Multiplayer
Mocną stroną gier z serii Call of Duty od zawsze był tryb wieloosobowy. Call of Duty: Advanced Warfare nie jest tu wyjątkiem. Rozgrywka nie przeszła rewolucyjnych zmian w porównaniu z poprzednimi częściami, niemniej nowe środki dodają swoje trzy grosze. Poniższe akapity to moje wrażenia po w sumie kilkunastu godzinach gry, nie traktujcie ich zatem jako ostatecznej oceny trybu sieciowego. Gra jest bardzo rozbudowana, jest masa rzeczy do odblokowania i dopiero po tygodniach naprawdę solidnego grania mógłbym porządnie się zagłębić w ten temat. Ale już po kilkunastu meczach doskonale widać, w którą stronę zmierza rozgrywka.
Zabawa jest piekielnie szybka. Dodanie podwójnych skoków i możliwość dodatkowego odbicia w powietrzu sprzyjają dynamice meczów. Ta względnie mała zmiana wpływa na praktycznie każdy aspekt zabawy. Mapy są bardzo rozbudowane w pionie; widać, że przystosowano je do tego, aby dało się wykorzystywać wysoko umiejscowione półki, dachy i tym podobne. To powoduje, że gracz, wchodząc na niewielki plac, musi nie tylko rozglądać się na boki i patrzeć przed siebie, ale też zwracać uwagę na najwyższe widoczne miejsca. Nawet pomimo tego postać często będzie zaskakiwana, będzie ginąć od serii kogoś, kto był jeszcze wyżej albo w ułamku sekundy przeskoczył niewielki bunkier czy budynek i znalazł się akurat za jej plecami.
Wymiany ognia w powietrzu są normą i przydają rozgrywce widowiskowości, choć zaprawieni w bojach gracze nie skaczą jak oszalali, poruszają się ostrożnie, z podwójnych skoków korzystają w określonych sytuacjach.
Ogólnie Call of Duty zrobiła się nieco szybsza i na areny wkradła się odrobina chaosu.
Dużo się zabija, często się ginie. Rozbudowanie map w pionie sprzyja „kamperom”, a ponieważ w Call of Duty: Advanced Warfare łatwo zadać śmierć, rezultat nietrudno przewidzieć. Prędzej czy później nawet nowicjusz kogoś ustrzeli i to mu się spodoba.
Rozgrywka się skróciła, ale to następstwo jej dynamiki. Kilkuosobowe zespoły osiągają limit 75 punktów w trybie drużynowego deathmatchu w dosłownie kilka minut. To w połączeniu z natychmiastowym, choć niedopracowanym, systemem odradzania się sprawia, że nikt nie powinien być zaskoczony. Bardzo często zmartwychwstawałem za plecami wroga, a często było na odwrót: paść trupem można dosłownie w sekundę po powrocie na pole walki. Da się do tego przyzwyczaić, lecz bardzo wielu czeka frustracja. Liczne elementy wymagają jeszcze optymalizacji.
W grze jest bardzo dużo możliwości dostosowania postaci. Można zdać się na jedną z kilku dostępnych konfiguracji, ale trudno nie stworzyć własnej, skoro opcje są tak bogate. Kreator jest oparty na systemie o nazwie Pick 13. Polega on na zapełnianiu dostępnych miejsc „perkami”, bronią, jej ulepszeniami, „killstreakami” i tak dalej. Slotów jest trzynaście, więc trzeba wybierać. Lepsze będą dobrze doposażone bronie czy może bonusy związane z ciągiem zabić? A może lepiej wybór zrównoważyć? Decyzja należy do gracza. Ta dowolność zadowoli nawet najbardziej wybrednych.
Broni jest naprawdę sporo, a jeszcze więcej jest dodatków do nich. Odblokowuje się je w dobrze znanym systemie. Za zabicia i awanse na kolejne poziomy dostaje się dostęp do nowych rzeczy. Jest sporo elementów odzienia, kamuflaży i tym podobnych. Za wykonywanie zadań i awans dostaje się też paczki ze sprzętem, które należy otworzyć. W środku może być dosłownie wszytko, od „skórki” dla narzędzi mordu poprzez okulary i części garderoby aż po nieco zmodyfikowane warianty broni, które odblokowują się z czasem. Urodzeni kolekcjonerzy mają po co grać. Liczba dostępnych przedmiotów nie jest znana, ale intuicja mi podpowiada, że przytłacza.
Ciekawie wygląda możliwość dostosowywania bonusów za tak zwane killstreaki, czyli zgromadzenie określonej liczby punktów za zabicie człowieka, asystę i tak dalej. Każdy bonus można dodatkowo ulepszyć, choć tak to rozwiązano, że wraz z kolejnymi dodatkami wzrasta liczba punktów potrzebnych do jego aktywacji. Oczywiście, podczas gromadzenia punktów nie można zginąć, bo wówczas licznik się resetuje.
Jest jeszcze cała masa rzeczy, które trzeba poznać, by móc je obiektywnie ocenić, chociażby zrównoważenie postaci i grywalność poszczególnych map i trybów. Kilka godzin zabawy to stanowczo za mało. Niemniej już po tak krótkim czasie widać, że zabawą wieloosobową Advanced Warfare stoi. To jej mocna strona, choć pewnie potrzebna będzie niejedna aktualizacja, aby wszystko działało jak należy.



