artykuły

LG G3 – test smartfona z ekranem QHD

Jeszcze smartfon czy już phablet?

54
3 lipca 2014, 09:13 Mieszko Krzykowski

Stabilizowane 13 MP z laserowym autofokusem

G3 ma dokładnie ten sam 13-megapikselowy sensor co jego ubiegłoroczny krewniak, a więc jakość zdjęć jest niemal identyczna. Nie znaczy to jednak, że te aparaty niczym się nie różnią. Po prostu zamiast mnożenia pikseli dopracowano interfejs narzędzia aparatu, autofokus, optyczną stabilizację, tryb HDR i lampę błyskową. Brzmi to mało imponująco i nie wpływa bezpośrednio na ostateczny wygląd kadrów, lecz w praktyce fotografuje się znacznie przyjemniej i łatwiej osiągnąć zadowalające rezultaty.

Bardzo nam się podoba działanie automatyki i wygląd interfejsu aparatu. W domyślnym, w pełni automatycznym trybie na ekranie widać jedynie dwa przyciski: strzałkę w lewo (zgadnijcie, do czego służy) i ikonkę z trzema kropkami, po której dotknięciu są wyświetlane dodatkowe opcje. I to wystarcza. Aby wykonać zdjęcie, po prostu trzeba dotknąć ekranu w miejscu, które ma być prawidłowo naświetlone i na którym ma być ustawiona ostrość. Ułamek sekundy później ekspozycja zostaje skorygowana (oprogramowanie również decyduje, czy powinno skorzystać z trybu HDR), autofokus kończy pracę, a zdjęcie jest już zapisane w pamięci urządzenia. Świetnie pomyślane i na dodatek niezawodne rozwiązanie, bo bardzo rzadko się zdarzało, aby balans bieli był nie taki jak trzeba, coś było nieostre albo źle naświetlone. Automatyka G3 to takie małe dzieło sztuki inżynierskiej, mocno przyczyniające się do tego, że aż chce się fotografować.

Trochę szkoda, że nie towarzyszy jej równie imponujący tryb ręczny. Nie ma tu nawet suwaka korekty ekspozycji, co doskwiera wtedy, gdy próbuje się zrobić zdjęcie jakiejś bardzo kontrastowej sceny z wyłączonym trybem HDR. Mamy nadzieję, że w przyszłości takie bardziej zaawansowane opcje zostaną dodane. Czasem dobrze byłoby mieć większą kontrolę nad tym, co się dzieje z aparatem, bo nawet najlepsza automatyka to tylko automatyka i może się pomylić.

  

A co z tym całym laserowym autofokusem? Wprawni obserwatorzy zapewne zauważyli na pierwszej stronie tego artykułu, że obok aparatu znajduje się małe „okienko”. Z tego miejsca jest wypuszczany niewidoczny dla oka laserowy stożek, mający zadanie wspomóc autofokus w mierzeniu odległości do fotografowanego obiektu. Jest jednak pewien haczyk, bo robi to tylko wtedy, gdy są to zaledwie dziesiątki centymetrów, co już trochę mówi o przydatności tego dodatku. Czy to działa? Trudno powiedzieć. Owszem, G3 łapie ostrość bardzo szybko i jest to czas porównywalny z tym, do którego przyzwyczaiły nas Samsungi Galaxy S5 i nowy model HTC One. Ale czy to faktycznie zasługa laserów? Tego nie wiemy. Może i autofokus jest dzięki temu o kilkadziesiąt milisekund szybszy niż u najszybszej konkurencji, ale w praktyce różnice są właściwie niezauważalne, a w słabszym oświetleniu aparat i tak czasem musi poszukać ostrości, zanim ją ustawi.

Pozostałe dodatki są już bardziej przydatne. Optyczna stabilizacja nie jest aż tak dobra jak w Lumii, ale i tak sprawuje się dobrze i przydaje w czasie filmowania i fotografowania w ciemniejszych pomieszczeniach. Podwójny flesz zbudowany z diod o różnej temperaturze barwowej (podobne rozwiązanie widzieliśmy już w iPhonie 5S i w nowym HTC One) docenia się zwłaszcza wtedy, gdy obiektem jest twarz oświetlona światłem żarowym, bo wtedy skóra wygląda naturalnie i nie ma na niej niepożądanych przepaleń. Na pochwałę zasługuje również rewelacyjnie działający tryb HDR. Jest szybki, wygląda naturalnie, nie ma problemów z poruszającymi się obiektami i ładnie poprawia zakres tonalny zdjęć. Tylko smartfony Samsunga mogą się pochwalić równie dobrym hadeerem.

Na koniec pozostał nam temat jakości obrazu. Jak wspominaliśmy, nie zmieniła się ona zbytnio w porównaniu z G2, ale też niekoniecznie musiała. Ten aparat nadal daje zadowalające rezultaty, rejestruje wystarczającą ilość szczegółów i zapisuje ładnie nasycone barwy. To prawda, że nie radzi sobie z rejestrowaniem drobnych detali aż tak dobrze jak nowe Samsungi, Xperie i najważniejsze Lumie (warto się przyjrzeć choćby zdjęciu z papugami i temu ze zbożem), ale 13 MP to i tak w większości sytuacji wystarczająca liczba. 

Przykładowe zdjęcia

        

Zdjęcia HDR

  

 Zdjęcia przykładowe z LG G2 (taka sama matryca jak w LG G3) można znaleźć tutaj.

 

 

Wideo 4K zrobione dobrze?

G3 to nie pierwszy smartfon LG nagrywający filmy w rozdzielczości 4K. Wcześniej można było znaleźć taką funkcję w G Fleksie, ale tam nie dawało to najlepszych rezultatów z powodu zbyt dużej kompresji strumienia wideo. Czy specjaliści z LG tym razem odrobili pracę domową? Nie, bo w G3 znowu poskąpili megabitów. W Xperii Z2 i Samsungu Galaxy S5 na każdą sekundę nagrania wygospodarowano około 50 Mb, a w G3 – zaledwie 30 Mb, czyli tyle samo, ile zapewniał G Flex, i rezultat wygląda identycznie. Już samo to wiele mówi o tym, czego się spodziewać, i szczerze powiedziawszy, mamy wątpliwości, czy w trybie UHD smartfon ten rejestruje więcej szczegółów niż w standardowym Full HD. Jakość wideo nagrywanego przez rywali mogła wywołać stałe uszkodzenie ciągle opadającej na podłogę szczęki, a tym razem jedynie może rozboleć głową od ciągłego drapania i zastanawiania się, „czy to wszystko”.

Jest jeszcze jeden haczyk. Oprogramowanie „flagowca” LG ogranicza czas nagrywania plików w maksymalnej rozdzielczości, ale nikt tu nie daje gwarancji, że faktycznie da się tyle osiągnąć. Tak samo jak Xperia Z2 urządzenie ma problem z przegrzewaniem się w trakcie filmowania w 4K. Wystarczy ustawić maksymalną jasność podświetlenia (albo wyjść na zewnątrz w słoneczny dzień), intensywnie poużywać telefonu, uruchomić nagrywanie – i po mniej więcej 2 minutach (wiele zależy od temperatury otoczenia) oczom może się ukazać taki oto komunikat:

Prawie jak powiadomienie o nowym osiągnięciu na Steamie ;) No dobrze, już wiemy, że to całe UHD w tym smartfonie raczej miało dobrze wyglądać na pudełku niż być faktycznie przydatne, ale jak urządzenie sprawuje się w mniejszych rozdzielczościach? Tu jest lepiej. Jakość nagrań Full HD jest bardzo dobra, stabilizacja świetnie niweluje drgania rąk, w trakcie kręcenia można ręcznie sterować autofokusem (szkoda, że nie da się zrobić tego samego z ekspozycją), barwy są ładnie nasycone, a nowe mikrofony o wiele lepiej radzą sobie z głośnymi dźwiękami i wycinaniem szumów z tła. Jest dobrze, ale nie idealnie. Czego tu brakuje? Dobrego zoomu cyfrowego, takiego jak w Lumiach i nowych Samsungach, trochę lepszego algorytmu redukcji szumów, bo ten obecny czasem zniekształca głos i wycina z tła muzykę, którą chciałoby się zostawić, i znacznie lepszego trybu nagrywania w zwolnionym tempie. Niby można nagrywać klipy 720p z szybkością 120 kl./sek., które później są „rozciągane”, ale jakość obrazu jest w nich wyjątkowo kiepska i zabrakło narzędzia pozwalającego samodzielnie wybrać fragmenty nagrania, które mają zostać spowolnione (jak w Xperii Z2). Krótko mówiąc: szkolna czwórka. Podstawy są porządne, ale najbardziej wymagający smartfonowi filmowcy wybiorą Lumie (za jakość dźwięku, zoom cyfrowy i stabilizację) albo Samsunga Galaxy S5 (za świetne wideo 4K, zoom cyfrowy i możliwość nagrywania pod wodą).

 

 

5