Podsumowanie
Zazwyczaj obojętnie podchodzę do zremasteryzowanych wersji gier, przy których bawiłem się wiele lat temu. Skoro je przeszedłem i znam jak własną kieszeń, to nie ma potrzeby po raz kolejny wchodzić do tej samej rzeki. Ale od każdej reguły jest wyjątek.
Ulepszona pierwsza część Resident Evil jest wzorowana na wersji wydanej w 2002 roku na konsolę GameCube. W normalnych okolicznościach należałoby ubolewać nad wtórnością fabuły, miejsc, mechaniki i setki innych rzeczy, a tym samym zarzucić twórcom gry pójście na łatwiznę, lecz nie tym razem. Ta gra tak dobrze bawi właśnie dlatego, że odwiedza się te same miejsca co blisko dwadzieścia lat temu, tyle że ładniejsze, straszniejsze niż kiedykolwiek, po prostu wyborne. Niektórym, owszem, przyjdzie rzucać mięsem przez pracę kamery i mocno toporne sterowanie, ale w tym też jest urok i ci, którzy grali w Jedynkę lub Dwójkę, zapewne się zgodzą.
Resident Evil HD Remaster to obowiązkowa pozycja dla miłośników serii, choć nie tylko. Gorąco polecam ją także tym, którzy chcieliby się z nią zapoznać, ale nie bardzo wiedzą, od czego zacząć. Liczba tytułów wchodzących w jej skład jest przytłaczająca. Poprawiona Jedynka po prostu straszy jak trzeba – dzisiaj takich gier już się nie tworzy. To perełka, której koniecznie trzeba dać szansę. Zalicza naprawdę niewiele potknięć, a daje masę frajdy. Do niej się po prostu siada i gra, dopóki nie pojawią się napisy końcowe. Ja tak właśnie zrobiłem, dlatego nie mogło się obejść bez rekomendacji.


- klimat!
- wierność oryginałowi
- frajda
- groza
- artystycznie ładna
- dla niektórych – sterowanie
- dla niektórych – grafika
- dla niektórych – grywalność

Przestań bredzić. Pisałem - czas. Większość ludzi oprócz grania ma na głowie jeszcze inne czynności: rodzina, praca, dom. Gra, która wymaga ode mnie, dla przykładu, idiotycznego levelupowania postaci po to by przejść dany etap, a następnie kolejny raz następnego wielogodzinnego levelupowania by przejść kolejnego bossa, nie jest grą wartą przejścia i czasu. Spora grupa japońskich gier miała wyżyłowany poziom trudności z racji krótkiej rozgrywki.
Zresztą, mamy inne czasy, to nie lata 90 i premiera pierwszego Devil May Cry...
Ps - wystarczjąco mam krzyżyków w dacie by wiedzieć jak gry potrafiły być trudne i co trzeba było robić, aby je przejść (do dziś pamiętam CAŁOŚĆ świetnego Vagrant Story, gdzie przeciwnikowi zabierało sie atakami 0-1, można było do tego spudłować, a przeciwnik miał po 800HP...tylko tam oprócz idiotycznego levelupowania, które i tak nic by nie dało, był odpowiedni system gry...wystarczyło pomyśleć, a tym właśnie powinien być system walki, który opiera się o myślenie, a nie levelupowanie) tylko jaki to ma związek? Nie mam zwyczajnie czasu na takie gry, chcę poznać fabułę i zobaczyć dobrze opowiedzianą historię, a nie walczyć...walczyć to ja sobie mogę w Tekkenie ze znajomymi. Przypomina mi się świetny Dragon Age 1, w którym już na samym początku stanąłem na blisko miesiąć bo okazało się, że gdzięś zboczyłem z drogi, przez co nadziałem się na walkę z 3 smokami...postaciami, które miały może 5lv...a cofnąć się nie miałem jak.
Jaie levelowanie. RE1 to gra dla graczy, a nie twlenowela. Pierwotnie gra nie miała poziomów trudności. Były dwie postaci. Babka trudny pozioma, facet mega trudny (gorsze bronie i mniejszy inwentarz.
Nie masz czasu, trudno. Wszędzie to podkreślasz jakie to ty masz życie poza grami. To nic wyjątkowego. Co do remake'a to polecam go tym co nie mieli Gamecube'a. Ja raczej nie sięgne po remake w HD choć gra jest tego warta ale już bym wolał popykać w Outcast 1.1. Wszak rodzina, sami rozumiecie
Takie remastery popiera m, ale gry z PS3 w wersji bardziej HD na PS4... nie kupie, by wydawcy nie szli na łatwiznę
Ale mnie rozśmieszył autor recenzji... oj jak bardzo
Rozczarowanie to może zbyt mocne słowo ale niedosyt był. W przypadku RE3 wyjątkowo mało ludzi uważa tą odsłonę za ulubioną. W tym samym czasie wyszło świetne Code:Veronica, która jednak na PC-ty nigdy nie zawitała a szkoda.
Skoro mowa o levelupowaniu, a artykuł traktuje o RE, to może przejaskrawiając powiem tak - w RE ciągle brakowało amunicji (piszę o wersji na PSX), trzymanie gratów w skrzynkach to mocny archaizm (zmuszający do biegania po levelach bo nagle jest cięższy przeciwnik, czy boss), zaś oprócz amunicji, w tego typu grach ZAWSZE brakuje apteczek...
to ciekawe ze brakuje amunicji i apteczek, bo mi zawsze zostawało
ps. parasite eve świetna gra, natomiast dino crisis takie sobie jak dla mnie
ps.2 prawda jest taka ze coraz mniej jest świetnych gier w które można grac godzinami.. i których słowo poziom trudności coś jeszcze znaczy
Skrzynki, powiadasz? Brak, całkowity, 2 bronie max
W RE, w ogóle w tych seriach, denerwowały mnie właśnie i głównie, braki w apteczkach...
Ale mnie rozśmieszył autor recenzji... oj jak bardzo
Skoro mowa o levelupowaniu, a artykuł traktuje o RE, to może przejaskrawiając powiem tak - w RE ciągle brakowało amunicji (piszę o wersji na PSX), trzymanie gratów w skrzynkach to mocny archaizm (zmuszający do biegania po levelach bo nagle jest cięższy przeciwnik, czy boss), zaś oprócz amunicji, w tego typu grach ZAWSZE brakuje apteczek...
to ciekawe ze brakuje amunicji i apteczek, bo mi zawsze zostawało
ps. parasite eve świetna gra, natomiast dino crisis takie sobie jak dla mnie
ps.2 prawda jest taka ze coraz mniej jest świetnych gier w które można grac godzinami.. i których słowo poziom trudności coś jeszcze znaczy
Skoro mowa o levelupowaniu, a artykuł traktuje o RE, to może przejaskrawiając powiem tak - w RE ciągle brakowało amunicji (piszę o wersji na PSX), trzymanie gratów w skrzynkach to mocny archaizm (zmuszający do biegania po levelach bo nagle jest cięższy przeciwnik, czy boss), zaś oprócz amunicji, w tego typu grach ZAWSZE brakuje apteczek...