artykuły

OnePlus One – test. Chiński smartfon najwyższej klasy za rozsądne pieniądze

Flagowiec za „grosze”?

112
3 sierpnia 2014, 15:00 Mieszko Krzykowski

CyanogenMod 11S, czyli inna twarz Androida

Producenci smartfonów z Androidem mają sporo swobody w modyfikowaniu wyglądu i działania systemu operacyjnego. Niektórzy w pełni korzystają z tych możliwości i tworzą swoje nakładki systemowe (tak robi m.in. Samsung, LG, Sony i HTC). Inne firmy nie chcą poprawiać zbyt wielu rzeczy po Google i zachowują podstawowy wygląd i standardową funkcjonalność „robocika” (tak robi ostatnio Motorola). Twórcy OnePlus One wybrali jeszcze inną drogę: zlecili przygotowanie oprogramowania komuś innemu. Otóż za poprawne działanie tego gadżetu są odpowiedzialni ludzie tworzący na co dzień nieoficjalne, zmodyfikowane wersje Androida do różnych popularnych smartfonów, tylko że tym razem zostali oficjalnie do tego zatrudnieni i mają pełne wsparcie OnePlus. Wcześniej na podobny pomysł wpadła firma OPPO (będąca, a jakże, jednym z głównych inwestorów OnePlus) i spotkał się on z ciepłym przyjęciem ze strony zaawansowanych użytkowników.

Zanim przejdziemy do dokładniejszego opisu pewnych elementów tego oprogramowania, zapewne przyda się małe wyjaśnienie, czym w ogóle jest CyanogenMod i dlaczego warto go użyć. Jak wspominaliśmy chwilę wcześniej, Android jest bardzo elastycznym systemem. To jedna z jego najważniejszych cech, sprawiająca, że gdy weźmie się w ręce telefony dwóch różnych marek z Androidem 4.4, oczom mogą się ukazać dwa zupełnie różnie wyglądające interfejsy. Po prostu Google, w przeciwieństwie do Microsoftu, daje producentom sprzętu stworzony przez siebie system (choć do jego rozwoju przyczyniają się także ludzie niezwiązani z wyszukiwarkowym gigantem) i niejako mówi „Róbta, co chceta”. Do tego w oprogramowaniu telefonu mogą grzebać nie tylko pracownicy Samsunga lub konkurencyjnej firmy, ale też ci najzwyklejsi użytkownicy (o ile mają odpowiednie umiejętności). Czasem po prostu naprawiają oni to, co zepsuli twórcy sprzętu (na przykład rozwiązują problemy z płynnością interfejsu), „odchudzają” system z niepotrzebnych rzeczy albo dodają do niego nowe funkcje, aby wszystko działało lepiej i sprawniej. Jednak istnieją grupy, które idą jeszcze dalej, bo przygotowują oprogramowanie niemal od zera, budując je na fundamencie czystego Androida. Jedną z nich jest ekipa CyanogenMod.

Rodzina alternatywnych wersji oprogramowania do smartfonów z Androidem znana jako CyanogenMod jest prawie tak stara jak sam Android. Każdy, kto się bliżej interesuje tematyką zmodyfikowanych systemów operacyjnych w smartfonach, nawet jeśli nie korzysta z tej modyfikacji, to wie, że ona istnieje, i (najprawdopodobniej) ceni tworzących ją programistów. Ci zaczynali niejako w garażu, a teraz są prężnie działającą i zarejestrowaną organizacją, przyjmującą komercyjne zlecenia, co można nazwać sukcesem. Skąd się wzięło to powodzenie? Bo „cyjan” jest rozwijany przez ludzi znających się na swojej robocie jak mało kto. Oni zjedli zęby na optymalizowaniu oprogramowania do różnych smartfonów i to doskonale widać na przykładzie OnePlus One. To prawda, że ich nieoficjalne modyfikacje bywają nie w pełni funkcjonalne i miewają błędy, ale to przeważnie wynika z tego, że producenci sprzętu często blokują dostęp do niektórych części oprogramowania przed ludźmi z zewnątrz. Wtedy ci, którzy w nim grzebią, natrafiają na mur nie do przebicia. W tym przypadku jest inaczej, bo cały projekt ma pełne wsparcie inżynierów OnePlus, a w takich warunkach pracuje się zupełnie inaczej.

To by było na tyle, jeśli chodzi o lekcję historii (tych, którzy chcieliby się dowiedzieć na ten temat jeszcze więcej i znają język angielski, odsyłamy na jedną ze stron projektu CyanogenMod). Czas na garść konkretów. Oprogramowanie OnePlus One nazywa się CyanogenMod 11S i jest oparte na czystej wersji Androida 4.4 (aktualizacja do Androida L już została zapowiedziana). Standardowo dostępne są dwie skórki: ta domyślna, bardziej „płaska”, o kwadratowych ikonkach, i druga, mająca swoje korzenie w interfejsie nowych Nexusów. Inne motywy można pobrać za pomocą specjalnego narzędzia (większość jest płatna). Najszybciej odnajdą się w tym ci, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z systemami tabletowych i smartfonowych Nexusów, a także nowych telefonów Motoroli, bo ingerencje w standardowy wygląd i działanie Androida są tu stosunkowo niewielkie. Lecz jak mówi przysłowie, diabeł tkwi w szczegółach. Kilka dłuższych chwil spędzonych w ustawieniach systemowych ujawnia, że CyanogenMod jest bardzo konfigurowalny i wszystkie swoje atuty pokazuje dopiero po tym, jak poświęci mu się czas i sprawdzi działanie kilku przełączników.

    

Najwięcej różnego rodzaju opcji jest związanych z wyglądem i działaniem szufladki powiadomień i ekranu blokady. Można tu ustawić, jakie skróty mają się w nich pojawić, w jakiej kolejności, jak ma się wysuwać szufladka, co się stanie, gdy się pociągnie za jej lewą część, a co, gdy za prawą, albo zdecydować, że przytrzymanie przycisku domowego pod ekranem będzie włączało latarkę. Jest tego mnóstwo i nie mamy zamiaru wszystkiego tutaj wymieniać, aby Was nie uśpić. Po prostu uwierzcie nam, że każdy będzie mógł dostosować zachowanie najróżniejszych elementów systemu do własnych upodobań (jesteśmy za przełączaniem odtwarzanych utworów przez długie przytrzymanie wybranego przycisku regulacji głośności!), i to w najdrobniejszych szczegółach. Choć może jest to również wada tego telefonu, bo można przy nim spędzić niepotrzebnie dużo czasu, zastanawiając się, czy po obróceniu go o 90 stopni w lewo przyciski zmiany głośności powinny zamienić się miejscami, jakby w danym momencie nie było ważniejszych problemów ;)

   

    

Bardzo fajnym „cyjanowym” pomysłem są profile. Można skonfigurować kilka takich profili, określających, co się będzie działo z telefonem po aktywowaniu wybranego. Na przykład można utworzyć profil Dom, który automatycznie włączy Wi-Fi, wyłączy dane mobilne i lekko zmniejszy głośność powiadomień, albo profil Noc, który po aktywowaniu wyciszy połączenia telefoniczne, wyłączy synchronizację danych itp. W ten sposób da się sterować wieloma zachowaniami smartfona (nawet ustawić tak, by w profilu Dom odblokowanie systemu nie wymagało wpisania hasła, a w innych – już tak). To niesamowicie wygodne i elastyczne rozwiązanie.

  

Dla „hardkorów” przygotowano specjalną zakładkę w ustawieniach systemu, w której można sterować wydajnością procesora. Są trzy domyślne profile działania jednostki centralnej: oszczędny, zrównoważony i wydajny. Ten pierwszy ogranicza maksymalną częstotliwość procesora do 1 GHz, drugi jest dość standardowy i pozwala CPU na ciągłe przełączanie się między 300 MHz a 2500 MHz, a trzeci ustawia na stałe 2,5 GHz. Każdy z tych profili można, oczywiście, konfigurować i zmieniać minimalną i maksymalną częstotliwość taktowania procesora, a także określać, jak szybko ma się on przełączać między kolejnymi stanami. Tak, jest to pole do popisu dla najbardziej zaawansowanych użytkowników, ale jak widać, nie przesadziliśmy, pisząc o bardzo dużej konfigurowalności tego systemu.

    

Reasumując, CyanogenMod 11S to zmodyfikowana wersja Androida 4.4, która na pierwszy rzut oka wygląda jak „czysty” system rodem z Nexusów, ale ma mnóstwo dodatkowych opcji pozwalających dostosować system do swoich potrzeb i jest świetnie zoptymalizowana. Nie każdemu będzie to odpowiadać, bo mniej zaawansowani użytkownicy mogą się poczuć trochę zagubieni i liczba preinstalowanych narzędzi jest niewielka, więc funkcjonalność sprzętu od razu po wyjęciu z pudełka nie jest nadzwyczajna. Jednak wszyscy ci, którzy lubią trochę „pogrzebać” w swoim telefonie i nie boją się poświęcić mu czasu, będą zadowoleni. Naprawdę jest to jedna z lepszych odmian Androida spośród tych, z którymi mieliśmy do czynienia, i pomimo swoich stosunkowo niszowo-garażowych korzeni pod wieloma względami (na przykład stabilnością i szybkością działania) bije na głowę konstrukcje takich firm, jak LG i Samsung. I piszemy to całkiem serio. 

Mamy właściwie tylko jedno zastrzeżenie. Zaszyto tu funkcję wykrywania gestów wykonywanych na wyłączonym ekranie: dwukrotne stuknięcie wybudza telefon, narysowanie palcem koła uruchamia aparat, narysowanie „V” aktywuje latarkę itd. Problem polega na tym, że gesty często są wykrywane przez system, gdy smartfon jest w kieszeni, co często oznacza dziwne SMS-y pisane udem. Pomysł nie jest zły, ale należałoby to połączyć ze zbieraniem informacji od czujnika zbliżeniowego, aby uniknąć takich kwiatków.

3