Grafika i dźwięk
The Elder Scrolls Online wygląda podobnie do ostatniej części serii rozgrywającej się w świecie Tamriel, Skyrima. Dopatrzyliśmy się jedynie ewolucji, wygładzenia zmarszczek, kilku nowych efektów graficznych. Owszem, tamta została oparta na silniku Creation Engine, a MMO – na nowym narzędziu, zbudowanym na podstawie Hero Engine, silnika wykorzystanego między innymi w grze Star Wars: The Old Republic. Jednakże trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Hero Engine posłużył jako podstawa, punkt wyjścia do stworzenia czegoś podobnego, ale już pod kątem konkretnej gry. Potrzeba matką wynalazków, jak to mawiają.
Tak czy inaczej, już po kilku minutach w świecie The Elder Scrolls Online poczułem się tak, jak gdybym grał w sieciową odmianę Skyrima. Jakość grafiki w obu jest bardzo podobna i nowe otoczenie wydaje się znajome. Piątej części The Elder Scrolls zarzucałem hermetyczność i statyczność świata, podobnie jest w MMO. Nie czułem się jak w dżungli z Crysisa, ale akurat tego nie oczekuję, nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że świat Tamriel po prostu stoi w miejscu. Trawa nie kołysze się na wietrze, listowie na drzewach – też nie. Nawet grając w maksymalnych ustawieniach graficznych, nie ma się poczucia realizmu, do którego gry przecież dążą. Nie powinienem być tym zaskoczony, w końcu optymalizacja pod kątem słabszego sprzętu jest niezbędna, do tego dochodzi długi czas powstawania gier MMO. Niemniej podkręcając suwaki w opcjach obrazu do końca, spodziewałem się czegoś lepszego. Liczba wielokątów przypadających na poszczególne obiekty nie jest duża, tekstury momentami potrafią skutecznie przestraszyć, w słoneczny dzień burza nie grozi. Jest kilka fajnych rzeczy, na przykład promienie słońca, okazjonalnie głębia ostrości, HDR, naprawdę niezła woda, pory dnia i tak dalej, lecz to w dalszym ciągu za mało. Plusy to: należyta optymalizacja, mnogość opcji graficznych i małe wymagania sprzętowe, ale o tym więcej napiszemy w artykule, który już przygotowujemy.
Oprawa dźwiękowa też mnie nie porwała. Jest poprawna, wszystkie odgłosy są na miejscu, a muzyka, choć sztampowa, pasuje do epickiego charakteru całej gry, ale gdy po kilku godzinach zabawy sprzęt audio został zaprzęgnięty do odtwarzania ścieżki serialu wyświetlanego na monitorze obok... cóż, nie czułem, że z tego powodu coś tracę.
