Grafika i dźwięk
Na trzeciej stronie relacji z gry w jeszcze nieukończoną wersję Obcy: Izolacja wspominałem, że jakość grafiki jest bardzo dobra. Po zapoznaniu się z pełną wersją pozostaje mi nadmienić, że pod tym względem wcale od tamtej nie odstaje. Gracze pecetowi z pewnością nie zostali potraktowani po macoszemu. Córka Ellen Ripley odwiedza miejsca, które momentami robią wrażenie fotorealistycznych, naprawdę. Choć trzeba zaznaczyć, że oprawa wizualna jest trochę nierówna. Na szczęście wpadki są sporadyczne.
Wspominałem, że w grze zastosowano wiele efektów przetwarzania końcowego: dynamiczne źródła światła, HDR, znakomitą głębię ostrości, wolumetryczny dym czy wreszcie ziarnisty filtr, który przydaje wydarzeniom na ekranie nieco kinowego charakteru. Tekstury w znakomitej większości mają wysoką rozdzielczość, choć trafiają się gorzej nałożone. Najczęściej dotyczy to niewielkich pojedynczych przedmiotów i z daleka tego nie widać. Co innego, gdy się przyjrzeć z bliska popielniczce lub paczce papierosów. To drobiazgi, jednak wprawne oko łatwo je wychwyci. Nie wspominałbym o tym, gdyby nie to, że sporo obiektów codziennego użytku jest dobrze oświetlonych, a przez to łatwo dostrzegalnych.
Nadmiar światła szkodzi tej grze. Niektóre hale i korytarze, zazwyczaj duże i czyste, oraz wręcz sterylne punkty medyczne wyglądają gorzej niż przemysłowe części statku, przyozdobione różnymi sprzętami i nieco zaśmiecone. W tych pierwszych bardziej zauważa się powtarzalność niektórych obiektów. Choć nie jest to jakoś specjalnie irytujące, gracz z reguły jest zajęty analizowaniem sytuacji przed sobą i rozglądaniem się nerwowo po bokach. Oświetlenie jest za to znakomite. Nie ma znaczenia, czy jedynym punktem w pomieszczeniu jest paląca się na czerwono flara czy kilka różnokolorowych lamp, efekt zawsze robi wrażenie. Jest oszczędnie, momentami dość kolorowo, choć w typowym dla „epoki” klimacie. Światło znakomicie łączy się z wolumetrycznym dymem, a sposób, w jaki strumień z latarki Ripley potrafi się nakładać na niektóre tekstury, to uczta dla oczu.
Tak naprawdę chyba największą bolączką oprawy graficznej jest mo-cap, choć wcale nie daje się jakoś szczególnie mocno we znaki. Wyjąwszy ksenomorfa postacie poruszają się nieco sztucznie, ich mimika to też nie jest wizualna ekstraklasa. Widać to dobrze w renderowanych z użyciem silnika gry przerywnikach filmowych. Niektóre postacie mają też facjaty gładkie niczym niemowlęca pupka, a o ile mi wiadomo, każdy na Sewastopolu już od dłuższego czasu walczy o życie. Inny element, który może wywołać grymas na twarzy estety, to liczba wielokątów przypadających na dobrze znane elementy codziennego użytku. Wyposażenie, którym posługuje się Ripley, jest świetnie wyrenderowane, ale popielniczki, lampy i różnego rodzaju inne okrągłe ozdobniki otoczenia są po prostu kanciaste.
Zaznaczam jednak, że wszystkie te drobnostki wymieniłem tylko ze względu na dziennikarską powinność. To detale, wielu nawet nie zwróci na nie uwagi, gdyż za bardzo będą zajęci walką o życie. Prawda jest taka, że Obcy: Izolacja wygląda bardzo dobrze, często wręcz spektakularnie, ma przy tym znakomitą oprawę dźwiękową, która zdecydowanie przydaje grze klimatu, bo faktycznie można się poczuć jak załogant statku kosmicznego wyjętego żywcem z kina lat siedemdziesiątych. Zwracanie uwagi na odgłosy dookoła pozwala uniknąć zagrożenia, przeżyć. Nie potrafię wymienić teraz innej gry, w której ten aspekt odgrywałby tak ważną rolę. To zdecydowanie mocna strona gry.




