W sieci
Tryb gry wieloosobowej w Battlefield Hardline przeszedł niemało zmian w stosunku do poprzednich części serii. Sporo rzeczy pozostało jednak niezmienionych, co powoduje, że weterani z miejsca będą wiedzieli, czego i gdzie szukać. Battlelog przeszedł kosmetyczne zmiany, choć działa tak samo jak wcześniej. Służy do wyszukiwania gier oraz filtrowania ich według map, liczby wolnych miejsc, typu rozgrywki, rozmiaru mapy itp., wszystko jest. Z poziomu Battleloga można też dostosować uzbrojenie każdej z czterech klas. Poszczególne klasy, co trochę zaskakuje, również nie przynoszą żadnych nowości.
Podział klas jest praktycznie taki sam jak w poprzednich częściach serii. Operator jest wyposażony w karabiny i apteczkę, mechanik jest specem od napraw oraz broni na średnim dystansie, enforcer nosi broń ciężką i amunicję, a profesjonalista ma zabawki dalekiego zasięgu i miny, wabiki czy kamery. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że narzędzi mordu i gadżetów jest mniej niż w poprzednich częściach serii, ale znając życie, dodatki DLC dorzucą wiele nowego żelastwa. Podobnie jest z pojazdami. Nie licząc specjalnych, czyli przewidzianych dla trybu hotwire, jest ich w sumie dziesięć. To całkiem skromnie, zważywszy na to, że Hardline należy do serii, w której są one podstawą. Nie ma się co jednak oszukiwać, ta gra jest nastawiona na pieszą walkę terrorystów z policją. I są to jedyne strony konfliktu.
Pozostaje jeszcze kwestia tego, czy komuś odpowiada zarządzanie grą z poziomu okna przeglądarki czy nie. Ja się zdążyłem przez lata przyzwyczaić, choć trochę uciążliwe są powroty do systemu – zwłaszcza jeżeli skacze się po serwerach i często zmienia tryb zabawy – przez które traci się sporo czasu.
W sumie jest pięć nowych trybów gry. Są mniej lub bardziej skomplikowane, różnią się też rozmiarem map. Pierwszy to Heist. Polega na tym, że kryminaliści muszą włamać się do konkretnego miejsca, ukraść pieniądze, a następnie z wypchanymi kieszeniami udać się do punktu ewakuacji. Policja ma zadanie ich zatrzymać. Blood Money to wariacja na temat poprzedniego trybu. Na mapie pojawia się transport pieniędzy, a obydwie strony muszą odzyskać te środki i dostać się do wyznaczonego miejsca. Co więcej, można okraść przeciwną drużynę. Hotwire to coś zupełnie innego. Na dużej mapie pojawiają się specjalnie oznaczone samochody. Po dostaniu się do któregokolwiek z nich trzeba nim jeździć i utrzymywać określoną prędkość – wówczas pula punktów rywali jest sukcesywnie pomniejszana. Oczywiście, na terenie akcji jest kilka innych pojazdów, w tym helikoptery, wypada zatem wykonywać zadanie, ale też niszczyć kluczowe pojazdy sterowane przez przeciwnika. Rescue to jedna z dwóch bardzo szybkich rozgrywek. Gracze mają po jednym „życiu” na rundę. Policja ma odbić zakładników, których pilnują terroryści. Policjanci wygrywają albo przez wykonanie zadania, albo przez wyeliminowanie ostatniego członka drużyny przeciwnej, do wyboru. Ci źli muszą albo wszystkich wybić, albo upilnować zakładników do końca w trakcie trzyminutowej rundy. Przypomina Wam to Counter-Strike'a? Crosshair to następny szybki tryb, w którym każdy ma tylko jedno „życie” na rundę. Po stronie policji jeden z graczy jest VIP-em, którego zadaniem jest dostać się do oznaczonego samochodu i uciec, a drugi zespół ma go zlikwidować. Sporo nowości, prawda?
Mapy zauważalnie się skurczyły. Dostosowano je do nowych trybów rozgrywki. Owszem, niektóre, na przykład w trybie Hotwire, są naprawdę spore, ale gabarytami raczej nie dorównują największym w poprzednikach. To nic złego. Z mniejszej powierzchni wynika dynamika rozgrywki: w praktycznie każdym trybie jest szybsza, częściej się natrafia na przeciwników, przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. W niektóre mapy wbudowano system skryptowych zniszczeń, nazwany levolution. Wygląda to dość spektakularnie, gdy na przykład żuraw budowlany przewraca się w tumanach kurzu na pobliski wieżowiec. Mapy są dość różnorodne, przy czym więcej w nich miasta niż typowego pola walki z gier wojennych. W Hardline, co zrozumiałe, jest więcej rezydencji narkotykowych tuzów, banków i tym podobnych atrakcji aniżeli szybów naftowych, w końcu poszczególne elementy gry muszą pasować do konwencji.
Nie umiem na razie ocenić map, za mało grałem. Podoba mi się pustynne, opuszczone miasteczko w trybie Hotwire, a także bank w Rescue. Jazda po pustynnych drogach furgonetką z trzema kumplami i manewrowanie pomiędzy wrogami faktycznie sprawiły, że poczułem się jak Meksykanin z uzbrojoną załogą u boku, próbujący za wszelką cenę przedostać się do USA. Odbijanie zakładników w banku, choć to banał, też było bardzo przyjemne: naprawdę można się rozsmakować w zachodzeniu wrogiego oddziału od tyłu, bocznym wejściem.
To wszystko sprawia, że w Hardline gra się naprawdę przyjemnie. Jak najbardziej czuć, że to oparty na silniku Frostbite 3 Battlefield. Tona rzeczy do odblokowania pcha do dalszej zabawy, pojawia się syndrom jeszcze jednego meczu. Tryb sieciowy nie przynosi zupełnie nowej jakości; dostałem to samo co w Trójce i Czwórce, tyle że w nowej szacie. Model strzelania, biegania czy skakania się nie zmienił, wręcz cały szkielet rozgrywki jest taki sam. Wiedziałem, czego się spodziewać, już po rozegraniu jednego meczu. Pozytywnie natomiast zaskakuje tempo zabawy: walki czterech na czterech i pięciu na pięciu są naprawdę fajne i wierzę, że to właśnie one na dłużej przykują mnie do tej gry. Hardline to propozycja dla tych, którzy od dawna chcieli spróbować Battlefielda, a do których nie przemawiały wielkie batalie z 64 graczami i masą maszyn na mapie. Najnowsza gra EA jest, a jakże, nastawiona na weteranów, ale nowicjusze łatwiej się tu odnajdą niż w poprzednich częściach.
Wieloosobowa rozwałka to bezsprzecznie mocna strona Hardline. Co więcej, nawet pierwszego dnia po udostępnieniu gry nie zauważyłem żadnych wpadek technicznych. Wyszukiwanie serwerów działa bez problemu i podczas kilkunastogodzinnej zabawy w sieci rozłączyło mnie zaledwie raz.



