artykuły

HTC One (M8) – test najlepszego smartfona HTC

„Ten jedyny” smartfon HTC po raz drugi

40 7 kwietnia 2014, 07:33 Mieszko Krzykowski

Cztery miliony „ultrapikseli” – wydanie drugie, poprawione (?)

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji HTC w czasie projektowania poprzedniego HTC One było zamontowane w nim aparatu z powiększoną matrycą o rozdzielczości 4 MP. Owszem, optyczna stabilizacja obrazu poprawiała użyteczność sprzętu po zmroku i w czasie nagrywania filmów, jasna optyka pomagała w „oszczędzaniu” światła, ale rezultat... Powiedzmy, że dla niektórych był wystarczająco dobry, a dla innych – nie do przyjęcia. Co gorsza, 13-megapikselowy aparat Samsunga Galaxy S5 pokazał, że można mieć wysoką rozdzielczość zdjęć przy wcale nie gorszym zakresie tonalnym i bez przesadnie dużych szumów, co dodatkowo napędzało dyskusję o rozsądku inżynierów HTC.

Porównanie rozmiarów pojedynczego piksela w różnych aparatach.

Mogłoby się wydawać, że po tym całym zamieszaniu tajwański producent smartfonów przestanie płynąć pod prąd i tym razem „pójdzie w megapiksele”. Okazało się jednak, że „ultrapiksele” (producent nazywa swoją technikę UltraPixel) nie zostały wysłane na emeryturę: tegoroczny HTC One dostał taką samą matrycę jak poprzednik. Oznacza to tyle, że piksele sensora są duże (nawet trzy, cztery razy większe niż w standardowych matrycach, stosowanych przez konkurencję), ale nie ma ich zbyt wiele, a dokładniej mówiąc, jest ich 4 085 760 (w trybie 16 : 9). W dobie 16-megapikselowych „galaktynek” czy 20-megapikselowych Xperii i Lumii jest to bardzo mało. Sytuacja jest dziwna tym bardziej, że przedni aparat HTC One ma rozdzielczość... 5 MP, czyli większą niż ten z tyłu. Na dodatek obiektyw nowego One stracił optyczną stabilizację obrazu, będącą jedną z głównych zalet ubiegłorocznego modelu. Na papierze wygląda to więc kiepsko, a jak jest w praktyce?

Niemal wzorowe oprogramowanie i nie gorsza automatyka

Oprogramowanie aparatu wygląda zupełnie inaczej niż w poprzedniku i w niektórych miejscach brakuje w nim logiki i konsekwencji. Zapewnia sześć głównych trybów działania: zwykłe fotografowanie, nagrywanie filmów, aparat Zoe (jemu poświęcimy oddzielny akapit), tryb autoportretu, tryb robienia zdjęć przednim i tylnym aparatem jednocześnie oraz 360-stopniową panoramę.

  

Zaskakujące wydało nam się oddzielenie zwykłego trybu fotograficznego od filmowego. Jedną z bardziej podkreślanych innowacji w HTC One X+ było to, że w interfejsie jego aparatu przyciski spustu migawki i rozpoczęcia nagrywania były cały czas obok siebie, co pozwalało oszczędzić czas, a tutaj zrobiono częściowy krok wstecz: żeby rozpocząć nagrywanie obrazu po wykonaniu zdjęcia, trzeba się najpierw przebić przez menu. A dlaczego częściowy? Ponieważ w trybie autoportretu i w trybie Zoe taki problem nie występuje, co widać poniżej:

 

Reasumując, gdy chcesz rozpocząć rejestrowanie wideo, to:

  • jeśli jesteś w pełnym trybie fotograficznym, musisz się przełączyć na tryb filmowy;
  • jeśli korzystasz z przedniego aparatu, wystarczy, że wciśniesz przycisk nagrywania;
  • jeśli jesteś w trybie Zoe, musisz przytrzymać przez kilka sekund spust migawki.

Jest to nieintuicyjne i my często gubiliśmy się w tych ustawieniach. Trochę zamieszania wprowadza również porozrzucanie opcji dotyczących fotografowania, ale po pewnym czasie zaczyna się to rozumieć, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że można to było zrobić lepiej.

Tyle narzekania, czas na pozytywy. Na pochwałę zasługuje szybkość uruchamiania aparatu (poniżej 1 sek.), łapania ostrości (w lepszym oświetleniu następuje błyskawicznie) i prawie że zerowe opóźnienie migawki, dzięki czemu następne zdjęcie można wykonać niemal natychmiast po zdjęciu palca ze spustu. Bardzo przydatne są suwaki regulacji wyostrzania, intensywności barw i kontrastu, a także różnego rodzaju filtry artystyczne. Niektórzy docenią też „lumiopodobny” rozszerzony tryb ręczny, w którym można ręcznie ustawić czas naświetlania ISO i odległość ostrzenia (choć nie jest tak wygodny jak w nowych Lumiach). Natomiast mniej zaawansowanym użytkownikom (ale nie tylko im) zapewne spodoba się to, że dotykając ekranu, można zmienić punkt łapania ostrości, który jest połączony z punktem pomiaru ekspozycji, więc prawidłowe naświetlenie zdjęcia jest dziecinnie proste. Jeszcze fajniejsze jest to, że mechanizm wykrywania twarzy również jest połączony z ustawianiem ekspozycji, więc automatyka, gdy wykryje twarz, ustawia parametry naświetlania tak, aby to ona miała odpowiednią jasność, a nie znajdujące się za postacią niebo. Bardzo wygodne!

  

  

Reasumując, choć interfejs aparatu HTC One mógłby być czytelniejszy, do działania automatyki i jej funkcjonalności nie mamy żadnych zastrzeżeń. Wszystko odbywa się bardzo szybko, a automatyczne ustawienia w większości przypadków są dopasowywane niemal idealnie i rzadko kiedy trzeba coś ręcznie poprawiać. Zadowoleni będą zarówno ci, którzy chcą aparatu obsługiwanego jednym przyciskiem, jak i ci, którzy potrzebują czegoś więcej i chcą mieć większą kontrolę nad zdjęciem. Tak więc programistom HTC udało się osiągnąć pewien złoty środek.

6