Szybkie podsumowanie i wracam do gry
Divinity: Grzech pierworodny to jedna z tych gier, które albo się pokocha, albo znienawidzi, tego jestem pewien już teraz. Co prawda oceny udostępnione przez serwis Metacritic.com jasno pokazują, że najnowsze dziecko Larian bardzo polubili nie tylko gracze, ale też recenzenci, jednak nie jest to propozycja dla gracza niedzielnego, więc przeciwne zdania też na pewno się pojawią. Gra wymaga sporo czasu i przede wszystkim uwagi, a o tę w dzisiejszych czasach trudno i wielu może się przez to zniechęcić. Powszechną praktyką jest choćby przeskakiwanie naprędce linii dialogowych, a tu warto je czytać i analizować, by odpowiadać świadomie, a nie na chybił trafił. Podobnie zniechęcić może walka, bo często potyczki powtarza się po kilka, kilkanaście razy, przynajmniej na początku, jeszcze zanim pozna się mocne i słabe strony swoich postaci. Dla wielu osób przywykłych do niewielkiej trudności współczesnych gier już ten normalny poziom może się okazać nadmiernym wyzwaniem, a weterani gatunku uznają go za wielką zaletę.
Walka, rozbudowana, choć miejscami wręcz przesadzona otoczka dialogowa, to, że gracz nie jest prowadzony za rękę – w tym można się rozsmakować i zatracić, o ile da się grze szansę. Dzisiaj rzadko kiedy towarzyszy nam uczucie zadowolenia po wygranej walce, jak było choćby w drugiej części Fallouta lub Baldur's Gate. W Grzechu pierworodnym taka satysfakcja jest na porządku dziennym. Nie ma to jak uporać się z bossem za dziesiątym razem albo jeszcze lepiej. Ale nawet pojedyncze potyczki mogą sprawić nie lada trudności. Tak wysoko zawieszona poprzeczka to w moich oczach zaleta, nie na odwrót.
Jednakże trzeba mieć też na uwadze, że to w dalszym ciągu wersja beta. Wiele rzeczy nie działa tak, jak powinno. Widać też, że to raczej garażowa produkcja, a nie wysokobudżetowy twór, wypolerowany równie mocno pod względem płynności rozgrywki i innych technicznych aspektów (jak gry Blizzarda). Trzeba się też przyzwyczaić choćby do powolnego poruszania się postaci, braku znacznika ich ruchu, topornej i niedokładnej walki, problemów z zadaniami i tym podobnych. Nawet gdy nakaże się postaci iść w jakieś odległe miejsce, kamera jej nie śledzi, a tylko stoi w miejscu, trzeba więc ręcznie odszukać bohaterów. Nadzwyczaj częste użycie opcji szybkiego wczytania stanu gry to norma, choćby podczas kradzieży, kiedy ta okazuje się nieudana, czego następstwem jest pewna śmierć. Mógłbym wymieniać dalej, bo lista niedoróbek jest spora; już po kilkunastu godzinach gry naliczyłem ich całe mrowie i nie raz zgrzytałem zębami z frustracji.
Ale biorąc poprawkę na to, że obecna wersja gry jest dość wczesna, muszę stwierdzić, że w jej świecie można się naprawdę przednio bawić, co zamierzam kontynuować dosłownie za moment. Trzyma mnie przy niej głównie wyzwanie, ale ja się na takich grach wychowałem. Obawiam się jednak, że dla wielu graczy, zwłaszcza tych niedzielnych, te pozytywne strony mogą się okazać niewystarczające. Błędy, niedopracowanie i bądź co bądź pewna archaiczność rozgrywki mogą wziąć górę. Za bardzo przywodzą na myśl duży mod, a nie należycie dopracowaną grę. Pozostaje mi jeszcze nadmienić, że Divinity: Grzech pierworodny to tytuł, w którym nic się nie dzieje automatycznie: czeka Was masa klikania w pudełka, beczki i tym podobne, akcja zaś jest zwyczajnie powolna, jak na dzisiejsze standardy. Sami zdecydujcie, czy właśnie tego chcecie. Najnowsze dziecko Larian Studios po prostu nie jest dla wszystkich.

Za co te minusy, ślepi jesteście?
Tego larian nie wziąłem na ząb, bo pochlebne opinie mnie nie przekonują dzisiaj i przy pierwszej odsłonie do tego izometrycznego widoku, grafika jak w diablo i tu jest właśnie problem, czy to taki cień blizzarda czy troche szersza fabuła.
Więcej w sumie mówiło się o Wasteland 2, który ma wyjść za nieco ponad miesiąc, ale chyba trudno będzie przebić jakościowo nowe Divinity. Więcej spodziewam się po Obsidianie i Pillars of Eternity (beta dla wspierających grę na Kickstarterze za miesiąc - pełna wersja pod koniec roku).
Jest niezwykle ciekawym zjawiskiem, że błedów w aaa syfie jak skyrim autor nie widzi ( w recenzji skyrima tego samego autora oczywiście nie wspomniano o błędach związanych z fizyką, błędach w skryptach questów uniemożliwiających ich ukończenie, zawieszaniu się gry tudzież wychodzeniu do windowsa na różnych konfiguracjach - część z tych problemów nigdy przez beth nie naprawiona. Musieli to zrobić modderzy. ) ale grze indie błędy trzeba wytknąć!
Gra za 5,5 mln dolarów - oh bugi
Gra za 100+ mln dolarów - bugi wywalające do pulpitu? nie wypada o nich pisać w recenzji gry od beth.
Podwójne standardy na pclabie są jak widzę w modzie.
Kumple już w to grają i są zachwyceni a to żadni fani serii, ja sobie obiecałem że polecę po kolei wszystkie części, a to potrwa wieki