Grafika i dźwięk
Total War: Attila wygląda bardzo dobrze, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę strategiczny rodowód. Już tłumaczę, o co chodzi. Otóż w bitwach często biorą udział tysiące jednostek. Dlatego za niemały sukces należy uznać to, że po maksymalnym przybliżeniu pola walki można się całkiem dokładnie przyjrzeć nawet twarzy pojedynczego wojaka. Mało tego, taki widok nie wywoła grymasu na twarzach większości estetów, którzy zwracają uwagę na grafikę. Naprawdę zadbano o szczegóły. W przypadku dziewiątej gry z tej serii zapowiadające ją zrzuty ekranowe nie kłamią.
Total War: Attila zadowala graficznie zarówno podczas bitew, jak i w trakcie powiększania granic swojego imperium na mapie świata. Widać niemały postęp względem Rome 2 pod tym drugim względem. Pola walki są ogromne, szczegółowe i wiarygodne, co widać zwłaszcza podczas oblężeń. Zdążyłem zwiedzić głównie Europę Centralną i Zachodnią: obszary były do siebie podobne, ale w żadnym razie takie same. Różne warunki pogodowe współtworzą nastrój w grze, tekstury są w wysokiej rozdzielczości, a dodatkowo urody obrazowi przydają efekty przetwarzania końcowego: obfity HDR, świetna głębia ostrości i tym podobne. Bardzo dobrze wygląda także ogień, a efekty cząsteczkowe są całkiem niezłe.
Z rzeczy wywołujących niewielki zgrzyt i zarazem niezbyt znaczących wymienię powtarzające się jednostki. Regiment może składać się z dosłownie trzech modeli pomieszanych ze sobą. Tekstury na nich regularnie się powtarzają, a liczba tworzących je wielokątów jest niewielka. Często widać, że obok siebie stoją sobowtóry, które mają bardzo podobne, zapętlone animacje. W normalnych okolicznościach byłaby to wada, ale skoro w bitwach biorą udział całe armie, wierzę, że po prostu nie dało się inaczej. Albo może by się dało, ale kosztem wydajności, a i bez tego nawet najwydajniejsze komputery dostaną zadyszki w Total War: Attila.
Do osiągów sprzętu w tej grze powrócimy niebawem. Teraz pozostaje mi jedynie nadmienić, że w wysokich ustawieniach płynność animacji podczas bitew utrzymywała się na poziomie około 20 kl./s. Sporo się może jeszcze zmienić, zapewne wyjdą poprawiające wydajność sterowniki kart graficznych i łatka. Jednak niezależnie od tego Total War: Attila to gra bardzo wymagająca dla podzespołów i to się zapewne nie zmieni przez najbliższy rok lub dwa. Inna kwestia, że to jeden z tych tytułów, w których płynność nie jest kluczowa, bo tempo rozgrywki jest niewielkie.
Na pochwałę zasługuje oprawa dźwiękowa. Muzyka dobrze pasuje do wydarzeń na ekranie. Odgłosy walki są realistyczne i czyste. Podoba mi się to, że ich natężenie zwiększa się wraz z przybliżaniem widoku. Kwestie mówione podczas rozmów dyplomatycznych też nie budzą większych zastrzeżeń. Nie jestem językowym specjalistą, ale moim zdaniem dobrze słychać zróżnicowanie akcentów poszczególnych frakcji.


