artykuły

Assassin's Creed: Unity – recenzja

Rewolucji czas

91 15 listopada 2014, 21:15 Dawid Grzyb

Grafika i dźwięk

Najnowsza część serii Assassin's Creed jest oparta na silniku AnvilNext, czyli tym samym, który wykorzystano w poprzedniej części serii, Assassin's Creed: Black Flag. Unity została wydana jedynie na pecety oraz konsole nowej generacji. Ponieważ poszczególne wersje trafiły do sklepów w tym samym czasie, można przyjąć, że ta pecetowa nie jest konsolowym „portem”.

Potwierdzeniem tej tezy jest naprawdę bardzo dobra jakość grafiki. Assassin's Creed: Unity robi wrażenie. Nie zaskakuje, bo widać znajome narzędzie, na którym jest oparta, i nie nastąpiła żadna wizualna rewolucja, ale w dziedzinie szczegółowości obrazu AnvilNext to ścisła czołówka.

Realistyczna oprawa graficzna jest typowa dla gier z tej serii, to jedna z jej wizytówek. Tu nie ma miejsca na przerysowanie, wszystko ma odpowiednie proporcje. Niezależnie od tego, czy jest to walące się domostwo w dzielnicy żebraków czy kilkanaście razy wyższa katedra Notre Dame. Ludzie odpowiedzialni za obraz Paryża nie szczędzili drobiazgów – ulice są przyozdobione masą obiektów. Pusty – to ostatnie, co można by napisać o świecie Unity. Twórcy gry chwalili się też możliwością renderowania wielotysięcznego tłumu, co pokazuje poniższy zrzut ekranu. Nie sądzę, by obecnie jakakolwiek inna gra lepiej sobie radziła pod tym względem. 

W grze jest też cała masa środków graficznych, które urealniają obraz przed graczem. Nie zabrakło HDR-u, bloomu, wolumetrycznego dymu oraz innych efektów cząsteczkowych, promieni słońca, znakomitych miękkich cieni i tym podobnych. Mo-cap też jest naprawdę niezły; główny bohater ma w sobie grację godną komputerowego zabójcy A.D. 2014. Choć kilkudziesięcioosobowa tłuszcza potrafi się poruszać tak, jak gdyby poszczególne postacie były wykonane z drewna, ale to drobnostka.

Nie mogę też narzekać na liczbę wielokątów, z których są zbudowane modele postaci oraz budowle.

Natomiast nie podobają mi się włosy. To zastrzeżenie mam praktycznie co do każdej gry. Po prostu musimy jeszcze poczekać na bardziej realistyczne owłosienie głowy, choć w Assassin's Creed: Unity jest jedna niewiasta, która się pod tym względem wyróżnia.

Tekstury mają zadowalającą rozdzielczość i ogólnie wyglądają dobrze. Niektóre wydają się wręcz fotorealistyczne, chociażby złota farba na posągach i niektóre dachy. Nieco kontrastują z mniej dopracowanymi elementami grafiki, co doskonale widać w przerywnikach filmowych. Te są renderowane, a jakże, z użyciem silnika gry. Uwzględniają między innymi zmienny ubiór Arna – drobnostka, a cieszy.

Jakość dźwięku nie budzi zastrzeżeń, podobnie jak muzyka, która dobrze się komponuje z wydarzeniami na ekranie. Połączenie języków francuskiego oraz angielskiego brzmi dobrze, choć nie będę udawał, że znam ten pierwszy.

Inna sprawa to optymalizacja. Niestety, to jedna z największych bolączek gry, z którą w parze idzie cały zastęp mniejszych i większych błędów. Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek z Was tego doświadczył, ale mnie gra raz po raz zawieszała się w tym samym momencie, tuż po przekroczeniu granic dwóch dzielnic najbardziej wysuniętych na południowy wschód. Na szczęście wątek główny nie uwzględniał podróży do tych miejsc, więc kampanię ukończyłem. Regularnie jednak raz na kilka minut cały ekran zamierał i dopiero po kilku, kilkunastu sekundach akcja ruszała dalej. Drastyczne spadki płynności, mniejsze lub większe w zależności od miejsca, to norma, do tego się przyzwyczaiłem. Nie przypominam sobie, by jakakolwiek inna gra udostępniona mi przed tym, zanim trafiła do sklepów, frustrowała mnie równie mocno co Assassin's Creed Unity. (Zobacz nasz test kart graficznych i procesorów w tej grze).

4