Grafika i dźwięk
Po Lords of the Fallen widać, że to gra stworzona z myślą o mocnych pecetach i konsolach najnowszej generacji. Ludzie z CI Games posłużyli się, o ile mi wiadomo, własnym narzędziem o nazwie Fledge. Nie wiem jednak, czy gra była projektowana bardziej pod kątem konsol, a pecet to jedynie efekt uboczny, czy może było odwrotnie, a może wszystkie platformy były traktowane tak samo. Jedno jest pewne: wersja na pecety zdecydowanie nie jest tak zwanym portem. A jeżeli jest, to nie odnosi się takiego wrażenia, ani trochę.
Lords of the Fallen miejscami wygląda obłędnie, także całościowo trzyma bardzo wysoki poziom. Świat gry to kawał dobrej roboty. Jak pisałem, poszczególne obszary są szczegółowe, dobrze pomyślane i ładne. Co więcej, ponieważ często są też klaustrofobiczne, projektanci map mogli w nich upakować dużo detali i efektów, które generowane na znacznie większym terenie zadusiłyby praktycznie każdą platformę. Lords of the Fallen to nie sandboks, w którym trzeba wszędzie oszukiwać, optymalizować i kombinować, aby liczba klatek na sekundę nie wahała się od kilku do kilkudziesięciu, a była mniej więcej stała. Zrzuty ekranu opublikowane, zanim gra trafiła do sklepów, są nieco dopieszczone, przede wszystkim wyostrzone, lecz grafika na sporej części jest bardzo zbliżona do tego, co widziałem na swoim monitorze w maksymalnych ustawieniach szczegółowości obrazu. Oczywiście, miejscami trafiają się gorsze tekstury, zwłaszcza na postaciach niezależnych, ponadto ich włosy często są niezbyt ładne, co trochę nie przystaje do współczesnych standardów, ale nie widać niedoboru wielokątów przypadających na poszczególne obiekty, a to bolączka znakomitej większości gier. Za to wrażenie robią efekty przetwarzania końcowego. Jest wszystko to, co być powinno. Lords of the Fallen znakomicie operuje dynamicznym, różnorodnym światłem, HDR-em i głębią ostrości. Mo-cap też budzi uznanie i dotyczy to zarówno Harkyna, jak i tałatajstwa, które trzeba ubić. Tak naprawdę zabrakło mi jedynie większego rozmycia ruchów głównego bohatera oraz nieco bardziej realistycznego ognia, ale to już czepianie się na siłę i ogólnie Lords of the Fallen to bardzo ładna gra.
Oprawa dźwiękowa też jest dobrze dopasowana. Szczęk broni białej, odgłosy tarczy, zaklęć czy wrogów nie budzą większych zastrzeżeń. Zazwyczaj, gdy daną grę przechodzę ponownie, na drugim monitorze oglądam serial. Tym razem nie miałem takiej potrzeby. Inna sprawa, że często nieusłyszenie odgłosu odpowiednio wcześnie oznacza śmierć równie szybką, co gwałtowną. Muzyka też jest w porządku. Może nie na tyle, żebym chciał jej słuchać poza grą, ale z pewnością dobrze pasuje do ogólnej konwencji i atmosfery w danej sytuacji.


