artykuły

Heroes of the Storm – test wersji alfa

MOBA według Zamieci

28
16 grudnia 2014, 16:46 Dawid Grzyb

Niedzielne granie

MOBA ciekawymi i grywalnymi bohaterami stoją. W HOTS pochodzą oni z prawie wszystkich gier, które stworzył Blizzard. Jest ich w sumie 32. To mało w porównaniu z League of Legends czy DOTA2, ale na tyle dużo, by można było dobrze się bawić. Zresztą nie wiadomo, czy to zamknięta lista. Intuicja mi podpowiada, że jeszcze ich przybędzie, w końcu Blizzard stworzył kilka rozbudowanych uniwersów z masą postaci nadających się do wykorzystania właśnie tu.

Są cztery klasy postaci: zabójca, wojownik, pomocnik oraz specjalista. Dzielą się one na dwie podkategorie: walczącą w zwarciu i dystansową. I tak Kerrigan jest zabójcą biegłym w walce wręcz, a należący do tej samej klasy Falstad przeprowadza ataki na odległość. Z uniwersum StarCrafta pochodzą między innymi: Nova, Abathur, Zagara, Tychus i Raynor. Postacie ze świata Sanktuarium to Łowczyni Demonów, Barbarzynka, Wiedźmi Doktor, Azmodan i Diablo. Ale chyba najwięcej grywalnych postaci wzięto z różnych gier z serii WarCraft. Falstad, Illidan, Muradin, Gazlowe i Uther to tylko niektóre. Warto dodać, że w jednej drużynie dany bohater może się znaleźć w skórze więcej niż jednej postaci. Blizzard dorzucił od siebie stworzenia do jazdy wierzchem, które znacznie ułatwiają podróże.

W HOTS jest aż pięć map. W porównaniu z DOTA2 ta liczba robi wrażenie, choć tak naprawdę nie widziałem, żeby ktoś narzekał przez to na grę Valve. W każdym razie Blizzard ma nieco inne spojrzenie na rozgrywkę. Twórcom gry zależało na tym, aby bohaterowie możliwie często się ze sobą ścierali, ale oprócz tego wykonywali cały szereg misji. A na każdej mapie jest inna. Przykładowo na Blackheart's Bay pojawiają się skrzynie, których zniszczenie powoduje deszcz dublonów. Na środku obszaru znajduje się gotowy statek z tytułowym Blackheartem. Gracze składają przed nim monety, a po uzbieraniu kilkunastu ten nakazuje automatycznie wystrzelenie kilkunastu salw we wrogie fortyfikacje, które mocno na tym ucierpią. Cały cykl się powtarza, przy czym jeśli gracz mający przy sobie kilka monet zginie, te wypadają z niego. Drużyna przeciwna może je wtedy podnieść. Dlatego warto się ich szybko pozbywać. Następna mapa, Haunted Mines, jest najmniejsza, ale dwupoziomowa. W kilka minut po rozpoczęciu meczu otwierają się dwa wejścia do kopalni: jedno przy dolnej linii, a drugie – przy górnej. Po ziemią czekają golem i ghule. Po ubiciu tego pierwszego w każdej z drużyn odradza się taki sam i zaczyna maszerować w kierunku wrogiej bazy. Po ghulach zaś pozostają czaszki, których zbieranie umożliwia ulepszenie owego sojuszniczego golema. Pozostałe mapy też są ciekawe. To dobrze, że tyle ich jest, bo gdybym się miał tłuc tylko na jednej, szybko by mi to spowszedniało.

Inną nowością są obozy neutralnych stworzeń w dżungli. Po zlikwidowaniu ich rezydentów i odstaniu chwili w celu przejęcia obozu stworzenia przyłączają się do gracza i zaczynają atak na wrogie budowle oraz jednostki. Taka pomoc może się wydawać niewielka, ale dwa ogry mogą całkiem nieźle namieszać: skuteczne są podczas niszczenia wież, bram i tym podobnych.

Sama konstrukcja map nie odbiega od standardu w grach MOBA. Są dwie bazy, fortyfikacje przed nimi, trzy linie, wieżyczki oraz dżungla. Do tego dochodzą sługusy wroga i mgła wojny.

Ze względu na popularność gatunku HOTS jest skazana na sukces. Raz, że to MOBA, a dwa, że tworzona przez Blizzarda. Tak czy inaczej, rozgrywka daje dużo frajdy – jest szybka i wciągająca. Za sprawą zwiększonej dynamiki mecze rzadko trwają dłużej niż dwadzieścia minut. HOTS ma to wszystko, co każda szanująca się gra MOBA mieć powinna. Jest ganking, roaming, pilnowanie linii, harassing, czasem zabójstwo dwóch na jednego, są też inne typowe dla gatunku elementy. To sprawia, że zabawa jest po prostu przyjemna, do tego podana w lekkostrawnym sosie. Następnie zabawa przenosi się w stronę zadań i pozyskiwania sojuszników z dżungli. Widać, że na tym skupia się wiele osób. Potężny golem w roli sprzymierzeńca lub klątwa sprawiająca, że wieżyczki nie strzelają, to okazja do natarcia, której nie można przepuścić. Później jest niszczenie kolejnych fortyfikacji, potyczki często całych drużyn, no i w końcu likwidacja fortu. 

Rozgrywka jest uproszczona do bólu. W DOTA2 jedną postacią można grać tygodniami, a i tak nawet po tak długim okresie człowiek potrafi się nauczyć czegoś nowego. W HOTS przełączałem bohaterów praktycznie co kilkanaście meczów, bo czułem, że wiem już o nich wszystko co trzeba. Względnie szybko można się zorientować, w co należy inwestować przy awansach. Są umiejętności, których niewybranie to ciężki grzech, nie brak również kompletnie nieprzydatnych.

Spodobała mi się postać Kerrigan, zabójcy walczącego w zwarciu, który polega na kombinacji trzech ataków. Jakkolwiek mocno próbowałem, nie potrafiłem inaczej jej rozwinąć niż standardowo, pozostałe sposoby są po prostu mało skuteczne. To dotyczy także wielu innych postaci. Przedmioty wprowadziłyby tu jakieś urozmaicenie, ale jest tylko to, co jest.

Nie narzekam, że HOTS nie jest aż tak rozbudowana jak DOTA2. Te gry są bardzo różne pod wieloma względami i kierowane do innych osób, jednak uproszczenie mechaniki w grze Blizzarda może sprawić, że zabawa zacznie powszednieć szybciej, niż można by się spodziewać.

2