„And we will kill Nazis!”
Po najnowszej grze załogi odpowiedzialnej między innymi za Kroniki Riddicka oraz Darkness spodziewałem się przede wszystkim klimatu wylewającego się z monitora. Chciałem, żeby był ciężki, z pewną dozą czarnego humoru i bez pierwiastka przesadnego amerykańskiego bohaterstwa, bo Blazkowicza od tej strony już poznałem. Teraz chciałem, by to była postać nieco bardziej autentyczna, stonowana. Ponieważ nie jest leszczem, wiedziałem, że w grze nie zabraknie momentów heroicznych, krwawych, pompatycznych, ale szczerze liczyłem na to, że jej twórcy odpowiednio zrównoważą środki budujące nastrój, i dokładnie to dostałem. Realia, w których naziści zdobywają władzę nad światem, zostały oddane po mistrzowsku. Jest szarość, poczucie zagrożenia oraz militarny sznyt i ordnung, a Blazkowicz jest bardziej autentyczny i budzi większą sympatię, niż kiedykolwiek przedtem.
The New Order nie wnosi do gatunku zupełnie nic nowego, ale pomimo wszędobylskiej prostoty i oklepanych schematów rozgrywka jest wyjątkowo satysfakcjonująca. Zadbano o drobiazgi: kilka alternatywnych dróg tu i ówdzie, system „perków”, ciekawe miejsca, możliwość naparzania z dwóch broni jednocześnie, elementy skradankowe i tak dalej. Tak naprawdę najpoważniejszą wadą gry jest brak trybu wieloosobowego. Takie produkcje po prostu muszą go mieć, bo realia, bronie oraz ogólnie mechanika gry aż się o to proszą. Już nie wspominając o tym, że wieloosobowa sieczka znacznie wydłużyłaby pobyt w wirtualnym świecie. Oprócz tego niedopatrzenia jest kilka pomniejszych, między innymi straszące miejscami kiepskie tekstury i zawodząca sztuczna inteligencja, ale to naprawdę drobnostki, z którymi da się żyć.
Podsumowując, gdy do względnie prostej, ale dającej masę frajdy sieczki dorzuci się specyficzny klimat, efekt jest łatwy do przewidzenia. Oczywiście, trzeba lubić taką odmóżdżającą jazdę bez trzymanki, bez górnolotnych treści i innowacyjności na każdym kroku. Wtedy w świecie Wolfenstein: The New Order można miło spędzić trochę czasu. Kto jednak liczył na powiew świeżości... Cóż, nie tym razem. Tak czy inaczej, zachęcam, by wcielić się w postać Blazkowicza, bo pomimo upływu lat chłop się nie starzeje. Pokazuje, jak się obchodzić z kobietami, nazistami i przerośniętymi pukawkami, a The New Order to gwarancja przedniej komputerowej zabawy w tradycyjnym stylu, zaręczam.

dla gry Wolfenstein: The New Order

- klimat
- humor, którego Tarantino by się nie powstydził
- B.J. Blazkowicz, oh yeah!
- bohaterowie niezależni
- szeroko pojęta frajda
- elementy skradankowe
- świetna muzyka
- brak trybu wieloosobowego
- Nic odkrywczego
- miejscami grafika

momentami tak kuleje jak byśmy grali w grę sprzed dekady
i te doczytujące się tekstury jak w rage
warto zostawić sobie podpowiedzi bo już na starcie miałem problem gdzie trzeba uciec przed psem robotem jednocześnie wciskając bieg i kucnięcie
Autorzy czy zauważyliście że niektóre lokacje (szczególnie bunkier na początku gdzie wysadza się działa automatyczne) ma taki problem że pod mocnym oświetleniem (efekty wszystkie na full - gtx660 - pełnej płynności brak) gra potrafi wręcz tragicznie klatkować?
w dwóch miejscach to spotkałem
PS jeśli masz GTX280 i gra idzie 60fps na ultra, spoko, cieszę się Twoim szczęściem
Ja cie srole, nawet do gier już homeseksualistów wpychają.
Tylko nie mówcie że to jest poświęcenie w imię idei walki z nazistami.
Nie wspomniałem o niczym, czego by już trailery nie zdradziły. Ale z tymi nowościami to słuszna uwaga. Tak to jest jak się materiał pisze o piątej rano