...oraz całe miasto na widelcu
Każdy szanujący się sandboks oddaje do dyspozycji gracza otwarty teren działań. W przypadku Watch Dogs jest to Chicago niedalekiej przyszłości, a podzielono je na sześć tematycznych dzielnic. Twórcom gry udało się oddać różnice pomiędzy nimi: zupełnie inaczej jest na przedmieściach, a inaczej w ścisłym centrum miasta albo na terenach w pobliżu rzeki, która je przecina. Poszczególne obszary różnią się nie tylko budynkami, ale też przechodniami, a przede wszystkim samochodami. Nie spodziewajcie się wartego majątek ferrari w slumsach. W przypadku Watch Dogs powiedzenie „Jaki ten świat mały” nie jest specjalnie na miejscu, bo mały ten świat wcale nie jest. Nie brak też miejsc, które nie są zaludnione, ale stanowią integralną część miasta: parków, wysepek na rzece, kolejowych bocznic i tym podobnych. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie; gracz nie ma poczucia, że przebywa w mało wiarygodnym miejscu. Wręcz przeciwnie.
Rozgrywka w Watch Dogs przypomina pod wieloma względami serię GTA i nie mogło zabraknąć w niej samochodów. Jest ich w sumie kilkadziesiąt modeli. Oczywiście, nie pojawiają się żadne znane marki, co pewnie wiąże się z kwestią licencji, lecz doskonale widać, że po Chicago jeżdżą fordy mustangi, bentleye, ferrari, a także cała gama innych, bardziej powszechnych wozów, na przykład hondy civic. Nie brakuje też samochodów dostawczych, motorów i innych, które przydają światu Watch Dogs realizmu. Samochodowe klony się trafiają, ale na tyle rzadko, że nie rażą. Są też motorówki, ale nie ma latania samolotami czy skoków ze spadochronem, inaczej niż w ostatnich GTA. Może kiedyś Ubisoft doda te atrakcje?
Ponieważ Aiden to uzdolniony haker, może dopasowywać działanie komunikacji miejskiej do własnych potrzeb. Chicago ma rozbudowaną siatkę linii tramwajowych i często się z niej korzysta, bo zazwyczaj pozwala szybciej dostać się w wybrane miejsce, choć sporo tutaj zależy od umiejętności gracza i tego, jaki akurat pojazd ma pod ręką. Tutaj ciekawostka: z poziomu smartfona główny bohater może zamówić dostarczenie samochodu blisko miejsca, w którym się znajduje. Lista wozów jest naprawdę długa, obejmuje chyba każdy dostępny w grze. Oczywiście, to kosztuje, no i na początku przygody Aiden ma dostęp do zaledwie kilku, ale im więcej ich „pożyczy” lub wykupi, tym pokaźniejsza robi się ta lista.
Jak przystało na sandboks, gracz dosłownie może robić, co chce, całe miasto stoi przed nim otworem. Owszem, pole do popisu nie jest nieskończone, lecz w porównaniu z grami „liniowymi” – nadspodziewanie duże. Najlogiczniejszą opcją byłoby zatem skupić się na wątku głównym, czyli wykonywaniu misji, które odsłaniają powiązany z Aidenem i jego koleżkami „z branży” wątek fabularny. Jednak zazwyczaj tyle się dookoła niego dzieje, że główne misje leżą odłogiem aż do momentu, kiedy pozostaje już tylko swobodna, niczym nieskrępowana jazda po mieście.
W Watch Dogs jest dość pokaźna liczba zadań pobocznych oraz rzeczy do odszukania dla tych, którzy lubią rozpracowywać gry w stu procentach. Nie trzeba tego robić, ale są z tego korzyści, poza tym wartość dodana to drastycznie wydłużający się czas zabawy. Co więcej, wszystkie czynności dodatkowe nie wydłużają go na siłę, bo wykonując je, świetnie się bawiłem. Prosty przykład to dostępne z poziomu smartfona cyberodloty. To aplikacja z kilkoma „grami w grze”. Można wcielić się w gigantycznego mechanicznego pająka, który będzie skakał po dachach i za pomocą wyrzutni rakiet oraz karabinu automatycznego siał zniszczenie wśród przechodniów i sił policji. Dodatkowo tego pająka da się rozbudowywać. Mimo że to jedynie minigra, spędziłem w niej ze dwie godziny i przestałem jedynie z obowiązku poznania jak największej części Watch Dogs na potrzeby niniejszej recenzji.
Cyberodlotów jest więcej, można pruć przez całe miasto demonicznym samochodem i rozjeżdżać przechodniów albo przy akompaniamencie psychodelicznej muzyki skakać z jednego kolorowego kwiatka na drugi. Zaręczam, zabawa jest przednia, ktoś w Ubisofcie ma niezłe poczucie humoru. Jest też zabawa, w której gracz biega po ulicy z pistoletem rodem z lat osiemdziesiątych i strzela do potworów z tamtej epoki. Całość przywodzi na myśl takie filmy jak Oni żyją. W Watch Dogs w interesie gracza jest to, żeby był coraz lepszym hakerem, dlatego warto się nad tymi wszystkimi zadaniami pobocznymi na trochę zatrzymać. Często otrzymuje on też zlecenia od tak zwanych macherów. To różne misje, które wykonuje się w celach zarobkowych. Zadaniem Aidena jest odwrócenie uwagi policji, pozbycie się kogoś i tak dalej, a im lepiej mu pójdzie, tym więcej zarobi. Inny przykład to zapobieganie przestępstwom. Gracz musi powstrzymać napastnika, ale tak, aby nie uciekł, najlepiej obezwładniając go własnymi rękoma. A kto po prostu lubi zwiedzanie, może odszukać wszystkie hotspoty rozlokowane w mieście i poznać jego historię. Choć na dobry początek warto zająć się stacjami radiowymi CtOS-u w każdej z dzielnic, czyli je zhakować, bo dopiero wówczas gracz otrzymuje dostęp do profilera na określonym terenie. Pamiętacie wieże Borgiów z Assassin's Creed: Brotherhood ? To podobny schemat.
Ciekawe jest podejście twórców Watch Dogs do gry wieloosobowej. Tak naprawdę ona się toczy cały czas, lecz sednem jest brak lobby, doczytywania się rozgrywki i innych elementów, które są następstwem oddzielenia rozgrywki solo od tej sieciowej. Studiu Ubisoft Montreal zależało na tym, aby je ze sobą scalić. Gracz, wykonując zadania samotnie, zostaje poinformowany o tym, że do jego realiów dołączył inny haker. Tu warto zaznaczyć, że są sobie wrogami, ale nie wiedzą, kto jest kim, przynajmniej na razie. Pierwszy robi swoje, a drugi jest o tym informowany i udaje się w konkretne miejsce. Wówczas panowie mogą się poznać, o ile któryś popełni błąd pozwalający odróżnić go od pozostałych przechodniów. Wtedy do gry wchodzi inwigilacja, hakowanie lub brutalniejsze środki. Ten tryb zabawy jest określany jako wtargnięcie. Inny, znany jako śledzenie, to jego odmiana. Polega na udaniu się do gry rywala, dowiedzeniu się o nim czego się da, a następnie powrocie do własnej rzeczywistości. Są też bardziej tradycyjne pomysły, na przykład można ścigać się samochodami albo po prostu w ośmiu robić w jednym uniwersum, co się żywnie podoba. Nie wiem, jak bardzo rozbudowana jest najnowsza część serii GTA, nie jestem graczem konsolowym, ale składając to wszystko w całość, muszę stwierdzić, że w Watch Dogs naprawdę nie sposób się nudzić. Jestem też przekonany, że tytuł Ubisoftu zapewnia wrażenia, których posiadacze gry Rockstara nie doświadczą.




