Technikalia
Wasteland 2 nie jest perełką techniczną. Twórcy wybrali silnik Unity, który powinien się Wam kojarzyć ze smartfonami, tabletami i grami w przeglądarce. Jeśli chodzi o koncepcję artystyczną, nie możemy grze prawie nic zarzucić, jednak technicznie jest na poziomie niewiele lepszym niż... Dungeon Siege II z 2005 roku. Mała szczegółowość najbardziej razi w przypadku postaci, które co prawda zwykle oglądamy z daleka, ale które po zbliżeniu kłują w oczy kanciastymi kształtami. Oświetlenie jest ubogie, efektów postprodukcyjnych praktycznie nie ma (oprócz wygładzania krawędzi, które działa wyłącznie w ten rozmywający szczegóły sposób), a efekty specjalne dużej broni czy robotów nie robią w tej dekadzie wrażenia. Nie ujmując nic sprzętowi przenośnemu, Wasteland 2 wygląda, jakby mógł działać na tabletach – i doprawdy nie wiemy, dlaczego jeszcze nie wydano go w takiej wersji.
Na dodatek system aktualizowania gry (a kilka łatek już się pojawiło) bardzo rozrzutnie gospodaruje miejscem na nośniku danych. Przy każdej większej aktualizacji robi na nim niemal pełną kopię programu, która dopiero po całkowitym pobraniu i zainstalowaniu poprawek zostaje usunięta. Do 20 GB na grę należy doliczyć jakieś 10 GB wolnego miejsca na pliki tymczasowe aktualizacji.
Trzeba za to pochwalić grafików i dźwiękowców. Wasteland 2 nie popada w skrajności: nie jest cały szary, jak większość sztuki post-apo, ani nie razi nieprawdopodobnymi widokami. Kolorystyka, modele, oświetlenie – wszystko to jest na swoim miejscu i utrzymuje klimat nuklearnego pustkowia, który jest jedną z głównych zalet gry. Również udźwiękowienie jest bardzo dobre. W rozgrywce turowej dźwięk nie musi odgrywać tak istotnej roli jak w dynamicznych strzelankach czy grach MOBA, ale twórcy nie poszli na łatwiznę i nagrali bardzo sugestywne odgłosy walki oraz dubbing. Dźwięki otoczenia i muzyka są niemal niezauważalne i w ogóle nie zapadają w pamięć.


