artykuły

Call of Duty: Advanced Warfare – recenzja

Tym razem służba wzywa do przyszłości

54
7 listopada 2014, 10:22 Dawid Grzyb

Rozgrywka solo

Call of Duty: Advanced Warfare to, a jakże, pierwszoosobowa strzelanka, symulator żołnierza przyszłości. Kampania przeznaczona dla pojedynczego gracza jest podzielona na piętnaście misji, których wykonanie zajęło mi blisko sześć godzin. To mało, ale po ukończeniu kampanii czułem spełnienie. Odniosłem wrażenie, że gdyby twórcy gry dodali coś jeszcze, przedobrzyliby. Fabuła i tak nie jest mocną stroną gry, wręcz przeciwnie, więc wydłużanie jej na siłę miałoby zapewne skutek odwrotny do zamierzonego. A tak... cóż, jest krótka przygoda, która pozwala się oswoić z nowymi zabawkami, a przede wszystkim z dużymi zmianami w sposobie poruszania się postacią.

Całą sytuację fabularną ratuje też obecność Kevina Spaceya, który użyczył swojego głosu oraz twarzy jednej z kluczowych postaci w grze. Miłośnicy serialu House of Cards powinni ukończyć przygodę dla pojedynczego gracza chociażby z jego powodu. Zachowuje się dokładnie tak jak Frank Underwood. Jest wyrachowany i stanowczy, ale też uprzejmy, wypowiada bardzo rzeczowe kwestie. Nie sposób go nie lubić.

Kampania jest naładowana akcją od początku aż po sam koniec, gracz nie ma w niej nawet chwili wytchnienia. Jest nastawiona na wręcz nieustającą walkę, choć przy użyciu różnych środków i różnego podejścia. Czasem będzie to likwidowanie całych zastępów wrogów na otwartym terenie, a czasem – infiltracja obejmująca zabijanie wybranych niewygodnych osób. Nie zabraknie też ucieczek (pieszych i pojazdami), walących się budowli, likwidowania celów z różnych mniejszych i większych maszyn bojowych. Jest ucieczka przed kulami snajpera, tylko po to, żeby w końcu dotrzeć do wyrzutni rakiet Stinger i w ten widowiskowy sposób posłać natarczywego wroga do krainy wiecznych łowów. Są nawet pościgi na szosie, walący się most, starcie na lotniskowcu, przejmowanie wrogiego samolotu, dosłownie wszystko. Nie zabrakło nawet implementacji gry Frogger. Kto się kiedykolwiek zastanawiał, jak żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej pokonuje autostradę, teraz już będzie wiedział.

 

Misje są zlepkiem pomysłów, które w grach komputerowych przewijały się już niejednokrotnie. Można zarzucać jej wtórność albo usiąść, odprężyć się i chłonąć to wszystko niczym gąbka wodę. Akcji jest tyle, że człowiek nawet się specjalnie nie zastanawia nad tym, że coś można by zrobić inaczej. Po prostu przedziera się od jednego punktu kontrolnego do następnego, czekając, co ciekawego Frank Underwood świata gier komputerowych ma do powiedzenia.

Poszczególne obszary w grze bardzo się zmieniają, to spory plus. Praktycznie nie ma dwóch podobnych do siebie. Gracz odwiedzi zarówno te ciepłe, na przykład Nowy Bagdad, jak i teren podbiegunowy. Las? Dżungla? Są. W Call of Duty: Advanced Warfare nie ma cyklu misji rozgrywających się w tym samym miejscu i w dużej części to ich różnorodność sprawia, że jest się ciekawym, co będzie dalej, w jak przerysowanej sytuacji postać znajdzie się tym razem. 

Sama rozgrywka jest uproszczona do bólu. Poszczególne miejsca mogą przytłaczać rozmiarem, ale tak naprawdę każda jest zlepkiem niedużych miejsc połączonych ze sobą jedną tylko ścieżką, z bardzo wyraźnie zaznaczonym obszarem, do którego trzeba się udać. Są delikatne odstępstwa, niemniej gracz jest prowadzony za rękę, choć nawet bez sygnalizatorów każdy dałby sobie radę. Widzisz czołg przyszłości z daleka? Możesz być pewien, że gdzieś w jego pobliżu stinger tylko czeka na to, by go skutecznie użyć. Oczywiście, musisz się zakraść, podnieść broń i kilka razy trafić w nogi maszyny.

Widać, że w Call of Duty: Advanced Warfare postawiono na mocno kinową, niewymagającą myślenia zabawę, w której przydaje się refleks. Jest całkiem sporo sekwencji QTE, choć są bardzo proste. Najczęściej sprowadzają się do możliwie szybkiego wciskania jednego przycisku, by na przykład wyważyć jakieś drzwi. Nie brak też skryptów – w świecie Call of Duty: Advanced Warfare naprawdę nie da się zaszaleć. Gracz to jedynie aktor zachowujący się dokładnie według restrykcyjnego scenariusza napisanego przez twórców gry. Jakiekolwiek odstępstwa od tego porządku są po prostu niemożliwe. 

Call of Duty: Advanced Warfare to gra przyszłości. Widać to choćby po arsenale. Dostępne są nietypowo działające strzelby czy karabiny snajperskie, choć nie brakuje ich bardziej klasycznych odmian. Są także bronie czysto futurystyczne, na przykład działo wystrzeliwujące wiązkę palącego promienia. To powinno nakreślić, czego jeszcze można się spodziewać. Wybór granatów też jest spory, a ich działanie – całkiem innowacyjne. Pospolity odłamkowiec sam szuka celu. Granat wywołujący impuls elektromagnetyczny to nic nowego, w przeciwieństwie do tego, który skanuje pobliski teren i podświetla wrogów na kilka sekund.

Największą innowacją są jednak egzoszkielety. To stalowe przyłącza dla kończyn i kręgosłupa, które znacznie podnoszą wartość bojową żołnierza. Może on wykonywać podwójne skoki, opaść z dużej wysokości, by wyhamować tuż przy ziemi, leczyć się, uaktywniać pancerz, a nawet spowalniać czas lub znikać. Pomiędzy misjami gracz dostaje konkretny skafander z konkretnymi funkcjami. Jest w tym logika: sprzęt dopasowano do wymagań danego zadania. Niemniej pewna różnorodność by się tu przydała.

Za przekraczanie określonych progów (liczba strzałów w głowę, liczba wrogów zabitych za pomocą granatów i tym podobne) otrzymuje się punkty modernizacji egzoszkieletu, które obejmują wszystkie modele dostępne w grze jednoosobowej. Tutaj również nie ma nic odkrywczego. Można zwiększyć żywotność Mitchella, baterii, zwiększyć liczbę granatów, długość sprintu i tak dalej. Abstrahując od wszędobylskich ułatwień: elementy opancerzenia, bronie oraz przeciwnicy sprawiają, że gracz faktycznie czuje się częścią pola walki przyszłości.  

2