banałów, krótka, liniowa i płytka. Widać, że została stworzona naprędce, żeby tylko była. Fabuła nie zastąpi wszystkiego... 

Strona:
RyuhoshiZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Ryuhoshi2015.03.23, 16:29
36#1
Podsumowując: mocne 2/10.
MglistyZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Mglisty2015.03.23, 16:35
Ryuhoshi @ 2015.03.23 16:29  Post: 849338
Podsumowując: mocne 2/10.



Raczej 7/10, czyli nie ma racji bytu - obecnie podobnych gier jest multum.
McMenelZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
McMenel2015.03.23, 16:41
Mglisty @ 2015.03.23 16:35  Post: 849339
Ryuhoshi @ 2015.03.23 16:29  Post: 849338
Podsumowując: mocne 2/10.



Raczej 7/10, czyli nie ma racji bytu - obecnie podobnych gier jest multum.


https://www.youtube.com/watch?v=XJLuQ6An63k
One of the new featured modes in the New Battlefield Hardline is Hotwire, here is our experience with this mode! Waxxon ranked 4th the in world and unlocked most everything for driving around in circles for maybe 4 hours? higher than other players who dominated in conquest, TDM, and other modes! LOL!


HoZarZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
HoZar2015.03.23, 16:52
a to nie jest tak, że ostatnio wszyscy psioczą na EA właśnie dla tego że puszczają niedopracowane i 'ogólnie słabe' gry ?
dzb2015.03.23, 16:53
20#5
Bardzo chętnie zagrałbym w Battlefielda w realiach II W. Ś. - powrót do korzeni.
Od wojenek policjanci vs złodzieje niech zostanie GTA.
tomasterZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
tomaster2015.03.23, 17:00
DLC w cenie pełnej gry, brawo EA wiedzą jak zarabiać.
Michal86Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
Michal862015.03.23, 17:20
Battleshit: egg-headed
fr1manZobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
fr1man2015.03.23, 17:48
Battlefield dla gimbazy, chcącej poczuć się gangsterem. Dla mnie jako wielkiego fana serii BF, tytuł ma tyle wspólnego z Battlefieldem co nic. Trójce i czwórce, nawet do stóp nie dorasta.
shadowman333Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
shadowman3332015.03.23, 17:49
18#9
Czy ktoś spodziewał się czegoś lepszego?
pein656Zobacz profil
Poziom ostrzeżenia: 0%
pein6562015.03.23, 17:54
-18#10
tomaster @ 2015.03.23 17:00  Post: 849357
DLC w cenie pełnej gry, brawo EA wiedzą jak zarabiać.


Idąc twoim tokiem myślenia powinno się robić jedną gre a wszystkie następne części wydawać w formie dlc za grosze.
Są całkiem nowe klimaty, bronie mapy, tryby, nowa kampania, więc jak można pomyśleć że powinno to być dlc ? Jest to pełno prawna gra i jako taka jest sprzedawana.
Zaloguj się, by móc komentować
1