artykuły

Huawei Ascend Mate7 – test 6-calowca z wyższych sfer

Nie taki 6-calowiec duży, jak go malują

24
1 października 2014, 18:59 Mieszko Krzykowski

Piękne, lecz problematyczne oprogramowanie

Huawei od dłuższego czasu rozwija swoją własną nakładkę systemową, Emotion UI, charakteryzującą się kilkoma ciekawymi i kilkoma kontrowersyjnymi rozwiązaniami. W Ascend Mate7 można cieszyć oczy najnowszą jej wersją, oznaczoną cyfrą 3, opartą na Androidzie 4.4. Określenie cieszyć oczy wydaje nam się tu jak najbardziej uzasadnione, bo to jedna z najpiękniejszych modyfikacji Androida spośród tych, z którymi mieliśmy do czynienia. Wyraźnie stoi za nią pewna spójna i wyjątkowa wizja artystyczna. Wyjątkowa głównie dlatego, że obecne trendy, które można dostrzec w produktach konkurencji, przyniosły wizualne „spłaszczenie” elementów interfejsu: wszystko ma wyglądać kolorowo, prosto i czytelnie. Emotion UI ma trochę inny charakter, na który składają się: przyjemna czcionka, lekko przytłumiona kolorystyka i bardzo ładne animacje. Zrzuty ekranu nie oddają tego w pełni, bo w ruchu to wygląda znacznie lepiej i dopiero wtedy w wielu miejscach widoczna jest dbałość o detale.


     


Funkcjonalność jest bardzo podobna jak w nakładce Ascenda P7, a więc widać dominujący wpływ kilku może i sensownych, ale czasem problematycznych pomysłów. Już nie raz narzekaliśmy na to, że w sprzęcie Huawei brakuje typowej dla Androida szufladki z programami, a wszystkie ich ikony automatycznie trafiają w wolne miejsce na którymś z ekranów domowych. Największym problemem jest to, jak dziwnie się przesuwa i porządkuje ikony, przesuwa je między ekranami itd. Wszystko dobrze, póki dany ekran nie jest szczególnie zapełniony. Gdy skrótów robi się więcej i chciałoby się zachować jakiś porządek, czasem umieszczenie jakiegoś narzędzia między innymi przy zachowaniu względnej kolejności jest dziwnie trudne, bo poszczególne skróty zachowują się nielogicznie. Naprawdę można dostać szału, gdy trzeba żmudnie przestawiać wszystkie ikony jedną po drugiej w wybrane miejsca, bo automat raczej robi bałagan, nie na odwrót. 

Irytujących problemów jest więcej. Huawei postawiło na rozbudowany system kontroli nad tym, co programy mogą robić w tle. System się pyta, który może się łączyć z danymi, który ma pozostawać aktywny po wyłączeniu ekranu, co jakiś czas przypomina o tym, że jakieś narzędzie zużywa dużo energii w tle, i blokuje niechciane powiadomienia. W teorii – ekstra. W praktyce zaś... Nawet jeśli już się 10 razy zaznaczyło, że oprogramowanie ma nie pytać o działającego w tle Facebooka, to ono spyta się po raz 11. Niektóre programy, nawet jeśli doda się je do listy tych chronionych przed zamykaniem i pozwoli im na wysyłanie powiadomień, przestają informować o nowych wydarzeniach. W ogólnym rozrachunku wszystko to bardziej nam przeszkadzało, niż pomagało.


  


Zauważyliśmy też, że część narzędzi ma dziwne problemy z kompatybilnością z nakładką Huawei. Niektóre są mniej uciążliwe, na przykład Spotify nie wyświetla poprawnie przycisków sterowania odtwarzaniem muzyki w szufladce powiadomień, inne bardziej, na przykład dymki Facebook Messengera tutaj po prostu po chwili znikają i nie da się z nich normalnie korzystać. Drobnych wpadek dałoby się wymienić więcej.


Gdzie się podziały przyciski?


Reasumując, pomysł na swoją nakładkę Huawei ma dobry, ale w tym wszystkim brakuje czegoś, co by go skutecznie przeniosło na praktykę – jakiegoś porządnego ostatniego szlifu. Oczywiście, dobrych elementów i wyjątkowych funkcji jest tu dużo (bardzo nam się podoba to, że domyślną klawiaturą ekranową jest... Swype!), jednak na wrażenia po testach cieniem rzucają się różnego rodzaju kłopoty. Wierzymy, że z biegiem czasu będzie to wyglądało coraz lepiej, bo potencjał jest spory.

2