Podsumowanie
Czterdzieści rund to niewiele, aby móc w pełni ocenić wszystkie elementy w zbliżającej się dużymi krokami grze, ale wystarczy, by wyrobić sobie zdanie na ten temat. Osoby, które spodziewają się zupełnie nowej Total War, będą zaskoczone, bo zabrakło innowacji wywracających rozgrywkę do góry nogami. Zapewne większość z Was już wie, że nowość to po prostu zmodyfikowana wersja Rome 2. Nie jest to w żadnym razie strzał w stopę, bo ostatnia część po kilku łatkach jest całkiem grywalna. Choć najwięksi miłośnicy serii i tak będą narzekali na niektóre aspekty rozgrywki.
Atmosfera mrocznego średniowiecza jest nadspodziewanie sugestywna, nieciekawa sytuacja w Europie mocno działa na wyobraźnię. Czuć, że zbliża się koniec, pod tym względem jest naprawdę dobrze, aż chce się grać. Dostępne frakcje są zróżnicowane, a sama rozgrywka – wciągająca, przy czym dotyczy to zarówno bitew, jak i elementu ekonomicznego. Choć na Total War: Attila należy spojrzeć przez pryzmat osobistego stosunku do tej serii. Gracze praktycznie niemający styczności ze strategiami tego typu będą na początku przytłoczeni wieloma skomplikowanymi mechanizmami i zależnościami, które napędzają rozgrywkę. Widać, że gra nie została zrobiona na kolanie; złożoność jej świata jasno daje do zrozumienia, że tworzyli ją zapaleńcy, ludzie, którzy zjedli zęby na takich produkcjach. Zabawa uzależnia, pojawia się syndrom jeszcze jednej rundy, a jakże. Tym większa żądza podbijania nowych terenów, im większe sukcesy, nawet jeśli poprzeczka na samym początku jest zawieszona wysoko, niezależnie od frakcji, w którą wciela się gracz nowicjusz.
Ci, którzy zaliczyli większość poprzednich gier z serii, też nie będą mieli zbyt wiele powodów do narzekań. Kierowanie hordą przynosi powiew świeżości, podobnie jak wszystkie pomniejsze zmiany i nowości, zwłaszcza w sferze ekonomicznej. Ale miłośnicy Total War będą narzekali na sztuczną inteligencję. Niektóre bitwy wygrywa się nawet pomimo druzgocącej przewagi przeciwnika, zarówno liczebnej, jak i pod względem klasy jednostek. Rzecz tkwi w bardzo dużym wpływie nieco nieprzewidywalnego morale. Szturmowanie miasta także jest za łatwe. SI popełnia również błędy w koordynowaniu desantu ze statków na plażę; często można zgładzić całą armię regiment po regimencie, bo zrzucane są pojedynczo. Przydałyby się też lepsze oznaczenia oddziałów zamiast przesadnie małych znaków wyboru, w które trudno trafić w ferworze walki. Może flagi? Szkoda również, że nie da się precyzyjniej i swobodniej dostosowywać położenia poszczególnych oddziałów.
Niedoskonałości jest więcej, lecz najbardziej dały mi się we znaki te wymienione. Tak czy inaczej, pomimo niedoróbek tu i ówdzie zapowiada się całkiem niezły Total War. Warstwa ekonomiczna, choć nie udało się jej dogłębnie poznać podczas zaledwie 40 tur, zapowiada się smakowicie. Czy Attila już pierwszego dnia okaże się lepsza od Rome 2 w wersji sprzed kolejnych łatek? Na to wygląda, jednak nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca.

Czas się obudzić i przestać z siebie robić idiotę i kupować pre-alphe
Od tamtego czasu nie wprowadzili nic rewolucyjnego,
Największą rewolucją od czasów Shoguna było to że w późniejszych częściach można było ustawiać żołnierzy na murach...
ehhh Shogun stare dobre czasy i samuraje No-Dachi z mnichami na flankach
Od tamtego czasu nie wprowadzili nic rewolucyjnego,
Największą rewolucją od czasów Shoguna było to że w późniejszych częściach można było ustawiać żołnierzy na murach...
ehhh Shogun stare dobre czasy i samuraje No-Dachi z mnichami na flankach
To zobacz sobie Shogun 2, który zawiera fuzje DarthMod + Radious mod (tak, można je łączyć wybierając najlepsze elementy z każdego) + najważniejsze Expanded Japan z steam workshopa który dodaje 97 nowych prowincji i 101 nowych frakcji. Wspaniała gra się robi.. nie to co śmieć Rome 2 któremu nawet mody nie pomogą, bo rdzeń jest warty tylko wywalenia do kosza.
Szczerze powiedziawszy zawsze bardziej podobał mi się podbój prowincji jako całości w tej grze tak jak w pierwszych 2 odsłonach serii i nie zmienią tego faktu żadne nakładki z Steam Workshop,
Grałem w Rome II, na turze 100+ już mi się nudziło ale jakoś na raty doszedłem z nudów do 200+ i odpuściłem, a kupiłem Oryginał i na szczęście zrobiłem to na przecenach za 25 zł a na to co otrzymałem to więcej nie jest warte.
Empire i Napoleon przekombinowane jakoś w ogóle mnie do tego nie ciągnęło, po 30 min gry wyłączyłem...
Rome 1 było jeszcze jako tako grywalne.
Tak tak wiem, zaraz będzie że jestem hejterem etc. ale kupowałem oryginały(nigdy wersje pre, czekałem na przeceny, pamiętam jak dostałem Barbarian invasion do rome 1 za 2 funty w wydaniu pudełkowym tylko że po eng) i mam prawo oceniać te gry po swojemu.
Czas się obudzić i przestać z siebie robić idiotę i kupować pre-alphe
Miejmy nadzieję, że przynajmniej gracze się czegoś nauczyli. To, że gra dostaje wysokie noty u 'profesjonalnych' recenzentów przecież i tak nie ma żadnego znaczenia...
Ot i przykład: jeden z najważniejszych elementów gry strategicznej ma wzmiankę w jednym paragrafie...