artykuły

Resident Evil HD Remaster – recenzja

Strach ma wielkie i teraz już ładne oczy

47
20 stycznia 2015, 16:21 Dawid Grzyb

Stara, ale jara

Akcja Resident Evil HD Remaster dzieje się na obrzeżach fikcyjnego miasta Raccoon City. Zadaniem gracza, członka tak zwanego oddziału alfa, jest ustalenie, co się stało z wysłaną tam wcześniej grupą brawo. Ma też zbadać nietypowe, bo kanibalistyczne, morderstwa popełnione w okolicy. Po gwałtownych wydarzeniach, które następują już na samym początku, niewielka grupa ocalałych dociera do posępnej willi. Gracz wciela się w jedną z dwóch dostępnych postaci i zaczyna dochodzenie.

Resident Evil HD Remaster to gra z gatunku survival horror. Celem jest przede wszystkim przeżycie. Szybko się okazuje, że po willi panoszą się nieumarli. Walka z nimi to nic niezwykłego, w końcu pojawiają się w wielu grach, lecz tu bardzo łatwo się ginie, nie ma punktów kontrolnych, a zapisywać stan gry można tylko w wybranych, rzadko spotykanych miejscach. Zresztą do tego i tak są potrzebne specjalne przedmioty, których też za dużo nie ma. Na domiar złego niewiele jest także amunicji, co się odczuwa zwłaszcza na wyższych poziomach trudności. Częściej się manewruje pomiędzy przeciwnikami, niż walczy z nimi. Dodajmy do tego posępność przybytku i pobliskich terenów – i mamy gotowy obrazek. Gra straszy niemiłosiernie, atmosfera jest gęsta, a poczucie zagrożenia – nieustanne. Właśnie to jest w niej takie fajne.      

Sporo rzeczy z oryginału pozostało w niezmienionej formie. Przede wszystkim mechanika gry. Czuć, że postać jest dość ociężała, powolna. Steruje się nią dokładnie tak jak w pierwszej, drugiej i trzeciej części serii. Aby przejść w tryb walki, trzeba przytrzymać jeden guzik, bo dopiero wówczas można przeładowywać broń lub strzelać. Postać prowadzona przez gracza jest ukazywana w różnej perspektywie, w zależności od tego, w jakim pomieszczeniu się znajduje – to esencja tej gry. Położenia kamery są ustalone: raz widać bohatera pod kątem, innym razem w oddali, a jeszcze innym – tylko z boku, przy czym to tylko niektóre warianty. Choć to czasem utrudnia życie, przydaje grze atmosfery, pozwala pokazać proste scenerie w sugestywny sposób, tak aby gracz się ich obawiał, stale czuł niepewnie, nawet w dobrze oświetlonych miejscach. Na osłodę można strzelać i celować za pomocą myszy, co trochę ułatwia zabawę. Choć ci, którzy dotąd nie mieli styczności z grami pokroju Resident Evil HD Remaster, niewątpliwie odniosą wrażenie, że wszystko jest jakieś powolne, spokojne i ociężałe.    

Miłośnicy serii z pewnością się zastanawiają, czy poszczególne miejsca w grze są te same co w pierwowzorze. W znakomitej większości przypadków – tak. Wiele osób poczuje się jak w domu, od razu będą wiedziały, co gdzie jest. Pod tym względem obie wersje tak naprawdę niewiele się różnią. Owszem, ta nowsza bardzo zmieniła się wizualnie, ale większość zagadek i przedmiotów jest tam, gdzie była, praktycznie nie ma niespodzianek. Nie widzę w tym nic złego. Zabawa polega na pozostaniu przy życiu, ale też na backtrackingu, który jest nieodłączną częścią serii. Uzyskiwanie dostępu do pomieszczeń, które przez większą część gry były zamknięte, to żadna nowość. Nie zmienił się też system zapisu oraz przechowywania przedmiotów. Zapis umożliwiają nieśmiertelne maszyny do pisania, wymagające, oczywiście, taśm z tuszem. Wszelkie zaś niepotrzebne w danym momencie znajdźki przechowuje się w nadspodziewanie pojemnych skrzyniach – raz tam umieszczone, będą dostępne w dowolnym momencie zabawy. Ci, którzy spodziewali się tego, że podręczny bagaż się powiększy, będą rozczarowani (albo wręcz przeciwnie): znowu jest tylko sześć miejsc. A zatem trzeba kombinować, często wracać i wymieniać w skrzyni jedne rzeczy na drugie. Broni nie przybyło, choć nie wykluczam, że gdybym grę ukończył więcej niż raz, coś bym jeszcze znalazł. Ja zacząłem Chrisem. W moje ręce wpadł na początku pistolet i nóż, później strzelba, okazjonalnie trafiał się miotacz ognia, a pod koniec gry – rewolwer. I tyle w zupełności wystarczy.

Sposób walki także się nie zmienił, a wrogów praktycznie nie przybyło. Ba, często spotyka się te same monstra w tych samych miejscach co dwie dekady temu! Na widok hunterów czy dobermanów niejeden koneser serii się uśmiechnie. Nawet bossowie są ci sami. System celowania też pozostał bez zmian, choć nie ukrywam, że z myszą jest sporo łatwiej – to element zapożyczony z czwartej części serii.

Pomimo mocno poprawionej grafiki nie zmieniły się animacje postaci bohatera i przeciwników. Walka w dalszym ciągu jest dość toporna, choć satysfakcjonująca. Na gracza czekają stare wyzwania, na przykład huntery, zdolne jednym atakiem pozbawić głowy, ale jest też jedno nowe monstrum. Niektóre podstawowe zombie mogą po ubiciu jeszcze raz powrócić do świata żywych jako tak zwane crimson heads. Zachowują się wówczas dużo agresywniej, są sporo szybsze, mocniej atakują. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że w wersji z 1996 roku ich nie było. Nowością są też narzędzia obronne, granaty oraz noże. Gdy gracz zostanie pochwycony przez nieumarłego, może albo wbić mu kawał stali w głowę, albo wpakować w usta wybuchową niespodziankę i z daleka obserwować deszcz resztek ze zgniłej łepetyny. Mała rzecz, a cieszy.

Każdy, nawet najmniejszy obszar w grze przeszedł całkiem mocny lifting. Willa w czysto artystycznym sensie wygląda obłędnie, posępnie jak nigdy przedtem. W jej korytarzach po prostu czuć, że dzieje się tam coś złego. Atmosfera jest naprawdę ciężka, wręcz grobowa i pomimo tego, że grę znam na pamięć, nie brakowało momentów, kiedy podskakiwałem w fotelu. Klimat to bezsprzecznie jeden z największych atutów Resident Evil HD Remaster. To właśnie ten element w połączeniu ze sprawdzonymi środkami sprawił, że przygodę po raz kolejny ukończyłem w jeden wieczór. Jeśli przejście gry, którą przecież bardzo dobrze się zna, to nie magia, to już nie wiem, jak to inaczej określić.

Choć to nie jest tytuł dla każdego. Gracze niepamiętający Jedynki z pewnością odniosą wrażenie, że wszystko jest jakieś takie powolne, toporne, a w efekcie – zupełnie niedzisiejsze. Ale można się do tego przyzwyczaić. A miłośnicy serii przywitają tę toporność z otwartymi rękoma. Takich gier już się dzisiaj nie robi. Trochę szkoda, bo Resident Evil HD Remaster oferuje naprawdę przednią zabawę. 

2