artykuły

Konsole (PlayStation 4, Xbox One) łatwiejsze w obsłudze niż PC? Sprawdziliśmy to

91
24 marca 2015, 18:17 Mateusz Skrycki

Xbox One

Konsola Microsoftu, Xbox One, na polskim rynku oficjalnie pojawiła się dość późno, bo blisko rok po rywalu, PlayStation 4. Sony dobrze wykorzystało ten czas, ponadto do zakupu zachęcała lepsza wydajność, więc nic dziwnego, że Xbox One jest w defensywie na polskim rynku. Oczywiście, czynników decydujących o zakupie jest zdecydowanie więcej, ale nie możemy pozbyć się wrażenia, że Xbox One to ta „gorsza” konsola. Z drugiej strony Microsoft nie chciał stworzyć sprzętu wyłącznie do gier, raczej projektował go jako serce domowego centrum multimedialnego. Nie zabrakło również ulepszonego Kinecta, choć gier wykorzystujących jego potencjał jest stosunkowo mało.

Nowy Xbox gabarytami zdecydowanie góruje nad PS4. Złośliwi twierdzą przy tym, że wygląda jak magnetowid. Tak czy inaczej, zastosowano zewnętrzny zasilacz, więc sprzęt jest po prostu mniej poręczny, a i tak cięższy. Sytuacji nie ratuje wydajność, gorsza od tej, którą zapewnia PS4...

Nie rozumiemy, czym się kierowano, pozbawiając przedni panel portów USB i umieszczając pojedynczy USB 3.0 na lewej ściance. Jest to bardzo niewygodne, szczególnie gdy konsola jest schowana na półce pod telewizorem (tak jak my zrobiliśmy), a ponadto drugi port byłby bardzo wskazany. Na otarcie łez przygotowano dość bogaty zestaw wejść i wyjść na tylnym panelu, co potwierdza multimedialne zapędy konsoli.

Dołączony pad jest bliskim krewnym tego od Xboxa 360. Układ przycisków oraz gałek pozostał niezmieniony. Nowy pad leży dość podobnie w dłoni i naszym zdaniem także w nim gałki działają zbyt lekko, choć to pewnie kwestia przyzwyczajenia. Za to dosłownie urzekły nas triggery: działają fantastycznie, a ich „gumowatość” jest po prostu idealnie dobrana.

Pad od Xboxa One jest zdecydowanie cięższy od DualShocka, ale ma to silny związek z akumulatorem. W tej roli można użyć dwóch paluszków AA, co pozwoli na długie godziny rozgrywki: energii na pewno wystarczy na więcej niż dzień intensywnego grania, inaczej niż w przypadku PS4. Podczas oceny na sucho bardziej nam się spodobał pad dołączony do Xboxa, jednak lepiej wspominamy DualShocka, ale to już mocno subiektywna kwestia. Ponadto pada od PS4 nie można (na razie?) podłączyć do peceta, więc argumentami za i przeciw można by się przerzucać do znudzenia.

Wraz z Windows 8 Microsoft wprowadził koncepcję kafelków i obecnie trudno byłoby znaleźć pozbawiony ich produkt Microsoftu. Xbox One nie jest tu wyjątkiem: ekran domowy składa się z różniej wielkości kafelków, które w zależności od przeznaczenia mogą być również interaktywne.

Powiemy wprost: nasz pierwszy kontakt z tym konsolowym interfejsem przyniósł kompletne zagubienie. Nie byliśmy nawet jak dzieci we mgle, raczej jak ślepcy w zupełnie nowym mieście. Po prostu nie wiedzieliśmy, co do czego mogło służyć! Pierwszy przykład: po włączeniu konsola chciała się aktualizować. Szczęśliwie złożyło się tak, że PlayStation też chciała, więc przynajmniej mogliśmy bezpośrednio porównać ich zachowanie. Radośnie kliknęliśmy OK i... musieliśmy czekać. Wyjście do pulpitu i aktualizacja w tle? Zapomnij! Masz oglądać pasek postępu!

Drugi przykład: konsola służy do gier, więc szukamy kafelków, które by je symbolizowały. Ale zaraz się okazuje, że część z nich (tych małych) jest na głównym ekranie, a po przejściu w prawo można znaleźć większe. Zapragnęliśmy uruchomić pierwszą, jak sądziliśmy, grę. I co?

„Po co nam kafelek do gry na pulpicie, jeśli nawet nie wiadomo, czy ją kupiliśmy?!” – mniej więcej tak wyglądała nasza reakcja. No dobrze, nie znamy się, może tak miało być. A jak myślicie: jak może działać przycisk Zobacz w Sklepie Xbox (a nuż będziemy chcieli kupić grę lub o niej poczytać)?

„Dlaczego przeniosło nas do głównej strony sklepu, a nie do wybranej gry?!” – tutaj emocje były już o wiele większe i nawet nie możemy się dokładnie zacytować. „No dobrze, skoro już jesteśmy w miejscu, gdzie widnieje napis Gry [lewy górny róg], to chociaż zobaczymy, jakie pozycje mamy na koncie”. Ale gdzie tam! Tu się tylko kupuje! Aż się przypomina scena z Misia: „Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk Ruchu! Ja... ja tu mięso mam!”. Poczuliśmy się więc niechciani i ruszyliśmy na dalsze poszukiwania zainstalowanych gier.

Dopiero później okazało się, że bardziej w prawo są już kafelki z sugerowanymi pozycjami ze sklepu. Dopiero dłuższe przyglądanie się pozwoliło stwierdzić, że każdy z ekranów jest opisany, kolejno, jako: Przypięcia, Start, Znajomi i Sklep, a aktywna pozycja zmienia kolor czcionki na biały. Gry zaś można przejrzeć po kliknięciu kafelka z opisem Gry i aplikacje (logiczne i zarazem nielogiczne w kontekście kafelkowych gier na pulpicie). Za drugim razem już wiedzieliśmy mniej więcej, jak się po tym wszystkim poruszać, ale nie tak to powinno wyglądać. Pewne (kluczowe) rzeczy i informacje powinny być łatwo dostępne, niezależnie od rodzaju interfejsu.

Może mieliśmy pecha przy pierwszym kontakcie, a może jednak interfejs jest słabo zaprojektowany. Którekolwiek z tych zdań jest prawdziwe, to my wcielaliśmy się w rolę nowego użytkownika, który wybrał konsolę ze względu na (rzekomą) prostotę, i jeśli można się pogubić przy tak podstawowej czynności jak poruszanie się po interfejsie, to znaczy, że zdecydowanie coś poszło nie tak.

Gdy grzebiemy w ustawieniach czy eksperymentujemy z różnymi opcjami, brakuje nam tego flow, który czuliśmy, testując PlayStation 4. Użytkownik nie powinien uczyć się interfejsu, powinien czuć go od początku. Inny przykład. Na zdjęciu powyżej widać, że można podzielić ekran i z boku uruchomić dodatkowe narzędzie. Stwierdziliśmy, że dobrym testem będzie wykonanie tego w trakcie gry. Wybraliśmy przeglądarkę, weszliśmy na stronę, coś tam sprawdziliśmy, ale chcieliśmy wrócić do zabawy.

Udało się to dopiero po wyjściu do pulpitu i wybraniu dużego kafelka z ostatnim programem, w tym przypadku GTA V. Nie tak to powinno wyglądać...

Takich problemów mieliśmy naprawdę sporo i wpłynęło to na ocenę Xboxa One, jakkolwiek jest ona subiektywna. Ponadto cały czas wiedzieliśmy, że da się lepiej, ponieważ Sony jakoś sobie z tym poradziło.

Całkiem nieźle sprawuje się wbudowana przeglądarka internetowa, czyli, a jakże, Internet Explorer. Strony przewijają się płynnie, nawet jeśli nieco powolnie. Sposób przełączania się między kartami też jest sensowny, chociaż użycie analogu do celowania wskaźnikiem nie jest najwygodniejsze, ale taki już urok konsol.

Klawiatura na pierwszy rzut oka wygląda zdecydowanie gorzej od tej z PlayStation, lecz w praktyce nie mieliśmy do niej większych zastrzeżeń. Co prawda nie można było na przykład ustawić jej w dowolnym miejscu na ekranie czy swobodnie poruszać wskaźnikiem w celu wybrania litery, ale nie uważamy tych opcji za niezbędne (choć niewątpliwie są pomocne).

Gry na Xboxa One

A co z grami? Zajmują podobną ilość miejsca jak te na PlayStation 4, 20–25 GB, a za sprawą niższej wydajności Xboxa rozdzielczość często jest mniejsza, tak samo jak szczegółowość obrazu albo liczba klatek na sekundę. Lord of the Fallen na Xboxie One działa zdecydowanie gorzej niż na PlayStation 4, nie wspominając już o słabszej oprawie graficznej. Oczywiście, nie dotyczy to każdej gry, a jeśli nawet, to różnice mogą być mniej wyraźne, ale konkurencja poradziła sobie lepiej. Na Xboxie One również wystąpił problem z dostępnym miejscem na dysku i też musieliśmy przeprowadzić małe porządki, aby móc pobrać nową produkcję.

„Wielozadaniowość” jest zdecydowanie gorsza niż w przypadku PlayStation 4. Po zminimalizowaniu gry i próbie włączenia innej konsola od razu kończy proces tej pierwszej, a urządzenie Sony pyta, czy to zrobić.

PS

A wiecie, dlaczego zamiast zrzutów ekranowych są zdjęcia? Dlatego, że Xbox One (w czasie przygotowywania materiału) nie udostępniał takiej funkcji. Ma się ona jednak pojawić wraz z najnowszą aktualizacją.

2