artykuły

Dead Rising 3 – recenzja trzeciej części serii

Sztuka negocjowania z tymi, co nie chcą umrzeć

50
5 września 2014, 14:04 Dawid Grzyb

Grafika i dźwięk

Poprzednia część Dead Rising nie mogła się pochwalić dobrą oprawą wizualną. Grafika była raczej komiksowa, nieco groteskowa, niezbyt szczegółowa, bez nadmiaru fajerwerków czy efektów przetwarzania końcowego. Przede wszystkim zaś pecety doczekały się „portu” z konsoli, a nie wersji stworzonej z myślą o możliwościach i specyfice komputerów osobistych. Podobnie było z Dead Rising 3, ale kilka rzeczy się zmieniło i to robi bardzo dużą różnicę.

Gra jest oparta na silniku Forge, który został zbudowany tylko na jej potrzeby. Początkowo, pod koniec 2013 roku, wydano ją w wersji na Xboksa One, a zatem pecetowa jest jej „portem”. Byliśmy święcie przekonani, że gracze komputerowi zostaną potraktowani po macoszemu, że Dead Rising 3 będzie wyglądała co najwyżej przeciętnie, bo w takiej sytuacji zazwyczaj właśnie tak się dzieje. Jednak Trójka wygląda obłędnie, jak na intensywność akcji na ekranie. Cieszy kolorystyka: jest szarawo, brudno, twórcy postawili na większy niż dotychczas wizualny realizm.

Od strony technicznej jest naprawdę dobrze, tekstury są w wysokiej rozdzielczości, poszczególne postacie są wymodelowane nadspodziewanie szczegółowo, a efekty przetwarzania końcowego wręcz wylewają się z ekranu. Nie brak HDR-u, dynamicznej głębi ostrości, rozmycia podczas gwałtownych obrotów ani dynamicznego oświetlenia. To wszystko robi wrażenie, gdy przed sobą widzi się około setki nieumarłych. A każdy z bliska wygląda dobrze. Owszem, spotykałem klony, nie mogło być inaczej, ale nie zdarzało się to często. Mimika podczas przerywników filmowych też jest zadziwiająco dobra, choć nie jest to poziom trzeciego Crysisa. Okazjonalnie trafiają się nieco kanciaste przedmioty, do tego o trochę gorszych teksturach. Przydałaby się też nieco płynniejsza animacja ruchu, bo czuć, że jest nieco toporna, Nick porusza się ociężale, ale to drobnostki. Tak naprawdę nasze jedyne zastrzeżenie dotyczy ograniczenia liczby klatek na sekundę do trzydziestu. To wręcz obraza graczy pecetowych, coś, co nie powinno się zdarzyć, największa wada gry. Pecety to nie konsole, da się szybciej!

Oprawa dźwiękowa jest dobra. Głosy aktorów są zróżnicowane, ich kwestie – często zabawne, nieumarli należycie pojękują, samochody wydają różne dźwięki, słychać mlaskanie kończyn o podłoże, wszystko jest w porządku. Muzyka to rzecz gustu. Pasuje do klimatu Trójki oraz wydarzeń na ekranie, ale nie porwała mnie na tyle, żebym chciał jej słuchać poza grą.

5