artykuły

Z wizytą w redakcji PCLab.pl – fotorelacja

Miejsce pracy, jakich (nie)wiele...

114 5 kwietnia 2015, 11:00 Redakcja

Z zewnątrz

Ech, Krasnowolska 3A... Poniższe zdjęcie przedstawia ją oczyma niczego niepodejrzewającego przechodnia stojącego po drugiej stronie ulicy pod koniec marca. Sami rozumiecie, raz jest słońce, a za chwilę deszcz. Dalej w kolejce czekają: grad, śnieg, znowu słońce, a później tornada i powodzie. Cały ten pogodowy dramat rozgrywa się w ciągu kwadransa, czyli tak zwana polska wiosna w podręcznikowym wydaniu. Ale nic to, nie ma się co zrażać. Tym razem nie dość, że oprowadzimy Was po pełnej tajemnic Krasnowolskiej 3A, to jeszcze zrobimy to dosłownie za rękę, tak łopatologicznie i szczegółowo, jak tylko się da. Z kilkoma wyjątkami, rzecz jasna, szkielety zalegają nawet w naszych szafach. Oprócz tych kilku niewygodnych miejsc zobaczycie praktycznie każdy zakątek naszej siedziby.

Po przejściu przez drewnianą furtkę ukazuje się taki oto obrazek. Ot, zwykły dom jednorodzinny, jakich w naszym kraju wiele. Nie, w środku nie może się dziać nic złego...

Po uporaniu się z przesadnie śliskimi schodami, których nikomu oprócz Tomasza nie chciało się odśnieżać podczas wiadomej pory roku, wypada się obrócić przez ramię, raz jeszcze zerknąć na ulicę i zachłysnąć się szarą marcową rzeczywistością.

Ponieważ mamy własny parking, pozostaje się przyjrzeć, cóż takiego na nim stoi. Sami widzicie, można nam pozazdrościć konszachtów z niektórymi producentami, bo na podjeździe widać jedynie maserati, lexusy, bugatti, porsche i inne takie, których nie powstydziłby się niejeden szejk arabski. Piła swojego mercedesa S w wersji AMG parkuje poza bramą, bo psułby tylko krajobraz i obniżał prestiż przybytku...

Za parkingiem jest niewielki kawałek trawnika, a całość oddziela pas niewysokich drzew.

Kiedyś, gdy wszyscy byliśmy młodzi i piękni, myśleliśmy naiwnie, że taras za domem będzie miejscem spotkań po pracy, spożywania mięsiwa i złotych trunków, snucia planów na przyszłość we wspólnym gronie itp. Niemniej redakcyjne życie te założenia szybko i brutalnie zweryfikowało. Balet zrobiliśmy dosłownie dwa razy, czasu na to nie ma. Tak po prostu. Ale z tych średnio zapamiętanych wieczorów zachował się piękny, wręcz antyczny grill. Szybko został wykorzystany do podparcia tarasowych drzwi z moskitierą. Było to ze cztery lata temu i tak zostało – niezależnie od pory roku pełni dokładnie taką samą funkcję. 

Na tyle posesji nic się nie zmieniło. Balkon wykorzystuje w sumie trzech palaczy, ale tym razem nie Dawid. Do pewnego stopnia uporał się z nałogiem – przesiadł się na elektroniki.

Tak, to nie żart, w dniu sesji na trawniku namierzyliśmy najprawdziwszego jeżyka. Spał sobie smacznie, ignorował gapiów. Człowiek może czuć się fatalnie, gdy w deszczu musi robić zdjęcia lub też moknąć, wydając fotografującemu serię poleceń. Tak czy inaczej, po takim spotkaniu w sercu jakoś tak ciepło się robi...

Wymieniliśmy dewar. Stary się popsuł, ciekło z niego, trudno. Ale ponieważ cały czas pamiętamy o przydatności i zasługach tego pojemnika, znaleźliśmy dla niego ciepły i przytulny kącik. Choćbyśmy chcieli, nie umielibyśmy się z nim rozstać. Za dużo sentymentów, odmrożonych kończyn, spalonych płyt głównych.

Obchód z zewnątrz zrobiony, teraz udajemy się do środka.

2