artykuły

The Elder Scrolls Online – recenzja

Kolejna typowa gra MMO?

36
4 kwietnia 2014, 09:45 Dawid Grzyb

No to pograne

W The Elder Scrolls Online są trzy frakcje: The Aldmeri Dominion, Daggerfall Covenant oraz Ebonheart Pact. Każda z nich składa się z przedstawicieli trzech ras, tych więc w sumie jest dziewięć. Większość z nich jest znana miłośnikom fantasy. Są elfy wysokiego rodu, leśne oraz mroczne, orki, kilka ras ludzkich oraz dwie dodatkowe: kotopodobna Khajiit oraz gadzia Argonians. Jest w czym wybierać. Ale co ciekawe, decydując się na mrocznych elfów, znanych jako Dunmer, gracz z automatu opowiada się po stronie frakcji Ebonheart Pact. Podobnie jest z innymi rasami: każda jest przypisana do jednej z frakcji i nie ma od tego odstępstw. Większą swobodę mają tu jedynie posiadacze droższego wydania gry.

Innym ważnym aspektem w grach MMO, przynajmniej dla mnie, jest możliwość dostosowania postaci. Już od pierwszych chwil chcę wejść w jej skórę. Dlatego zawsze cieszy mnie duża liczba suwaków pozwalających określić nie tylko posturę lub kolor włosów, ale też całą masę pozostałych szczegółów: wiek, tatuaże, kolor oczu, kształt brwi, wzrost i tym podobne. Im więcej tego, tym lepiej. Pod tym względem The Elder Scrolls Online jest co najmniej hojna. Ja wybrałem mrocznego elfa. Dopasowywałem jego wygląd bite dwie godziny, tyle z tym miałem frajdy. Bardzo podoba mi się dopracowanie ras. W wysokich ustawieniach graficznych wyglądają bardzo dobrze, widać każdy szczegół. Wygląd świata to zupełnie inny poziom, ale o tym przeczytacie na piątej stronie.

Tamriel jest olbrzymim, sandboksowym światem, o wyjątkowo zróżnicowanych terenach. Nie brakuje obszarów ośnieżonych, nie brakuje wiosny, wiele jest też miejsc posępnych albo wulkanicznych, a wymieniłem pewnie tylko skromną część. Tak naprawdę mógłbym spędzić kilkadziesiąt godzin, nie wychodząc z pierwszej prowincji i tylko niewiele oddalając się od miejsca startu, a tych jest przecież wiele. Pewnie jeszcze nie raz zostałbym zaskoczony różnorodnością otoczenia, ale krótki czas spędzony w grze pozwolił mi zapoznać się jedynie z niewielkim jej fragmentem. Zatem jej rozmiar na dysku (przeszło 30 GB) nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, ponadto zawierający ją folder pewnie znacznie spuchnie w ciągu najbliższych miesięcy.

W Tamriel jest masa zadań do wykonania, dosłownie co chwila gracz napotyka na jakieś postacie niezależne, które czegoś od niego chcą. Nie przypominam sobie, abym w jakimkolwiek znanym mi tytule MMO widział aż takie ich zagęszczenie. Nic, tylko się cieszyć. Różnorodność zadań jest spora, choć spora część to powtórka z rozrywki: „Zabij X potworów, wypadną z nich przedmioty, przynieś je do mnie i odbierz nagrodę”. To niby powtarzalne, ale z chęcią to wszystko robiłem. Ogólnie taka powtarzalność mi nie przeszkadza, przy czym dałbym sobie głowę uciąć, że jest sporo zadań dużo bardziej rozbudowanych. Zwłaszcza wątek główny pewnie ciągnie się w nieskończoność.

W Tamriel nie brak też miejsc kluczowych dla gatunku, „instancji” z bossem na końcu, które najlepiej czyścić w ramach party z kolegami. Da się coś zrobić solo, ale ten element gry jest mocno nastawiony na zabawę drużynową, choć nie na nie wiadomo jak dużą skalę, czterech graczy wystarczy. Każdy ma znać swoje miejsce, czyli jest to kolejny schemat MMO: ktoś leczy, ktoś tankuje, ktoś robi DPS, ktoś wspiera całą akcję. No i jest jeszcze tryb PvP, bez niego nie obejdzie się żadna szanująca się sieciówka. Polega on – i tu nie ma zaskoczenia – na starciach pomiędzy frakcjami, to tak zwana wojna sojuszy. Są one rozbudowane, nie sprowadzają się do wybijania się wzajemnie na punkty, choć to też frajda. Obejmują użycie machin oblężniczych, niszczenie murów i zdobywanie fortec, choć są jeszcze pomniejsze cele: świątynie, tartaki i tym podobne. Chodzi o to, by ich zdobyć jak najwięcej.

Gracze biorący udział w wojnie sojuszy wcale nie muszą walczyć. Jest kilka rzeczy do zrobienia: rozstawianie machin oblężniczych, ulepszanie straży i tak dalej. Dla każdego coś się znajdzie. Co ciekawe, frakcja najlepiej radząca sobie w zmaganiach PvP może kontrolować stolicę imperium. Dopiero będąc w takiej frakcji, można walczyć z armią Molag Bal. Tak, wojna sojuszy ma wpływ na sytuację na świecie, ta zaś dotyczy również osób grających solo. Ciekawostka: gdy jedna z frakcji zaczyna za bardzo odstawać od reszty, pozostałe dwie mogą wspólnie knuć ewentualną detronizację. Choć przyznam szczerze, że nie wiem do końca, jak to działa w praktyce, kto się z kim dogaduje, czy jest może jakieś głosowanie, czy gra narzuca sojusz.

Gdy zebrać to wszystko, wychodzi na to, że The Elder Scrolls Online trzyma poziom, nawet jeśli większość pomysłów jest wtórna. Kluczowe w dobrej grze MMO są zrównoważenie sił oraz zawartość przedłużająca rozgrywkę, a by te można było ocenić, potrzeba tygodni. Na razie jednak, po tym, co zobaczyłem i czego doświadczyłem, jestem do tej gry przekonany. Pomimo tego, że Tamriel nie jest moim ulubionym uniwersum.

3