artykuły

Samsung Galaxy S5 – test najnowszego „flagowca” Samsunga

Galaktyka do potęgi piątej

99
24 kwietnia 2014, 14:46 Mieszko Krzykowski

Nowy stary TouchWiz

Ach, ten TouchWiz. Jedni cenią go za funkcjonalność, a inni dostają gęsiej skórki na dźwięk nazwy tej nakładki systemowej Samsunga. Jej poprzednia wersja ujrzała światło dzienne wraz z Galaxy S4 i wtedy skupiono się na różnego rodzaju „bajeranckich”, „inteligentnych” funkcjach, które często miały skłonność do... utrudniania życia (choć niektóre z nich jednak bywały przydatne). Tym razem jej twórcy obrali bardziej zdroworozsądkowy kierunek rozwoju i wprawdzie najnowsza odmiana nie przynosi rewolucji, to sprawia wrażenie bardziej przemyślanej.

    

Najbardziej rzuca się w oczy nowy wygląd. Nie ma co ukrywać, że ostatnie wersje tej nakładki dopraszały się o poważne odświeżenie i upiększenie. W Galaxy S5 to się udało i choć ten mocno cukierkowy i obły styl nie każdemu będzie odpowiadał, jest to krok w dobrym kierunku. Drobne zastrzeżenia budzi brak spójności w niektórych miejscach. Wystarczy przyjrzeć się ikonom i przełącznikom: raz mają one szare tło, innym razem okrągłe kolorowe, a czasem nie mają żadnego. Wygląda to trochę tak, jakby różne elementy interfejsu były projektowane przez oddzielne, niekomunikujące się ze sobą grupy, a na koniec połączone w całość. Ale i tak powtórzymy: jest lepiej, niż było, i oby tak dalej.

    

Zabawnie dużo zmian nastąpiło w menu ustawień systemowych. Jeszcze nigdy nie widzieliśmy smartfona, w którym ustawienia systemowe miałyby tak wiele... ustawień i w którym to menu dałoby się ustawić na tak wiele sposobów. Powstała z tego taka systemowa „miniincepcja” z ustawieniami w ustawieniach. A nieco poważniej: ktoś w tym wszystkim mocno namieszał. Wydaje się nam, że intencje projektantów były dobre. Typowe androidowe menu zostało rozbite na znacznie więcej części i standardowo jest wyświetlane nie jako lista opcji, a jako siatka ikonek, co chyba miało ułatwić i przyspieszyć dostęp do niektórych funkcji. Wyszło trochę na opak i próby połapania się w tym gąszczu skrótów przypominają próby zrozumienia jakiejkolwiek ustawy sejmowej bez prawniczego wykształcenia. Z pomocą przychodzą alternatywne, bardziej tradycyjne, czytelniejsze widoki, a także fantastyczna wyszukiwarka, w której wystarczy zacząć wpisywać nazwę jakiejś opcji, aby się ona pokazała i by można było od razu skorzystać z poszukiwanego przełącznika, bez wchodzenia do jakiegokolwiek podmenu. Jest to niesamowicie wygodne rozwiązanie, szczególnie przydatne wtedy, gdy się chce znaleźć jakąś rzadko używaną funkcję, a nie jest się pewnym, gdzie była schowana.

   

Znakomicie rozwinięto także ideę trybu wspomagającego obsługę jedną ręką. Po raz pierwszy zaimplementowano coś takiego w Samsungu Galaxy Note II, w którym można było zmniejszyć klawiaturę ekranową czy numeryczną do rozmiarów łatwiejszych do „ogarnięcia” jednym kciukiem. W Galaxy S5 można przeskalować i zmniejszyć cały interfejs, co widać na powyższych zrzutach ekranu. Najlepsze w tym jest to, że nie trzeba szukać żadnych przełączników, by aktywować ten tryb, wystarczy wykonać prosty ruch kciukiem, i obraz będzie wyświetlany na powierzchni o 4-calowej przekątnej. Jest to tak dobry pomysł, że wręcz się dziwimy, dlaczego tak długo trwało, aż ktoś na to wpadł.

  

Inną miłą nowością jest „pływający” przybornik, będący małym schowkiem na pięć skrótów do najczęściej używanych programów. Można go przesunąć w dowolne miejsce ekranu i rozwijać zawsze wtedy, gdy chce się coś uruchomić. Nic wielkiego, ale wcale się nie zdziwimy, jeśli niedługo podobne rozwiązanie zacznie się pojawiać w konkurencyjnych nakładkach ;)

W pierwszym akapicie pisaliśmy o braku rewolucji i następne wiersze zapewne Was o tym przekonały. Nowy TouchWiz wygląda inaczej, ale funkcjonalnością i koncepcją działania nie różni się zbyt mocno od poprzedniej wersji. Tę wiadomość jedni przyjmą z ulgą, a inni – z rozczarowaniem, jednak nie da się zaprzeczyć, że Samsungowi pomysłów i uporu nie brakuje.

2