artykuły

Watch Dogs – recenzja

Hakerska piaskownica

43
27 maja 2014, 09:00 Dawid Grzyb

...i miał smartfona...

Watch Dogs to gra ukazująca bohatera z perspektywy trzecioosobowej. Ta zmienia się jedynie okazjonalnie na pierwszoosobową, gdy Aiden posługuje się bronią dalekiego zasięgu. To wszystko sprawia, że najnowsza gra Ubisoftu rywalizuje z GTA V. Realia obydwu tytułów są podobne, mechanika również. Gracz buszuje po całym mieście i wykonuje masę różnych zleceń, a gdy mu się zachce, może się skupić na wątku głównym i poznać fabułę. Ale diabeł tkwi w szczegółach i tutaj Watch Dogs wnosi niemało do gatunku. Aiden Pearce to haker w pełnym tego słowa znaczeniu. Zarabia na życie w bardzo ciekawy, ale nie do końca legalny sposób. Za pomocą swoich zdolności umie nagiąć rzeczywistość tak, aby mu było łatwiej.

Podstawowym narzędziem Aidena jest zmodyfikowany smartfon, to w zasadzie jego najskuteczniejsza broń. To dzięki niemu może inwigilować każdego mieszkańca miasta, dowiedzieć się o jego brudnych sekretach, poznać dochody lub po prostu okraść jego konto bankowe. To jeden z wielu sposobów pozyskiwania gotówki w świecie Watch Dogs. Gdy gracz już postanowi uszczuplić portfel jakiegoś przechodnia, wystarczy, że naciśnie jeden guzik, a włamanie przebiega automatycznie. Później pozostaje już tylko spacer do bankomatu, aby stać się bogatszym o kilkaset dolarów. Ale to dopiero początek. W wirtualnym Chicago niedalekiej przyszłości ktoś wpadł na pomysł, że miastem powinien sterować jeden scentralizowany system, nazwany CtOS. To on kontroluje sieć kanalizacyjną, energetyczną, mosty, kamery rozmieszczone na każdej przecznicy, a nawet linie komunikacji miejskiej i system ostrzegania przed domniemanym przestępstwem. Telefon Pearce'a umożliwia włamanie do CtOS-a... i tutaj zaczyna się zabawa. To jeden z najciekawszych aspektów Watch Dogs.

Aiden z poziomu smartfona może zmienić działanie sygnalizacji świetlnej, spowodować wybuch elektroniki zainstalowanej przy budynku, podnieść most zwodzony, uaktywnić blokadę na drodze i tak dalej. Sęk w tym, że wszystko to dzieje się natychmiastowo. Gdy bohater ucieka przed policją, to nawet będąc za kółkiem i pędząc na złamanie karku, może wywołać karambol na skrzyżowaniu, a tym samym uniemożliwić dalszy pościg. Wystarczy umiejętnie wyczuć moment wykonania danego haku. Cała procedura sprowadza się do naciśnięcia i przytrzymania dosłownie jednego guzika i mogłoby się wydawać, że jest banalna. Niektórzy pewnie się spodziewali minigry albo czegoś podobnego. W każdym razie to miły dodatek, zwiększający i tak już bogaty wachlarz czynności, które Pierce może wykonać. Nie było do tej pory sandboksowej gry, która by dawała takie pole do popisu.  

Aiden nie jest stereotypowym geekiem, to wysportowany facet, który świetnie sobie radzi z obezwładnianiem innych w brutalny sposób, chociażby za pomocą broni palnej. Bez wysiłku pokonuje on też płoty i inne tego typu przeszkody na swojej drodze. Co prawda nie idzie mu to tak zręcznie jak protagonistom serii Assassin's Creed, ale widać gdzieś tam między wierszami, że to jego dalecy „krewni”. Przed graczem szybko rysuje się obraz jego wyjątkowej wszechstronności. Jest za pan brat z pistoletami, bronią automatyczną i karabinami snajperskimi, a nawet ładunkami wybuchowymi.

Narzędzi mordu jest w Watch Dogs około trzydziestu, można przebierać. Jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, aby do każdego zadania podejść po cichu i trzymać się na dystans, polegać bardziej na wykorzystaniu obiektów obok i pozostaniu niezauważonym aniżeli sile ognia. Praktyka pokazuje, że to często dużo bardziej się opłaca. Gra promuje taki styl zabawy, zachęca, by raczej użyć smartfona niż czegokolwiek innego, co i rusz podrzucając elementy otoczenia, które można zhakować, by osiągnąć przewagę. Co więcej, Pearce to nie jest ktoś, kto szuka rozgłosu, on stara się za wszelką cenę pozostać anonimowy, jak na prawdziwego mistrza hakingu przystało. Owszem, często robi na ulicach wirtualnego Chicago potężne zamieszanie, ale jeżeli już tak się dzieje, stara się, aby nie było wiadomo, kto za tym stoi, i to jest w Watch Dogs piękne. Nawet osoby przyzwyczajone do rozwiązywania każdego problemu w sposób siłowy zasmakują w byciu szarą eminencją i pewnej dozie swobody, która za tym idzie.

Gracz za wykonywanie różnych zadań otrzymuje też punkty, dzięki którym może rozwijać swoją postać. Z poziomu smartfona ma dostęp do całego drzewka umiejętności, podzielonego na kilka grup tematycznych: obsługę pojazdów, możliwość wpływania na infrastrukturę miejską czy walkę.

W wirtualnym Chicago nad porządkiem czuwa policja, ktoś w końcu musi. Ma w zanadrzu różne środki, choć najczęściej są to funkcjonariusze, helikoptery oraz policyjne wozy, które zawsze gracza taranują, nieważne jak dobrym samochodem przed nimi ucieka. W Watch Dogs ginie się łatwo i szybko, stróżowie prawa nie odpuszczają. Gdy Aiden naprawdę coś przeskrobie, helikoptery monitorują jego ruchy, reflektory oświetlają jego pozycję, często z wysokości strzelają do niego snajperzy. Pozbyć się powietrznego zagrożenia nie jest wcale łatwo, ale to logiczny krok. Trzeba się ukryć przed ścigającymi oraz źródłami światła, a następnie odczekać swoje w spokoju i nie robić nic głupiego (na przykład nie likwidować przechodniów). Oczywiście, można bezkarnie mordować wszystkich dookoła, przynajmniej do pewnego czasu, lecz Aiden to nie jest typowy uliczny rzeźnik, to raczej ktoś, kto skupia się na konkretnych osobach. Zresztą z takich działań nie ma żadnej korzyści, bo ograbić zwłok w Watch Dogs się nie da. 

2