artykuły

Battlefield Hardline – recenzja

Ile Battlefielda w Battlefieldzie?

57
23 marca 2015, 16:15 Dawid Grzyb

Grafika i dźwięk

Battlefield Hardline jest oparta na silniku Frostbite 3. Nie zestarzał się zauważalnie, choć trzecia i czwarta część serii robiły swego czasu większe wrażenie oprawą graficzną. To jednak rezultat niedopracowania szczegółów: albo nie wystarczyło czasu na wypolerowanie detali, albo to konsole odcisnęły swoje piętno. Zerknijcie zresztą sami na niektóre zrzuty ekranu w galerii. Robiliśmy je w rozdzielczości 1920 × 1200 pikseli w ustawieniach „ultra”, wyjąwszy filtrowanie tekstur oraz antyaliasing post, które to opcje były ustawione na „wysoki”. Oświetlenie rozproszone i opóźnione wygładzanie krawędzi były ustawione, odpowiednio, na HBAO oraz 4x MSAA, czyli tak wysoko, jak tylko się dało. Kilka rzeczy na niektórych zrzutach niewątpliwie razi. (Więcej na temat wydajności sprzętu komputerowego w Battlefield Hardline przeczytacie w naszym teście podzespołów).

Po Hardline widać, że wykorzystano w nim silnik Frostbite 3. Mimika oraz ogólny wygląd twarzy postaci są bardzo wysokiej próby. Odstają od nich włosy, ale tak jest w praktycznie każdej grze. Tekstury są w wysokiej rozdzielczości, nie licząc kilku wpadek. Nie sposób też przyczepić się do efektów przetwarzania końcowego, efektów środowiskowych, głębi ostrości itp. To samo dotyczy oświetlenia i cieni, jak również takich drobiazgów, jak zmiana tekstury ubrania w deszczową pogodę. Możliwości dewastacji otoczenia nieco się zmniejszyły: są elementy, które łatwo zdemolować, ale niektóre zaskakują tym, że są nieśmiertelne, na przykład kartonowe pudła. Mimika zresztą też jest nierówna: niektóre postacie wyglądają świetnie, a innym przydałaby się płynniejsza animacja. Nierówny jest też mo-cap: zazwyczaj jest dobrze, lecz niekiedy wrogowie lub postacie niezależne poruszają się jak drewniane lalki.

A co naprawdę zawiodło?

Cały świat w Hardline wydaje się sztuczny. Wierzę, że jest to wina projektantów map. Czy w mieście teoretycznie rojącym się od mieszkańców, czy w opuszczonym magazynie lub na złomowisku – wszędzie ewidentnie brakuje szczegółów. Doskwiera to tym bardziej, że w wielu miejscach gra wygląda wyśmienicie, więc kontrast jest spory. Chodzi o drobnostki: sposób rozmieszczenia listowia, wnętrza samochodów, zagospodarowanie pustych przestrzeni... W zależności od mapy widać to mniej lub bardziej, ale widać. Co z tego, że dom z zewnątrz jest ładny i dopracowany, skoro gra prowadzi mnie do piwnicy, służącej za laboratorium do produkcji narkotyków, a tam kłują w oczy obiekty o fatalnych teksturach i złożone dosłownie z kilku wielokątów? Inny przykład: sposób, w jaki renderowany jest ogień lub połączenie wody z lądem. Parę takich kwiatków znalazło się w na tyle widocznych miejscach, że powodują wrażenie wizualnego niedopracowania. Nie mogłem tego samego napisać o Trójce i jej następcy. Mimo że najnowszy Battlefield jest ogólnie ładny, silnik z całą pewnością pozwala na więcej. Tym razem to ludzie się nie przyłożyli.

Dla kontrastu, oprawa dźwiękowa jest porządna. Spodobała mi się muzyka, bo nie dość, że różnorodna, to jeszcze inna niż w poprzednich częściach serii. Dobrze pasuje do wydarzeń na ekranie, nie narzuca się, nie przeszkadza, subtelnie dopełnia całości. Odgłosy broni i otoczenia też nie budzą zastrzeżeń; łatwo określić,  z której strony strzelają, ponadto odgłosy przelatujących pocisków mają odpowiednie natężenie, zależnie od odległości od uszu postaci.

Co innego polska wersja językowa. Jest słaba, a co najgorsze, nie sposób jej zmienić na oryginalną. Owszem, pojawia się trochę wulgaryzmów, ale i tak każdy głos brzmi syntetycznie. Nie da się oddać w ten sposób pełni klimatu Hardline. To tak, jak gdyby oglądać Miami Vice po polsku...        

4