artykuły

Konsole (PlayStation 4, Xbox One) łatwiejsze w obsłudze niż PC? Sprawdziliśmy to

91
24 marca 2015, 18:17 Mateusz Skrycki

PC wielkości konsoli za mniej więcej 2000 zł

Opisy alternatywnych do konsoli opcji spod znaku PC rozpoczynamy od najtańszego zestawu, czyli tego za mniej więcej 2000 zł. Obudowa jest na tyle mała, że udało się ją zmieścić pod telewizorem (na środku), ale jak widać, kształt przypomina kostkę, przez co trudniej wygospodarować na nią miejsce niż na konsolę.

Na przodzie obudowy znajdują się dwa porty USB 3.0, a z tyłu – dość standardowy zestaw złączy. Przednie porty są o tyle ważne, że w jeden z nich wetknęliśmy nadajnik zapewniający łączność bezprzewodową z myszą i klawiaturą. Na początku chcieliśmy zostawić sobie wolne miejsce z przodu, więc zamontowaliśmy go z tyłu komputera. To był błąd. Nawet w niewielkiej odległości od peceta klawiatura nie zawsze reagowała na wciskanie klawiszy, także mysz działała nie w pełni poprawnie. Zestaw Modecoma nie jest wysokiej jakości, ale jak na swoją cenę, sprawuje się całkiem nieźle. Za to problemów z zasięgiem nie będzie miał nadajnik do pada. Można go spokojnie podłączyć z tyłu komputera.

Podstawową różnicą między pecetami a konsolami jest możliwość dopasowania ustawień graficznych: rozdzielczości oraz szczegółowości obrazu. O ile dla zaawansowanego użytkownika jest to coś tak oczywistego jak śmierć i podatki, to mniej obeznani wcale nie muszą o tym wiedzieć. Nie muszą również wiedzieć, który z suwaków należy przestawić, by osiągnąć większą płynność obrazu. Sporo osób nie za bardzo wie, czym są klatki na sekundę, więc nawet nie muszą się obrażać na docinki #pcmasterrace o jej wyższości za sprawą >60 kl./s.

Jak więc będzie wyglądać scenariusz użytkowania peceta w przypadku kogoś, kogo nie interesują techniczne szczegóły, a kto chciałby zagrać? Dokładnie tak samo. Zainstaluje grę i... będzie grał. Skoro konsola nie pozwala zmienić ustawień, problem „Co, jeśli gra będzie działać skrajnie źle” (w sumie nawet nie wiemy, czy to możliwe i co wtedy użytkownik miałby zrobić...) praktycznie nie istnieje. Pecet umożliwia zmianę ustawień, ale już ustaliliśmy, że nasz hipotetyczny użytkownik nie ma takiej wiedzy (przynajmniej początkowo), więc zobaczmy, jak będą się zachowywać gry w domyślnych ustawieniach.

Lord of the Fallen. Gra zaproponowała niskie ustawienia jakości obrazu i rozdzielczość 1920 × 1080. Grać jednak po prostu się nie dało. Występowały nawet nie spadki płynności, a wręcz przestoje w rozgrywce. (Na marginesie: w rozdzielczości 1680 × 1050 gra nadal zacinała, ale już mniej, a o komfortowej zabawie można było mówić dopiero po zmianie na 1280 × 720).

Dying Light. Gra zaproponowała w większości niskie ustawienia jakości obrazu i rozdzielczość 1920 × 1080. Tutaj przeżyliśmy pozytywne zaskoczenie, ponieważ gra działała płynnie, a ponadto wyglądała ładnie! Oczywiście, nie można wymagać cudów od niskich ustawień, ale naszym zdaniem było lepiej niż dobrze!

Black Mesa. To gra o czysto „pecetowym” charakterze, więc nie mogliśmy grać z padem w rękach na kanapie i musieliśmy usiąść przy biurku przed myszką i klawiaturą.

Jak widać, domyślne ustawienia nie zawsze są idealne, a w przypadku Lord of the Fallen można powiedzieć, że były wręcz kompletnie nietrafione. Niektórzy mogą zaraz powiedzieć: chwila, przecież w środku zamontowano kartę Nvidii, czyli do dyspozycji jest narzędzie GeForce Experience. Owszem, jest ono dostarczane wraz ze sterownikami, ale... w jaki sposób nasz hipotetyczny użytkownik miałby wpaść na to, że należy z niego skorzystać? Ci zaawansowani na pewno sobie z tym poradzą, lecz ustaliliśmy, że nasz przykładowy gracz chce po prostu grać. Załóżmy jednak, że w jakiś sposób dotarłby do tego narzędzia i ono poradziłoby sobie z automatyczną detekcją gier i sprzętu (dość dużo przypadków, ale niech będzie...).

Celem tego narzędzia jest zapewnić profile do poszczególnych gier uwzględniające wydajność podzespołów w pececie. Czyli odpowiednio niskie ustawienia dla mało wydajnych maszyn i bardzo wysokie lub ultra dla komputera „entuzjasty”. Jak to się sprawuje w praktyce? Niestety, dość różnie. Skoro w Lord of the Fallen domyślne ustawienia były beznadziejne, chcieliśmy zobaczyć, co nam zaproponuje GeForce Experience. Jakie było nasze zdziwienie, gdy się okazało, że proponowane optymalne ustawienia są... takie same!

Z ciekawości sprawdziliśmy również, co narzędzie zaproponuje dla Dying Light, którego opcje nie wymagały poprawy. Optymalna rozdzielczość została zmniejszona z 1920 × 1080 do 1360 × 768, a do tego zmniejszyło się pole widzenia i spadła jakość cieniowania. Po co?!

Bezprzewodowy pad od Xboxa podłączony do PC

Skoro zestaw został wyposażony w pada, jest naturalne, że chcieliśmy w jak największym stopniu upodobnić sprzęt do konsoli, w tym możliwie ograniczyć wykorzystanie klawiatury i myszy. W tym celu aktywowaliśmy w Steamie tryb Big Picture, który jest dostosowany właśnie do obsługi gier za pomocą pada. Poruszanie się po narzędziu przebiegało sprawnie i dostępne ścieżki były dobrze opisane. Podczas uruchamiania niektórych gier, na przykład Lord of the Fallen, pojawiał się komunikat, że program nie jest dostosowany do pada, jednak w praktyce okazywało się to nieprawdą.

Lista gier, które umożliwiają zabawę z wykorzystaniem tego bezprzewodowego kontrolera, jest dość długa, a po mysz czy klawiaturę musieliśmy sięgnąć tylko raz: w trakcie zmiany rozdzielczości w Lord of the Fallen. Coś poszło nie tak: gra została zminimalizowana i nie obeszło się bez użycia kombinacji Alt + Tab.

Nad kwestią użycia pada w Windows warto się chwilę zastanowić. Co pad pozwala zrobić i na ile różni się to od podejścia konsolowego? Przytoczyliśmy już przykład trybu Big Picture w Steamie, ale... żeby go aktywować, trzeba użyć myszy. Teoretycznie można zmienić w ustawieniach narzędzia, aby automatycznie uruchamiało się wraz z systemem i od razu w trybie przeznaczonym dla pada, ale czy nasz hipotetyczny (niezaawansowany) użytkownik sobie z tym poradzi? Nawet jeśli tak, przed skorzystaniem z pozostałych możliwości komputera (np. przeglądarki internetowej) należy Steama zamknąć, więc od myszki się nie ucieknie. Konsole zapewniają przeglądarkę, którą można obsługiwać za pomocą pada. PC na to nie pozwala.

Dość podobnie wygląda kwestia włączania (budzenia) i wyłączania (usypiania) sprzętu. W przypadku konsoli można to bez problemu zrobić padem, a pecety trochę to komplikują, bo pad może służyć wyłącznie do gier. Komputer można włączyć myszą lub klawiaturą: nie jest to trudne, ale to jednak nie pad. Można też podejść do komputera i wcisnąć przycisk zasilania. Wyłączanie jest dość proste, ponieważ da się to wygodnie zrobić za pomocą myszy, a żeby wybudzić sprzęt, wystarczy nacisnąć dowolny klawisz. Ponadto komputer, by oszczędzić energię, po pewnym czasie będzie przechodził w stan uśpienia, czyli dokładnie tak jak konsole.

Sporą przewagą pecetów nad konsolami jest pełna wielozadaniowość. Możemy mieć włączonych jednocześnie wiele narzędzi czy gier i mamy pewność, że bez naszej wiedzy nic nie zostanie zamknięte. O ile jednoczesne uruchomienie kilku gier mija się z celem, ponieważ będą działać po prostu wolno ze względu na brak mocy obliczeniowej, o tyle możliwość pozostawienia otwartej przeglądarki internetowej w tle może być przydatna.

PC wielkości konsoli za mniej więcej 4000 zł

Najdroższy zestaw (na zdjęciu pod xboxem) został wyposażony w naprawdę mocne podzespoły (na tym polega główna różnica względem znacznie tańszego zestawu opisanego powyżej) i powinien umożliwić zabawę w maksymalnych lub prawie maksymalnych ustawieniach jakości obrazu.

W komplecie jest bezprzewodowy zestaw klawiatury i myszy Logitecha, a każde z tych urządzeń ma własny odbiornik. Podłączenie ich z tyłu – podobnie jak w przypadku naszego najtańszego peceta – nie wchodzi w grę. Sygnał nawet przy niewielkiej odległości jest zbyt słaby, więc musieliśmy umieścić odbiorniki na froncie. Tym samym nie ma wolnego portu USB, który nie wymagałby nurkowania za telewizor. Lepszym rozwiązaniem byłoby więc kupić bezprzewodowy zestaw myszy i klawiatury z pojedynczym odbiornikiem. Niestety, tego typu wysokiej jakości zestawy raczej są nieco droższe. W komplecie znalazł się również bezprzewodowy kontroler, więc można korzystać z zalet trybu Big Picture w Steamie.

Przy tak mocnych podzespołach byliśmy dość spokojni, że zaproponowane przez gry ustawienia będą odpowiednie. Tak faktycznie było: w każdą mogliśmy grać w bardzo wysokich ustawieniach. Jednak duża wydajność wiąże się z dużą ilością wydzielanego ciepła. Jak widać na zdjęciach, komputer ledwie mieści się w przeznaczonej dla niego półce i podczas gry obudowa jest wyraźnie ciepła. Dotąd nie było to problemem; zobaczymy, jak sprzęt będzie się sprawował w upalne lato.

PC (tradycyjny) za mniej więcej 2600 zł

Zestaw ten (na zdjęciu po lewej stronie) został złożony jako opcja alternatywna do konsoli, ale bez atutów w postaci małych gabarytów oraz pada. Ponadto jako jedyny z naszych pecetów jest pozbawiony bezprzewodowej klawiatury oraz myszy, ponieważ z założenia miał to być komputer biurkowy.

Obudowa udostępnia u góry dwa porty USB 2.0, z boku zaś – jeden USB 3.0, a ponieważ nie korzystaliśmy z bezprzewodowych odbiorników, podczas normalnego użytkowania pozostają one wolne.

Zestaw ten ma zdecydowanie mocniejsze podzespoły niż tańszy odpowiednik, więc liczyliśmy, że zaproponowane przez gry ustawienia będą sensowne. I tak jest w praktyce. Problematyczny Lord of the Fallen słusznie stwierdził, że odpowiednia będzie rozdzielczość 1920 × 1080. Rozgrywka była płynna. Skoro z Dying Light już wcześniej nie mieliśmy problemów i gra umiała działać nawet na słabym sprzęcie, tym bardziej nie mieliśmy problemów po użyciu mocniejszego.

Należy pamiętać, że zestaw ten jest typowo biurkowy, więc gracz jest przykuty do krzesła i tryb Big Picture w Steamie raczej nie ma sensu.

3