artykuły

Halo: Master Chief Collection – recenzja

26
7 listopada 2014, 15:02 SCSI

Cztery razy Master Chief

„Kolekcja Master Chiefa” składa się z czterech tytułów, które na przestrzeni lat wyprodukowały firmy Bungie i 343 Industries. Wszystkie poddano licznym szlifom, przede wszystkim w dziedzinie grafiki. Szczególnie dotyczy to dwóch pierwszych części, przygotowanych od nowa w taki sposób, żeby jak najmniej odstawały od Trójki.

Jak pamiętamy, Halo i Halo 2 pierwotnie ukazały się w wersji na pierwszą konsolę Xbox, a później zostały „przeportowane” na komputery PC. Niestety, tym razem nie odniosły takiego sukcesu. A szkoda, bo swego czasu były to znakomicie przygotowane strzelaniny (i dzięki odnowionym wersjom wciąż takie są), o znakomitej mechanice walki i jednych z najlepszych skryptów odpowiedzialnych za działanie sztucznej inteligencji przeciwników. Zresztą ekipa Bungie nadal dopieszcza tę mechanikę w niedawno wydanej grze Destiny.

Odnowione pierwsze Halo pojawiło się już przed kilkoma laty, kiedy to do sklepów trafiła edycja związana z dziesiątą rocznicą wprowadzenia tego tytułu. Już wtedy mogliśmy docenić umiejętności programistów 343 Industries, zajmujących się nową wersją. Tak więc Combat Evolved w recenzowanej kolekcji nie jest niczym nowym. Nowością jest za to część druga, która została przygotowana w podobny sposób.

Oprawa graficzna została całkowicie podmieniona na nową, bardziej przypominającą wydane na Xboksa 360 części ODST i Reach. Zresztą już w pierwszym, rocznicowym wydaniu Jedynka miała wszystkie mapy „przepisane” na silnik Reach. Obie części są wyświetlane w pełnej rozdzielczości HD 1080p i w 60 kl./s. Biorąc pod uwagę moc nowego Xboksa i wiek samych gier, raczej trudno uznać to za jakieś wybitne osiągnięcie, ale w czasie, kiedy co druga gra konsolowa zapewnia jedynie 30 kl./s, trzeba o tym wspomnieć.

Uwaga o 60 kl./s i grafice 1080p dotyczy także dwóch następnych części, czyli Halo 3 oraz Halo 4. I o ile w Trójce faktycznie nie ma się za bardzo do czego przyczepić, bo grafika jest płynna, a doczytywanie poziomów nie wpływa w żaden sposób na dyskomfort grającego, o tyle w Czwórce twórcom nie do końca udało się uporać z tą trudną materią. Zdarza się bowiem, że w trakcie doładowywania w locie kolejnej porcji danych terenu lub w czasie wyjątkowo ostrej młócki gra zaczyna delikatnie zacinać, co raczej nie zdarzało się wersji na Xboksa 360. Nie jest to jakiś wielki problem, jednak Czwórka komuś, kto grał we wcześniejsze części, może przez to przynieść lekki zawód, nawet jeśli wizualnie wyróżnia się na ich tle zdecydowanie na plus.

W obu grach bardzo delikatnie usprawniono oświetlenie, co jednak nie rzuca się specjalnie w oczy. Ci, którzy poznali je w wersji na poprzedniego Xboksa, nie powinni się spodziewać żadnych nowych wodotrysków. Już chyba tradycyjnie dla tego typu reedycji można ponarzekać na czasem kiepskiej jakości tekstury, jednak w odbiorze całości będzie to przeszkadzać jedynie technicznym purystom.

2