Podsumowanie
Dying Light to nadspodziewanie udana gra. Zapewnia dokładnie to, czego się od niej oczekuje. Dostarcza dużo frajdy i nie ma znaczenia, czy się z nieumarłymi walczy, ucieka przed nimi czy po prostu przeskakuje z jednego dachu na drugi w pośpiechu. Jeśli dodać do tego otwarty model świata, naprawdę przyzwoitą grafikę, tonę przedmiotów oraz broni... efekt łatwo sobie wyobrazić. Jest dobrze, tak po prostu. W porównaniu z Dead Island nastąpił niemały skok jakościowy.
Natomiast ci, którzy liczyli na masę innowacji, w tym nieziemską grafikę, pewnie nie będą aż tak zadowoleni. Owszem, poszczególne składowe Dying Light to dania, które serwowano nam już nie raz, w takiej samej lub zbliżonej formie. Parkour, nieumarli, pory dnia, tropikalne miasta, sandboksy – w grach to wszystko już było. Jednak wtórność sama w sobie nie jest moim zdaniem niczym złym, w każdym razie w Dying Light nie przeszkadza. To prawda, nie obeszło się bez kilku wpadek, chociażby oklepanej fabuły, bezpłciowych postaci niezależnych czy technicznych drobiazgów, które mogłyby być bardziej dopracowane, ale to nie jest coś, co uniemożliwia przyjemną zabawę. Parkour wnosi powiew świeżości do skostniałego gatunku i gra się naprawdę przyjemnie.
Jeśli lubisz pacyfikować nieumarłych za pomocą różnych, często wykręconych środków, a z sandboksami jest Ci po drodze, daj rodzimej Dying Light szansę. Zaręczam, że pomimo wielu oklepanych schematów warto.


- długość rozgrywki
- grywalność
- często grafika
- rozwój postaci
- poczucie zagrożenia
- parkour
- brak możliwości samodzielnego zapisania stanu gry
- pomniejsze błędy techniczne
- za mało zróżnicowani podstawowi przeciwnicy
- bezpłciowi NPC

czyli co, pieniądze wyrzucone w błoto czy nielegalna pożyczka ?
W którym sklepie można dostać tą grę za 99zł ?